Spotkanie przedstawicieli klubów i urzędników to efekt przeprowadzonych w Warszawie na początku marca tzw. testów dyskryminacyjnych, podczas których sprawdzano, czy w klubach nocnych występuje zjawisko negatywnej selekcji osób o odmiennym kolorze skóry lub pochodzeniu etnicznym.

Reklama

W testach wzięły udział pary białych i czarnych mężczyzn - podobnej postury i tak samo, schludnie ubranych. Badanie przeprowadzono w ośmiu warszawskich klubach; do dwóch żadna para testerów nie została wpuszczona, do trzech weszły zarówno pary białe, jak i czarne, natomiast w trzech przyjęto białych, a czarnych nie.

Na poniedziałkowe spotkanie przyszli przedstawiciele czterech klubów - Enklawa, Mono Bar, Paparazzi i Lemon; Enklawa i Mono Bar to dwa z trzech klubów, do których czarnoskórych nie wpuszczono (trzecim był Park).

Najwięcej emocji i nieporozumień wzbudziła sama definicja dyskryminacji. Z prezentacji przedstawionej przez dr Kingę Wysieńską z ISP pracownicy klubów dowiedzieli się, że zgodnie z prawem jest nią każde nieuzasadnione, odmienne traktowanie czy ograniczanie możliwości dostępu do dóbr i usług na podstawie tzw. cech prawnie chronionych, czyli m.in. płci, rasy, niepełnosprawności, wieku czy orientacji seksualnej.

W jej ocenie zachowanie selekcjonerów trzech warszawskich klubów nosiło cechy dyskryminacji. Zastrzegła jednak, że na podstawie testów dyskryminacyjnych nie można wyciągnąć jednoznacznego wniosku, że zawsze stosują one takie praktyki, ani też, że te kluby, do których czarnoskórych wpuszczono, nigdy tego nie robią.



Selekcjoner klubu Enklawa (nie zgodził się na podanie danych osobowych), pracujący w tym zawodzie - jak mówił - od ponad 30 lat, przekonywał jednak, że to, co się stało, nie było przejawem rasizmu, bo w tym samym czasie w klubie bawiło się ok. 30 osób o innym niż biały kolorze skóry.

"Jeśli ktoś jest rasistą, dyskryminuje wszystkich czarnoskórych, nie może dyskryminować jednych, a nie robić tego w stosunku do innych" - argumentował.

Inni selekcjonerzy podkreślali, że selekcja jest potrzebna, bo służy głównie zapewnieniu bezpieczeństwa klubowiczów. "Bez selekcji kluby staną się miejscami, gdzie może wejść każdy. Kilka lat temu miasto wynajmowało bulwary nad Wisłą. Tam nie było selekcji i szybko z tego pomysłu zrezygnowano, bo były tam rozboje, gwałty i zabójstwa" - mówili.

Reklama

Odpowiadała im pełnomocniczka prezydenta Warszawy ds. równego traktowania Karolina Malczyk-Rokicińska. "Nie jestem przeciwna selekcji, ale musi ona mieć jasne i dostępne dla wszystkich zasady, umieszczone na przykład na stronie internetowej klubu. Powinny one być też konsekwentnie przestrzegane" - mówiła.

Burmistrz Śródmieścia Wojciech Bartelski mówił, że z niewłaściwą formą selekcji należy walczyć, bo dzieli ona ludzi na podstawie nieobiektywnych przesłanek. Jak mówił, znane są mu przypadki niewpuszczenia do klubu osoby w obuwiu leczniczym, bo selekcjoner uznał je za sportowe, a także osoby po chemioterapii (selekcjonerzy mówili we wtorek, że w tym wypadku prawdopodobnie została ona uznana za narkomana).

Śródmiejski Zakład Gospodarowania Nieruchomościami, który wynajmuje miejskie lokale m.in. pod działalność klubów, został niedawno zobowiązany przez zarząd dzielnicy do stosowania w umowach najmu zakazu dyskryminującej selekcji. Mówi on, że w przypadku działalności kulturalnej, gastronomicznej i rozrywkowej dostęp do usług oferowanych w lokalu nie może być ograniczony "na podstawie nieokreślonych, uznaniowych kryteriów wprowadzanych przez najemcę". Dzielnica zapowiedziała, że stosującym dyskryminacyjne praktyki klubom umowy najmu będą wypowiadane. Dotychczas takie umowy obowiązują jednak w nielicznych lokalach, bo większość umów jest podpisana na czas nieokreślony.

Jak powiedziała PAP Malczyk-Rokicińska, zapis ten nie jest do końca jasny i należy od niego odejść. Zapowiedziała, że za dwa tygodnie odbędzie się kolejne spotkanie z właścicielami i selekcjonerami klubów, w trakcie którego mają rozpocząć się rozmowy nad jego nowym brzmieniem. Oceniła też, że właścicielom klubów potrzebne są szkolenia podnoszące wiedzę z zakresu przeciwdziałania dyskryminacji.

Warszawskie kluby testowały: Instytut Spraw Publicznych, Forum na rzecz Różnorodności Społecznej i Stowarzyszenie Interwencji Prawnej. Tego samego dnia badania przeprowadzono w innych miastach Europy; wykazano, że w Belgii, Francji i Hiszpanii dyskryminacja dotknęła obywateli arabskich oraz afrykańskich, w Danii - m.in. Turków i Irańczyków.