Pierwszą wyrwę w gwarancjach procesowych dla stron postępowania karnego zrobiła PO. W reformie, która weszła w życie 1 lipca 2015 r. i wprowadziła tzw. kontradyktoryjność, zapisano, że sąd, zarządzając przerwę w rozprawie, nie musi zawiadamiać stron – również nieobecnych – o tym, kiedy proces będzie
kontynuowany.
W zamian zobowiązano jednak sąd do dostarczenia wyroku na piśmie osobom, których nie było podczas jego ogłaszania. Jeśli więc oskarżony nie bardzo interesował się tym, co się dzieje w pierwszej instancji, przynajmniej miał szansę odwołać się od wyroku i bronić w apelacji. Rząd PiS, odwracając reformę PO, odwrócił jednak też wymóg dostarczenia wyroku oskarżonemu. W efekcie może się on o skazaniu dowiedzieć z… wezwania do odbycia kary. Jak to możliwe?
– wyjaśnia mec. dr Wieńczysław Grzyb.
– dodaje adwokat.
Pozostaje próba przywrócenia terminu na złożenie apelacji lub też wznowienia postępowania. W tym wypadku jest to jednak niezwykle trudne. Sąd, nie zawiadamiając strony, postępuje zgodnie z prawem, a podsądny jest o tym pouczany. Prawomocnie zakończone postępowanie należy co prawda wznowić, gdy sprawę rozpoznano pod nieobecność oskarżonego, ale tylko jeśli jego obecność była obowiązkowa.
– podkreśla mec. Radosław Baszuk.
Doktor Piotr Kładoczny z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka uważa, że to przykład nieodpowiedniego wyważenia pomiędzy efektywnością postępowania karnego a zapewnieniem gwarancji procesowych obywatelom. – ocenia prawnik. – dodaje.
Resort sprawiedliwości twierdzi jednak, że gwarancje procesowe stron nie zostały naruszone, ponieważ udział w rozprawie jest prawem, a nie obowiązkiem oskarżonego. MS tłumaczy też, że nigdzie nie ma określonego minimalnego czasu przerwy w rozprawie. Ta może trwać pięć minut, jak i pięć dni. – tłumaczy MS. Nie dodając jednak, że przepisy określają maksymalny czas przerwy, który został zwiększony z 21 do 35 dni. A skuteczne zawiadomienie w tak długim czasie nie powinno być problemem.