Mafiozi może nie wyglądają na napakowanych dresiarzy, ale są równie irytujący. To okoliczne pijaczki, które biorą skoro świt numerki, a później dręczą ludzi stojących w kolejce. W
jaki sposób? "Fakt" opisuje to w szczegółach.
Godzina 8 rano. Pod urzędem na Bielanach jak co dzień tłoczy się kilkaset osób. Wszyscy są strasznie poirytowani i zdenerwowani. Urzędnicy mają to jednak w nosie i obsługują, tak jak
wcześniej, tylko po 120 osób dziennie. Tymczasem na zewnątrz zaczyna kwitnąć nielegalny handel.
Grupa okolicznych meneli wmieszana w tłum, jak gdyby nigdy nic, sprzedaje po "okazyjnej" cenie świstek papieru, na który czeka się ładnych kilka godzin. Dzięki temu pijaki
mają kasę na wódkę i tanie wino. "Fakt" pisze, że koniki sprzedają bilety do systemu kolejkowego po 30 złotych.
A wszystko to dzieje się pod nosem straży miejskiej, która co chwilę pojawia się pod urzędem. "Nie wiedzieliśmy o tej sytuacji. Ale i tak nie możemy nic zrobić, dopóki nie
przyjmiemy zgłoszenia od osób poszkodowanych przez tych handlarzy" - tłumaczy na łamach "Faktu" Agnieszka Dęmbińska, rzeczniczka stołecznej straży miejskiej.