Marsz został rozwiązany na samym końcu na wrocławskim Rynku podczas przemówień m.in. byłego księdza Jacka Międlara i Piotra Rybaka. Decyzję o rozwiązaniu marszu przekazał organizatorom przedstawiciel Urzędu Miejskiego Wrocławia, o czym poinformowali organizatorzy marszu. Prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz na Twitterze napisał, że polecił obserwatorowi urzędu, żeby wydał decyzję o rozwiązaniu marszu. "Z uwagi na brak wsparcia policji informacja nie mogła zostać skutecznie przekazana organizatorowi" – napisał na Twitterze Dutkiewicz.

Jak podkreślił, "obserwatorzy będący na miejscu zostali wypchnięci poza marsz". "Pomimo próśb kierowanych do policji o wsparcie obserwatorzy nie otrzymali na czas eskorty funkcjonariuszy. W końcu w obecności dowódcy zabezpieczenia zakomunikowano organizatorowi informację o rozwiązaniu marszu" – napisał Dutkiewicz.

Marsz narodowców wyruszył spod Dworca Głównego PKP i przeszedł do Rynku. Uczestnicy skandowali: "Cześć i chwała bohaterom", "Bóg, Honor i Ojczyzna", "Polska antybanderowska", "Polska dla Polaków, Polacy dla Polski". Organizatorem Marszu Polski Niepodległej był m.in. Piotr Rybak, który został prawomocnie skazany za spalenie w 2015 r. na wrocławskim rynku kukły symbolizującej Żyda, i były ksiądz Jacek Międlar.

Drodzy Polacy, nasze ulice i nasze kamienice zadrżały od naszego potężnego patriotycznego głosu, od naszych haseł pozbawionych kompromisu. (...) My wiemy, że nie ma polskiej tożsamości bez Lwowa i bez Wilna – mówił Międlar. Po informacji o rozwiązaniu zgromadzenia Międlar powiedział, że zostało ono rozwiązane, bo śmieliśmy mówić o Bogu, o Honorze, o Ojczyźnie.

Z kolei Rybak mówił, że nie można odpuścić tej lewackiej władzy, tej hołocie, która chce zawładnąć naszą polskość. Chcieli nam zakleić usta, żebyśmy nie mogli mówić. Dobrze, że dotarliśmy na rynek, a ten ustępujący Żyd z jarmułką robił wszystko, żebyśmy nie dotarli – mówił Rybak. Nie pozwolimy, aby język hebrajski mówił, co mamy robić w naszej ojczyźnie. Polska musi być katolicka, chrześcijańska – mówił do zgromadzonych na wrocławskim Rynku.

Rzecznik dolnośląskie policji Paweł Petrykowski powiedział PAP, że w marszu wzięło udział 9 tys. osób. Dzięki działaniom policji nie doszło do zbiorowego zakłócenia ładu i porządku – powiedział Petrykowski. Dodał, że "wydarzył się incydent", w wyniku którego ranne zostały dwie osoby i policjant.

Do incydentu doszło w momencie, gdy marsz doszedł do ulicy Świdnickiej, która bezpośrednio prowadzi do Rynku. Tam zgromadzali się kontrmanifestanci, m.in. Obywatele RP i środowiska antyfaszystowskie. Ranne zostały osoby, które stały w tłumie kontrmanifestantów.

We wtorek prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz wydał zakaz organizacji tego marszu. Formalną przesłanką do wydania zakazu – jak podkreślał Dutkiewicz – była opinia policji, w której stwierdzono, że istnieje zagrożenie bezpieczeństwa związane z tą manifestacją. W następnych dniach sądy pierwszej i drugiej instancji uchyliły wydany przez prezydenta Wrocławia zakaz organizacji Marszu Niepodległej Polski. W obu orzeczeniach sądy wskazały, że prawo do zgromadzeń jest wartością chronioną konstytucyjnie i może być ono ograniczone jedynie w wypadkach ściśle wskazanych w ustawie o zgromadzeniach.

Miasto wcześniej zapowiadało, że obserwatorzy Urzędu Miejskiego Wrocławia rozwiążą marsz, we współpracy z policją, gdy tylko zostanie podczas niego naruszone prawo.