Mogłoby się wydawać, że takie sceny można oglądać jedynie w filmach z Bruce'em Willisem. Ale dwójka częstochowskich policjantów przeżyła filmowy koszmar na własnej skórze.

Policję zawiadomili przechodnie, że na parapecie okna w budynku przy ulicy Witosa siedzi mała dziewczynka. Funkcjonariusze pognali na górę, pokonując po kilka schodów naraz. Kiedy w końcu zdyszani dobiegli do drzwi, nikt im nie otwierał. Zaczęli je wyważać, ale w tym momencie drzwi otworzył pijany opiekun dwuletniej Amelii.

Bohaterowie w mundurach - Piotr Klak i Artur Bojanowski - bez zbędnej dyskusji z pijakiem natychmiast rzucili się do okna. W ostatniej chwili jeden z nich wychylił się i chwycił spadającą już Amelię. Drugi złapał go za pasek i wciągnął do mieszkania. Gdyby spóźnili się choćby ułamek sekundy, dziewczynka by zginęła.

Po tej akcji policjanci byli tak wstrząśnięci, że musieli skorzystać z pomocy psychologa. Mała Amelia nie odniosła żadnych obrażeń. Okazało się, że 54-letni mężczyzna, który otworzył policjantom drzwi, jest konkubentem babci dziecka.

Miał ponad promil alkoholu. Po kilku minutach do mieszkania wróciła 54-letnia babcia. Także ona była pijana - miała ponad 1,2 promila. Oboje trafili do policyjnego aresztu.