"Fakt" nie tylko opisuje tę tragedię, ale i zadaje też pytanie, czy rodzice odpowiadają w jakimś stopniu za śmierć swojego dziecka. Dziennik przypomina, że przy wejściu
na plaże w Górkach Zachodnich około Gdańska widnieje tabliczka: kąpiel niebezpieczna. Mało tego, nie ma tam ratowników, a jednocześnie wszyscy wiedzą, że kąpielisko zabija co roku co
najmniej jedną osobę.
Na pytanie, czy za śmierć 4-latka nie odpowiadają przypadkiem także nieodpowiedzialni rodzice, chce sobie również odpowiedzieć prokuratura. Rodzice już byli przesłuchiwani w tej sprawie.
Przesłuchanie trwało jednak krótko, bo rodzice byli w fatalnym stanie psychicznym.
Udało się jedynie ustalić, że Łukaszek pływał na dmuchanym foteliku co najmniej 30 metrów od brzegu. Obok dziecka kąpał się jego ojciec. Na brzegu pozostali matka chłopczyka i jego brat.
Morze wydawało się spokojne. Pogoda bezwietrzna. Nikomu nawet przez myśl nie przeszło, że lada chwila na Bałtyku rozegra się dramat.
Jednak Bałtyk w tym miejscu jest wyjątkowo zdradliwy, bo kąpielisko mieści się przy ujściu Wisły do morza. Powstają tam prądy wodne, wiry oraz fale. Morze potrafi tam być bardzo kapryśne.
Niestety, Bałtyk postanowił pokazać, że ma humory i tym razem.
Nagle zerwał się wiatr. W jednej chwili na spokojnym dotąd morzu powstały fale. To one błyskawicznie poniosły fotelik z 4-latkiem. Łukaszek zdążył jeszcze krzyknąć. Jego małe rączki
kurczowo trzymały się plastikowych krawędzi fotelika. Ale kolejne fale zrzuciły dziecko do wody. W kilka chwil morze zakryło chłopczyka. A podwodny prąd pchał go coraz bardziej w dal.