Mężczyźni przez dobre kilka minut wyżywali się na policyjnych radiowozach przez nikogo nie niepokojeni. Efektem ich harców w policyjnym garażu były rozbite koguty, poprzebijane opony, wykręcone anteny i zbite lampy.

Na miejscu urzędował oficer dyżurny, który miał do dyspozycji monitoring, ale dopiero kamery z pobliskiego urzędu skarbowego zarejestrowały wandali.

Jakość obrazu była jednak tak słaba, że nie udało się sporządzić portretu pamięciowego sprawców. Co więcej, nie udało się też zabezpieczyć żadnych śladów. Policja poczuła się tak upokorzona, że całą sprawę trzymała w tajemnicy aż od marca.

Sprawców nie wykryto do tej pory, choć po tej plamie na honorze wysłano w miasto zwiadowców, a na miejsce ściągnięto techników z komendy wojewódzkiej. Jedna rzecz się natomiast udała. Zainstalowano dodatkowe kamery wokół garaży.