W 1953 r. 20-letni wówczas Roman K. studiował na Politechnice Gdańskiej. W przerwie obowiązkowych wówczas zajęć z marksizmu-leninizmu, w rozmowach z kolegami kontestował treści, jakie im przekazywano. Opowiadał im o przedwojennej roli Komunistycznej Partii Polski, o marszałku Konstantym Rokossowskim czy o prawdziwym potencjale militarnym USA.

Reklama

Jak wynika z akt sprawy, ktoś ze słuchających go kolegów doniósł na niego do Urzędu Bezpieczeństwa. Wezwany do UB Roman K. został zmuszony do podpisania deklaracji o tajnej współpracy. K. ją podpisał, ale o wszystkim powiedział swym kolegom i przestrzegł ich, by uważali co i do kogo mówią.

O tym także dowiedziała się "bezpieka", co dla Romana K. skończyło się sprawą karną o ujawnienie tajemnicy państwowej. W lutym 1954 r. Wojskowy Sąd Rejonowy w Gdyni skazał go za to na 4 lata więzienia. Dołożono 3 lata i utratę praw publicznych oraz honorowych za tzw. szeptankę, zakwalifikowaną jako "publiczne wyszydzanie ustroju". Wyrok łączny - 5 lat więzienia. Orzeczenie już po miesiącu podtrzymał Najwyższy Sąd Wojskowy, oddalając rewizję obrońcy skazanego.

Sprawa powróciła po przemianach ustrojowych, gdy w 1991 r. pojawiła się możliwość unieważniania orzeczeń peerelowskich sądów, jeśli wydano je wobec osób działających na rzecz niepodległego bytu Państwa Polskiego. Roman K. chciał unieważnienia jego wyroku na tej podstawie, ale sąd nie uwzględnił tego wniosku, bo uznał, że działalność ówczesnego studenta nie miała takiego charakteru.

W tej sytuacji o kasację wyroku z 1954 r. wystąpił Rzecznik Praw Obywatelskich. Jego skargę kasacyjną w czwartek rozpoznał Sąd Najwyższy.

Przedstawiciel Rzecznika Jan Malinowski argumentował, że Roman K. przestrzegając kolegów działał w stanie wyższej konieczności, by zapobiec dalszemu zainteresowaniu UB ich grupą. "Na tym wyrokiem, podobnie jak nad wieloma innymi, zaciążył duch czasów, w których został on wydany" - mówił reprezentant RPO. Wniósł o uchylenie wyroków z lat 50. i uniewinnienie skazanego.

Reklama

Aleksander Herzog z Prokuratury Generalnej poparł wniosek o uchylenie orzeczenia, ale opowiedział się za uniewinnieniem Romana K. z zarzutu "szeptanki", a umorzeniem - z powodu przedawnienia - sprawy w części dotyczącej ujawnienia tajemnicy. Uznał, że formalna strona kasacji uniemożliwia uniewinnienie skazanego także z drugiego zarzutu.



SN podzielił argumenty Rzecznika i całkowicie uniewinnił Romana K. Sędzia Rafał Malarski w ustnym uzasadnieniu czwartkowego wyroku podkreślił, że obawa o bezpieczeństwo kolegów, jaką kierował się Roman K., była "realna i bezpośrednia", bo w tamtych czasach już samo zainteresowanie UB środowiskami akademickimi miało charakter rzeczywistego niebezpieczeństwa. "Przedłożył ochronę swych kolegów nad dobro chronienia tajemnic aparatu bezpieczeństwa" - wyjaśnił.

Odnośnie zarzutu "wyszydzania ustroju", za co w tamtych czasach zapadło wiele tysięcy wyroków skazujących, sędzia Malarski podkreślił, że już od dawna linia orzecznicza SN jest jednolita: podsądni są uniewinniani wobec faktu, że nawet konstytucja PRL z 1952 r. gwarantowała wolność słowa i swobodę wygłaszania opinii. "Nawiasem mówiąc, jego (Romana K. - PAP) oceny o KPP czy marszałku Rokossowskim były trafne" - dodał sędzia.

Wyrok jest prawomocny i otwiera 77-letniemu dziś Romanowi K. drogę do ubiegania się o odszkodowanie za niesłuszne pozbawienie go wolności.