W czwartek Sąd Rejonowy dla Warszawy-Mokotowa odmówił umorzenia sprawy ze względu na przedawnienie karalności - jak chciała obrona. Sąd uznał, że zbrodnie przeciw ludzkości, o które m.in. oskarżono K., nie ulegają przedawnieniu na ogólnych zasadach. Dzięki tej decyzji prok. pionu śledczego IPN Edyta Myślewicz mogła odczytać akt oskarżenia.

Reklama

IPN oskarżył K., że od lutego do grudnia 1948 r. znęcał się fizycznie i psychicznie nad Wacławem Sikorskim i Władysławem Jedlińskim (który dziś już nie żyje). Miało to polegać na ich wielokrotnych i wielogodzinnych przesłuchaniach, biciu gumą i żelazem owiniętym w ręcznik, przypalaniu włosów, skuwaniu na noc kajdankami, zamykaniu w karcerze, nakazywaniu przysiadów, przyciskaniu głowy do ściany, kopaniu, ubliżaniu i grożeniu - w celu zmuszenia ich do przyznania się do rzekomego szpiegostwa. Pion śledczy IPN zgromadził w sumie 14 tomów akt wobec K. Akt oskarżenia wobec niego wniesiono w 2009 r.

Obrońca K. mec. Sławomir Chmielewski wniósł o umorzenie sprawy z powodu przedawnienia karalności. Adwokat powołał się na uchwałę Sądu Najwyższego z 2010 r., który uznał, że niektóre zbrodnie komunistyczne już się przedawniły. Umorzeniu sprzeciwiła się prok. Myślewicz, która podkreślała, że oskarżonemu zarzuca się, oprócz zbrodni komunistycznej, także zbrodnie przeciw ludzkości, dokonane z motywów politycznych, a w takiej sytuacji nie ma mowy o przedawnieniu. Do wniosku IPN przyłączyła się adwokatka oskarżyciela posiłkowego W. Sikorskiego mec. Izabela Skorupka, podkreślając, że tu chodzi o "masowe zbrodnie, a nie o jeden czyn".

W złożonych wyjaśnieniach oskarżony (odpowiada z wolnej stopy) nie przyznał się do żadnego z zarzutów, postawionych mu na podstawie przedwojennego kodeksu karnego. Jego zdaniem, sprawa ma "charakter polityczny". K. twierdzi, że "był znany z kulturalnych zachowań wobec przesłuchiwanych", o przemocy wobec pokrzywdzonych "nie mogło być mowy". Przyznał, że raz przesłuchał Sikorskiego, ale bez żadnej przemocy - "bo nie było ku temu powodów". K. ma dokończyć zeznania 11 lutego.



"Szczegóły zeznań pokrzywdzonych nie zgadzają się" - powiedział K. dziennikarzowi PAP. K., który ma wyższe wykształcenie, podkreślał, że pochodząc z rodziny rzemieślniczej, był wychowywany "w duchu patriotycznym". W czasie wojny był w Gwardii Ludowej, skąd trafił do UB.

86-letni Wacław Sikorski (b. żołnierz AK, po 1944 r. wcielony do wojska) powiedział PAP, że K. wprawdzie nie prowadził wobec niego śledztwa w X pawilonie UB więzienia na Rakowieckiej, ale kilka razy znęcał się nad nim, by wymusić zeznania. "Mój śledczy powiedział, że jak nie będę zeznawał, to +przyjdzie K.+ (wymienił jego pełne nazwisko - PAP) i będzie źle; stąd znam jego nazwisko" - dodał Sikorski, który dziś rozpoznaje swego dawnego prześladowcę. Sikorskiego skazano wtedy na karę śmierci, potem zamienioną na dożywocie; wyszedł na wolność w 1956 r.

W 1955 r. Jerzy K. był aresztowany i sądzony jako jeden z odpowiedzialnych za zbrodnie departamentu specjalnego UB do tropienia "wrogów w partii"; oskarżono go m.in. o śmiertelne pobicie więźnia. "Propaganda PRL przedstawiała mnie jako jednego z najbardziej okrutnych oficerów śledczych" - mówił w czwartek K. sądowi. Początkowo skazano go wtedy na 3 lata, potem jednak sprawę umorzono z powodu amnestii. Czyny obecnie mu zarzucane nie były przedmiotem ówczesnego oskarżenia.

Według mec. Skorupki, K. był "prawą reką Adama Humera" - osławionego szefa departamentu śledczego UB, skazanego w latach 90. na 7,5 roku więzienia za znęcanie się na więźniami UB. Humer, który zmarł w 2001 r. podczas przerwy w odbywaniu kary, był pierwszym oficerem UB skazanym w III RP.

Reklama

Śledztwa i procesy funkcjonariuszy stalinowskich służb bezpieczeństwa trwają do dziś. Nie udało się zaś skazać żadnego z sędziów, którzy wydawali wtedy wyroki, m.in. śmierci - zgodnie z wytycznymi UB lub Informacji Wojskowej. W listopadzie 1994 r. Sejm potępił zbrodniczą działalność UB i Informacji jako odpowiedzialnych za cierpienia i śmierć wielu tysięcy obywateli polskich.