W ocenie jednego z obrońców obwinionych adw. Marcina Rozuma, relacje policjantów, których przesłuchał w środę krakowski sąd rejonowy, były różne. Przewodnim oświadczeniem było to, że niewiele pamiętają, ponieważ ich działania - podjęte w trakcie zgromadzenia - miały miejsce dwa lata temu - mówił adw. Rozum i dodał, że zdarzenie miało dynamiczny przebieg. W związku z tym pewnych okoliczności albo nie wyłapali, albo nie mówią o tym; wiarygodność ich relacji będzie oceniał sąd - wskazał.

Pytany, co udało się ustalić podczas środowej rozprawy, adw. Rozum odpowiedział: Na pewno ustaliliśmy coś odnośnie okoliczności wjazdu na wzgórze marszałka Ryszarda Terleckiego, który miał się tam wtedy poruszać pojazdem prywatnym, sam go prowadzić, a mimo tego - w jakiś sposób - był on traktowany jako pojazd uprzywilejowany. Dzisiaj jeden z funkcjonariuszy, który dowodził, wskazał, że sam podszedł do samochodu kierowanego przez pana marszałka i próbował pomóc - jak to określił - tę sytuację rozwiązać - mówił adw. Rozum.

Jak zaznaczył, "niektórzy funkcjonariusze", których przesłuchał sąd, nie potrafili sprecyzować, czy pojazdy, którymi kierowali funkcjonariusze BOR (obecnie SOP - PAP), wydawały jakieś sygnały dźwiękowe, świetlne; kto którymi samochodami się poruszał, czy też który z nich był prowadzony przez funkcjonariuszy BOR.

Przesłuchano także dwóch funkcjonariuszy, którzy - nieumundurowani - obserwowali zdarzenie, nie podejmując żadnych czynności wobec zgromadzonych osób. Oni również - mimo że jedyne ich zadanie polegało na obserwowaniu - zasłaniają się niepamięcią - powiedział adw. Rozum.

W jego ocenie, niewiele wnoszące było zeznanie funkcjonariusza prowadzącego samochód nieoznakowany, który znajdował się przed kolumną. On też nie pamiętał, ile było samochodów. Pytany o to, czy w ogóle mógł tam wjechać jako pojazd policji w żaden sposób nieoznakowany, nieuprzywilejowany - bo sam powiedział, że nie używał sygnałów dźwiękowych - zasłonił się tym, że było to polecenie dowódcy - powiedział adw. Rozum.

Jego zdaniem, w tej sprawie pewna grupa osób została otoczona szczególną troską i opieką przy okazji wjazdu w miejsce, w które - zgodnie z przepisami ruchu drogowego i zainstalowanym tam oznakowaniem - bez sygnalizowania wjechać nie mogła.

Sprawa dotyczy próby zablokowania wjazdu 18 grudnia 2016 r. na Wawel politykom PiS, w tym m.in. prezesowi partii Jarosławowi Kaczyńskiemu, w miesięcznicę pogrzebu pary prezydenckiej Lecha i Marii Kaczyńskich. Kilka samochodów wjechało wtedy na Wawel niedostępną dla ruchu kołowego drogą przez Bramę Herbową. Manifestanci protestowali "przeciwko upolitycznieniu Wawelu".

Według policji obwinione osoby dopuściły się wykroczenia przeciwko bezpieczeństwu i porządkowi w komunikacji. Początkowo - na wniosek policji - sąd wydał w sprawie obwinionych wyroki nakazowe, skazując wszystkich na kary grzywny w wysokości 300, 400 lub 500 zł. Kiedy wszyscy obwinieni wnieśli sprzeciwy od wyroku nakazowego, sprawa trafiła do sądu rejonowego. Ten postanowił umorzyć wszystkie postępowania. Uznał, że osoby obwinione nie dopuściły się wykroczenia, ich działanie nie miało znamion społecznej szkodliwości, a zgromadzenie było legalne.

W wyniku zażalenia Komendanta Miejskiego Policji w Krakowie sąd okręgowy w wydziale odwoławczym uchylił zaskarżone postanowienie. Uznał m.in., że umorzenie sprawy na posiedzeniu było przedwczesne, ponieważ sąd powinien dokonać merytorycznej oceny zarzutów i dowodów wobec obwinionych. Sprawa wróciła na wokandę.

Proces w tej sprawie rozpoczął się w kwietniu. Obwinieni nie przyznali się do winy. Wyjaśniali m.in., że przyszli pod Wawel, ażeby "protestować przeciwko upartyjnieniu Wawelu przez posła Jarosława Kaczyńskiego"; że zbulwersował ich fakt wjeżdżania nieoznakowanych samochodów Bramą Herbową, niedostępną dla ruchu kołowego, przez którą ostatni raz wjeżdżał Hans Frank w czasie wojny i przez którą wnoszono trumnę z ciałami Lecha i Marii Kaczyńskiego.

Śledztwo w sprawie wydarzeń z 18 grudnia 2016 r. i podobnych z 18 marca i 18 kwietnia ub.r. prowadziła krakowska prokuratura. Pod koniec stycznia br. poinformowała o umorzeniu tego śledztwa. Jak podała, powodem był prywatny charakter wizyt polityków PiS i przedstawicieli najwyższych władz na Wawelu, niestwierdzenie przestępstwa ze strony manifestujących lub niewykrycie sprawców. Postanowienie o umorzeniu śledztwa jest prawomocne; nikt się od tej decyzji nie dowoływał.