Dziennik Gazeta Prawana logo

Areszt dla pirata, który wjechał w trójkę rodzeństwa

13 października 2007, 15:33
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Marlenka miała mieć klasówkę z przyrody. Jej siostra Milena nie mogła się doczekać zajęć z plastyki. Brat Mateusz wyczekiwał lekcji WF, bo uwielbiał grać w piłkę nożną. Ale trójka rodzeństwa nie dotarła do szkoły. W idące poboczem dzieci wjechał rozpędzony samochód. Dwie siostry i ich brat walczą o życie w szpitalu w Lublinie. Pirat ma już zarzuty, trzy miesiące spędzi w areszcie.

Za zarzuty, jakie prokuratura stawia 63-letniemu Tadeuszowi N., grozi nawet osiem lat więzienia. Na proces mężczyzna poczeka w areszcie. "Przekroczył on dozwoloną prędkość, wyprzedzał na skrzyżowaniu, przed którym na drodze była podwójna linia ciągła" - mówi zastępca szefa lubelskiej prokuratury okręgowej, Andrzej Lepieszko.

Wczoraj, godz. 8 rano, droga z Łęcznej do Lublina. Na szosie jest dość ciasno. Kierowcy ostrożnie jadą jeden za drugim. Jest zbyt niebezpiecznie, by wyprzedzać. Ale nie dla Tadeusza N. On pędzi oldsmobilem, nie zdejmując nogi z gazu. Po kolei wyprzedza jadące przed nim auta - relacjonuje "Fakt".

Dojeżdża do miejscowości Zofiówka. Nie zwraca uwagi na skrzyżowanie. Zaczyna wyprzedzać...

Mateusz, Marlenka i Milenka Orant właśnie wyszli z domu. Mają do przejścia zaledwie kilkadziesiąt metrów. Muszą dojść do skrzyżowania. Tam, za zakrętem, czeka na nich gimbus. Ale na przystanek już nie dochodzą... "Przed skrzyżowaniem zatrzymał się zielony daewoo tico. Chciał skręcić w lewo. Tuż za nim stanął dostawczy lublin, czekając, aż kierowca tico wykona manewr" - tłumaczy Sławomir Cielniak z Komendy Powiatowej Policji w Łęcznej.

Wtedy pojawia się biały oldsmobil. Tadeusz N. nie zwraca uwagi na to, co się dzieje na drodze. Wyprzedza dokładnie w tym momencie, gdy tico skręca w lewo. Potworny huk giętych blach. Zielony tico obraca się wokół własnej osi. A potężna siła wyrzuca na pobocze oldsmobila. Dokładnie w to miejsce, gdzie trzymając się za ręce, idzie trójka rodzeństwa.

10-letni Mateuszek zostaje odrzucony na kilka metrów. Jest w krytycznym stanie. Jego siostry, Marlenę i Milenę, także zmiotła siła uderzenia. Dzieci nawet nie zdążyły krzyknąć - pisze "Fakt".

"Kiedy przybiegłem na miejsce, moje maluchy leżały całe we krwi. Nóżki i rączki miały powyginane na wszystkie strony. Leżały w trawie na poboczu zupełnie bez życia. A jeszcze 10 minut wcześniej odprowadzałem je do furtki" - mówi przez łzy Lucjan Grzegorczyk, dziadek rannych dzieciaków.

Nieprzytomne dzieci zostały przewiezione do Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Lublinie. Mateuszka, który jest w najcięższym stanie, zabrał śmigłowiec. Cała trójka trafiła na oddział intensywnej terapii. "Walczymy o ich życie. Decydujące będą najbliższe 72 godziny" - mówi "Faktowi" ordynator Witold Lesiuk.

Tadeusz N. wyszedł z wypadku bez szwanku. Ma tylko niegroźnie skaleczoną rękę. Zaraz po tym, jak wjechał w dzieci, wyszedł o własnych siłach z auta i zaczął przekonywać ratowników, że nie ponosi winy za wypadek. Potem zasłabł i został odwieziony do szpitala. Gdy z niego wyjdzie, trafi do aresztu. Grozi mu co najmniej osiem lat za kratami.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj