We wtorek pod pomnikiem odbyła się uroczysta msza polowa, a po niej apel poległych. Łatwo można było przewidzieć, że 1 sierpnia, w rocznicę wybuchu Powstania, zjawią się tam tłumy warszawiaków chcących oddać hołd poległym. Niestety, Stołeczna Estrada o tym zapomniała - pisze "Fakt".
Kiedy tysiące warszawiaków zapalały znicze i modliły się w skupieniu, pod pomnik podjechała wielka ciężarówka. Robotnicy z wynajętej krakowskiej firmy zabrali się za demontaż rusztowania sceny, potwornie przy tym hałasując.
"Mój wuj zginął w Powstaniu, ja sam miałem szczęście je przeżyć. Przychodzę tu co roku, żeby zapalić świeczkę. Ale dziś zamiast ciszy, był straszny hałas - nie kryje oburzenia 75-letni Jerzy Kamiński, mieszkaniec Starówki.
Dlaczego robotnicy nie uszanowali tego ważnego dnia? "Nie jestem z tego dumny, ale takie polecenie dostaliśmy od Stołecznej Estrady" - wyznał ze skruchą jeden z pracowników krakowskiej firmy.
Dopiero po interwencji "Faktu" w stołecznym ratuszu, hałasowanie ustało. "Żadne prace utrudniające oddawanie hołdu powstańcom nie powinny być prowadzone 1 sierpnia. Mimo późnej godziny nakazaliśmy Stołecznej Estradzie wstrzymanie rozbiórki oraz uporządkowanie terenu wokół pomnika" - zapewniał Tomasz Andraszczyk, rzecznik prezydent miasta. I dopiero wtedy tir z placu Krasińskich odjechał.