Sierżant Krzysztof Wojtaś widział już niejedno. Zakuwał w kajdanki agresywnych osiłków i poskramiał pijanych domowych tyranów. Ale na to nie był przygotowany: atak wściekłej kobiety, która wyszczerzyła zęby i wbiła je w rękę policjanta, pisze "Fakt".
"Tę interwencję będę długo pamiętał, kosztowała mnie wiele zdrowia i nerwów" - sierżant Krzysztof Wojtaś z Żor na Śląsku nie kryje
zdenerwowania, choć od tego niecodziennego zdarzenia minęło już kilka dni.
Bezchmurna, letnia noc, kiedy pełnił służbę, nie zapowiadała zbliżających się dramatycznych wydarzeń. Rodzinne awantury, nieletni pijący alkohol na rynku.
"Ot, dzień jak co dzień" - pomyślał sierżant i przeciągnął się w radiowozie. Tą senną atmosferę kwadrans przed północą przerwał głos z radiostacji. "Jedźcie na Moniuszki" - usłyszał polecenie Wojtaś. Operator dyżurny zauważył na kamerach bijatykę. Niedaleko sklepu spożywczego szamotało się trzech młodych mężczyzn. Policjanci byli na miejscu w parę minut. W ręku jednego z chuliganów zobaczyli nóż. Nie czekali. Podjęli interwencję i obezwładnili mężczyzn. Myśleli, że jest po sprawie...
Nagle zza rogu wyłoniła się znajoma jednego z zatrzymanych, Jadwiga Bocianowska. Jej chwiejny krok wskazywał na to, że nieco sobie popiła. Kobieta rzuciła się na policjantów. Zaczęła ich kopać i drapać. Szarpała za mundury. Funkcjonariusze zdołali zawlec ją do radiowozu i dowieźć pod posterunek.
I wtedy się zaczęło. Bocianowska nie dała się wyciągnąć z radiowozu. Do akcji wkroczył sierżant Wojtaś. Na początku grzecznie poprosił o opuszczenie radiowozu. Nie poskutkowało, więc chwycił 53-latkę za ramię. Wtedy kobieta wbiła zęby w jego przedramię.
"Aż jęknąłem z bólu. Łzy napłynęły mi do oczu" - przypomina sobie Wojtaś. - "W zeszłym roku strzelali do mnie, wyszedłem z tego bez szwanku. Ale nikt jeszcze mnie nie pogryzł, a już siedem lat pracuję w policji."
Sierżant długo szamotał się ze wściekłą panią Jadwigą. Z pomocą musieli przyjść mu koledzy. Trafił do szpitala. Tam podano mu środki przeciwzakaźne.
"Martwię się teraz, czy nie mam jakiegoś poskudnego zakażenia. Po nocach nie śpię" - policjant chwyta się za głowę.
Po kilku dniach Jadwiga trafiła przed sąd. Sama poddała się karze. Dostała za pogryzienie policjanta rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Musi też go przeprosić.
"Nie jestem taka zła, ale nie pozwolę, by mnie poniżano. Policjant wykręcał mi złamaną niedawno rękę, musiałam się bronić. Pozostały mi moje mocne zęby" - tłumaczy "Faktowi" Jadwiga Bocianowska.
Bezchmurna, letnia noc, kiedy pełnił służbę, nie zapowiadała zbliżających się dramatycznych wydarzeń. Rodzinne awantury, nieletni pijący alkohol na rynku.
"Ot, dzień jak co dzień" - pomyślał sierżant i przeciągnął się w radiowozie. Tą senną atmosferę kwadrans przed północą przerwał głos z radiostacji. "Jedźcie na Moniuszki" - usłyszał polecenie Wojtaś. Operator dyżurny zauważył na kamerach bijatykę. Niedaleko sklepu spożywczego szamotało się trzech młodych mężczyzn. Policjanci byli na miejscu w parę minut. W ręku jednego z chuliganów zobaczyli nóż. Nie czekali. Podjęli interwencję i obezwładnili mężczyzn. Myśleli, że jest po sprawie...
Nagle zza rogu wyłoniła się znajoma jednego z zatrzymanych, Jadwiga Bocianowska. Jej chwiejny krok wskazywał na to, że nieco sobie popiła. Kobieta rzuciła się na policjantów. Zaczęła ich kopać i drapać. Szarpała za mundury. Funkcjonariusze zdołali zawlec ją do radiowozu i dowieźć pod posterunek.
I wtedy się zaczęło. Bocianowska nie dała się wyciągnąć z radiowozu. Do akcji wkroczył sierżant Wojtaś. Na początku grzecznie poprosił o opuszczenie radiowozu. Nie poskutkowało, więc chwycił 53-latkę za ramię. Wtedy kobieta wbiła zęby w jego przedramię.
"Aż jęknąłem z bólu. Łzy napłynęły mi do oczu" - przypomina sobie Wojtaś. - "W zeszłym roku strzelali do mnie, wyszedłem z tego bez szwanku. Ale nikt jeszcze mnie nie pogryzł, a już siedem lat pracuję w policji."
Sierżant długo szamotał się ze wściekłą panią Jadwigą. Z pomocą musieli przyjść mu koledzy. Trafił do szpitala. Tam podano mu środki przeciwzakaźne.
"Martwię się teraz, czy nie mam jakiegoś poskudnego zakażenia. Po nocach nie śpię" - policjant chwyta się za głowę.
Po kilku dniach Jadwiga trafiła przed sąd. Sama poddała się karze. Dostała za pogryzienie policjanta rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Musi też go przeprosić.
"Nie jestem taka zła, ale nie pozwolę, by mnie poniżano. Policjant wykręcał mi złamaną niedawno rękę, musiałam się bronić. Pozostały mi moje mocne zęby" - tłumaczy "Faktowi" Jadwiga Bocianowska.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|