Dziennik Gazeta Prawana logo

Rząd przeprasza się z wiatrakami. "Polska pod murem"

6 lutego 2019, 08:57
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Wiatraki
Wiatraki/Shutterstock
Resort energii chce znieść zasadę 10H, by farmy wiatrowe mogły powstawać bliżej zabudowań. Zgodę na sąsiedztwo masztu i wirników będą musieli jednak wyrazić sami mieszkańcy. 

Gdy w 2016 r. posłowie Prawa i Sprawiedliwości uchwalali tzw. ustawę odległościową, argumentowali, że wyrastające w wielu gminach jak grzyby po deszczu wiatraki często utrudniają życie mieszkańcom i narażają ich na straty zdrowotne, m.in. z powodu ciągłej ekspozycji na hałas wirujących łopat. Dziś chcą wycofać się z restrykcji, które – jak przekonują eksperci z branży – przekreśliły szanse na inwestycje w nowe moce OZE na 99 proc. powierzchni kraju.

Zapowiedź zmian w nieopublikowanej jeszcze nowelizacji ustawy o odnawialnych źródłach energii (t.j. Dz.U. z 2018 r. poz. 2389) padła z ust Tomasza Dąbrowskiego, wiceszefa resortu energii. Podczas ostatniego posiedzenia Sejmu poinformował on, że trwają prace nad przepisami, które zrewidują dotychczasową zasadę 10H.

Zgodnie z nią minimalna odległość między elektrownią wiatrową a zabudową mieszkaniową lub obszarem chronionym nie może być niższa niż 10-krotność jej wysokości. W praktyce dla nowych wiatraków, które mają do 200 m ze śmigłem, oznacza to 2 km w linii prostej. Na skutki takiego ograniczenia nie trzeba było długo czekać, bo nowe inwestycje zamarły, a te, które powstały, opierały się na pozwoleniach budowlanych, które udało się zdobyć przed wejściem w życie przepisów.

Podzielone zdania

Rząd liczy, że nowe regulacje pozwolą energetyce odnawialnej złapać wreszcie wiatr w żagle. Branża i inwestorzy traktują te zapowiedzi jako jaskółkę nadziei, że rząd zmienia swoje podejście do OZE i chce wyjść im naprzeciw. –komentuje Dominik Gajewski, radca prawny, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Leszek Świętalski, ekspert Związku Gmin Wiejskich RP, przestrzega przed nadmiernym optymizmem. Przypomina, że w trakcie procedowania ustawy odległościowej krytyczne głosy samorządowców, którzy w rozwoju energetyki odnawialnej i rozproszonej widzą szansę na większą lokalną autonomię energetyczną, wyższe wpływy podatkowe i rozwój gospodarczy, zostały zignorowane.

– mówi.

Konsensus, czyli co?

Co ważne, o tym, czy branżę OZE czekać będzie inwestycyjny renesans, mieliby decydować nie tylko samorządowcy i przedsiębiorcy, ale również sami mieszkańcy. Dopiero bowiem "zgoda społeczna w gminie" – jak ujął to wiceminister Dąbrowski – pozwoli odejść od zasady 10H.

Sęk w tym, że ministerstwo nie precyzuje już, jak ową zgodę rozumieć. – – mówi Dominik Gajewski.

Wątpliwości ma też Tomasz Podgajniak, wiceprezes Polskiej Izby Gospodarczej Energii Odnawialnej (PIGEO). – – pyta. I dodaje, że takich punktów spornych jest więcej – czy np. fakt wyrażenia prawomocnej zgody eliminowałby prawo poszczególnych stron do zaskarżania decyzji administracyjnych i aktów prawa miejscowego.

Ekspert nie kryje, że podchodzi do zapowiedzi resortu z dużą rezerwą. –mówi Podgajniak.

Również Przemysław Szczepanowski, radca prawny i zastępca wójta gminy Świecie nad Osą, nie wie, jak nowe przepisy miałyby działać w praktyce. – zastanawia się. W jego ocenie decyzja o lokalizacji farm wiatrowych powinna być podejmowana przez radę gminy w formie uchwały ustanawiającej MPZP.

komentuje Szczepanowski.

Polska pod murem

Skąd ta zmiana w odniesieniu do wiatraków? Samo ministerstwo nie może już ukryć, że bez zdecydowanego zwrotu w kierunku OZE i przy obecnym tempie ich rozwoju nie mamy szans osiągnąć unijnego celu 15 proc. udziału zielonej energii w końcowym zużyciu do 2020 r. Obecne prognozy wskazują, że osiągniemy nie więcej niż 13,8 proc.

To z kolei będzie oznaczało konieczność "statystycznego transferu" energii z odnawialnych źródeł z innych krajów. Jak szacuje Najwyższa Izba Kontroli, cała ta operacja może nas kosztować od 8 do ponad 11 mld zł rocznie.

Przy czym są to ostrożne szacunki, nieuwzględniające faktu, że wolumen energii, którą można przetransferować, będzie najprawdopodobniej niższy niż przewidywano, bo nie tylko Polska, ale i wiele innych krajów nie wyrobi się ze swoimi celami. A to – jak tłumaczy Grzegorz Wiśniewski z Instytutu Energetyki Odnawialnej – sprawi, że popyt na zieloną energię wzrośnie, a przez to trudniej będzie ją kupić i będzie ona droższa. Według jego szacunków po 2020 r. problemy z prądem będą kosztować budżet nawet 16 mld zł rocznie.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj