Jeszcze w 2008 r. wojsko polskie szkoliło ok. 50 tys. rezerwistów (dla porównania: obecnie nasza armia liczy obecnie ok. 100 tys. żołnierzy). Pięć lat temu nagle wszystko się zmieniło i zamiast 50 tys. rezerwistów, na szkolenia powołano ich… zero.
Jak tłumaczy Ministerstwo Obrony Narodowej, "szkoleń rezerwy nie realizowano ze we względu na proces profesjonalizacji Sił Zbrojnych”. Faktycznie, ostatni poborowi opuścili koszary w 2009 r. i obecnie pobór jest zawieszony.
- stwierdza były dowódca wojsk lądowych generał Waldemar Skrzypczak. - dodaje.
O tym, że dla armii rezerwy są bardzo istotne opowiadał także ostatnio w wywiadzie dla DGP Stanisław Koziej, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
- wyjaśniał generał, zastrzegając, że liczby wyszkolonych rezerwistów nie może podać, ponieważ jest to informacja niejawna.
Warto przypomnieć starą prawdę żołnierską, że wojny rozpoczynają zawodowcy, a kończą rezerwiści. Tymczasem w ubiegłym roku tych drugich przeszkoliliśmy zaledwie 3 tys., a w tym będzie to ok. 7 tys.
- wyjaśnia płk Jacek Sońta, rzecznik MON i dodaje, że konieczność przeszkalania żołnierzy rezerwy determinuje modernizacja techniczna oraz zmiana struktur jednostek wojskowych.
- stwierdza.
To ostatnie może być trudne, ponieważ szkolenie żołnierzy rezerwy trwa zwyczajowo… 10 dni. Wzywani mogą być szeregowi do 50 roku życia oraz podoficerowie i oficerowie, którzy nie mają mniej niż 60 lat.
- mówi gen. Skrzypczak. - stwierdza oficer.
Pocieszające jest to, że chociaż mamy armię zawodową to wśród mężczyzn, którzy obecnie mają 25 i więcej lat przeprowadzano pobór. W związku z tym co najmniej kilkadziesiąt tysięcy osób z każdego rocznika ma za sobą przeszkolenie wojskowe.
Być może problem rezerwistów w najbliższych latach rozwiąże kolejna reforma Narodowych Sił Rezerwowych. Obecnie choć mogą one liczyć do 20 tys. osób, to liczą zaledwie 10 tys. i duża część członków traktuje je jako przystanek na drodze do armii zawodowej (po NSR łatwiej jest się dostać do wojska).