Dziennik Gazeta Prawana logo

Zaradkiewiczowi może grozić kryminał. Z Sądu Najwyższego zniknęły akta sprawy

15 lipca 2019, 10:09
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
Kamil Zaradkiewicz
Kamil Zaradkiewicz/PAP Archiwalny
Za sprawą Kamila Zaradkiewicza z Sądu Najwyższego zniknęły akta sprawy. Nieoficjalnie słyszymy, że historia może znaleźć swój finał w prokuraturze.

Sprawa, o którą chodzi, może mieć ogromne znaczenie dla całego sądownictwa. Zniknęły bowiem akta postępowania, na kanwie którego Kamil Zaradkiewicz, sędzia SN, zadał Trybunałowi Konstytucyjnemu pytania prawne mające na celu podważenie dokonanych po 2000 r. powołań sędziów do SN. Chodzi o to, że zostali oni wyłonieni w konkursach, które zostały przeprowadzone przez poprzednie składy Krajowej Rady Sądownictwa. Tymczasem, jak wskazuje Zaradkiewicz, TK dwa lata temu uznał część przepisów o KRS za niekonstytucyjne (sygn. akt K 5/17). A skoro rada była w myśl tego orzeczenia TK wybrana według niekonstytucyjnych reguł, to powstaje pytanie, czy wybrani przez takie rady sędziowie zostali powołani prawidłowo.

Gdyby TK przyznał rację pytającemu, mielibyśmy do czynienia z prawdziwym prawnym armagedonem. W efekcie pod znakiem zapytania stanęłaby legalność wszystkich orzeczeń wydanych przez takich sędziów.

– zauważa Krystian Markiewicz, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”.

Z doniesień portalu wpolityce.pl wynika, że akta spornej sprawy, na mocy decyzji Kamila Zaradkiewicza, najpierw trafiły do Izby Dyscyplinarnej, a stamtąd, jak głosi komunikat na stronie SN, zostały przekazane do TK.

– mówi DGP Dariusz Zawistowski, prezes kierujący Izbą Cywilną SN, z której to właśnie izby akta zostały wyniesione.

Nieoficjalnie natomiast słyszymy, że jeżeli akta nie zostaną zwrócone, władze SN będą rozważać złożenie zawiadomienia do prokuratury.

Odpowiedzialność karna

Na razie nikt z SN nie chce rozmawiać o ewentualnej odpowiedzialności karnej osób, które brały udział w całym zajściu. A to przede wszystkim dlatego, że do końca nie wiadomo, kto tak naprawdę podejmował konkretne czynności zmierzające do przekazania akt do TK. A aby to ustalić, najpierw akta muszą wrócić do SN. Z nieoficjalnych rozmów wynika jednak, że po zidentyfikowaniu osoby takie mogą się spodziewać kroków zmierzających do pociągnięcia ich do odpowiedzialności: czy to dyscyplinarnej, czy to karnej.

Że w tym przypadku można mówić o tej drugiej, wątpliwości nie ma sędzia Markiewicz.

– tłumaczy prezes Iustitii. A że Kamil Zaradkiewicz nie mógł rozporządzać aktami tej sprawy, Markiewicz nie ma wątpliwości.

– uważa sędzia.

Kodeks karny za przestępstwo z art. 276 przewiduje karę grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat dwóch.

Racje Zaradkiewicza

Dlaczego jednak Kamil Zaradkiewicz zdecydował się na taki krok? Wszystko dlatego, że prezes Izby Cywilnej SN niedostatecznie szybko przekazał do TK sformułowane przez niego pytania prawne.

Kamil Zaradkiewicz postanowienie o przedłożeniu TK wątpliwości konstytucyjnych wydał 1 lipca. Z powodu braku reakcji ze strony prezesa Zawistowskiego, w gestii którego pozostaje ostateczna decyzja o skierowaniu pytania prawnego do TK, Zaradkiewicz 9 lipca na posiedzeniu niejawnym jednoosobowo wydał drugie postanowienie, tym razem o zabezpieczeniu.

Miałoby ono polegać na:

wstrzymaniu, w tym konkretnym postępowaniu, wszystkich czynności kierowniczych i zarządzeń przez prezesa Izby Cywilnej,

przekazaniu niezwłocznie TK postanowienia o wystąpieniu z pytaniami prawnymi,

nakazaniu Kamilowi Zaradkiewiczowi, jako przewodniczącemu składu orzekającego, a więc samemu sobie przekazania akt sprawy prezesowi Izby Dyscyplinarnej w celu skierowania do TK pytania prawnego w sprawie legalności powołania sędziów wybranych przez poprzednie składy Krajowej Rady Sądownictwa,

nakazanie Izbie Cywilnej oraz kancelarii I prezesa SN przekazywania wszystkich dokumentów dotyczących tego postępowania do Izby Dyscyplinarnej.

W uzasadnieniu sędzia Zaradkiewicz argumentuje swoją decyzję potrzebą pośpiechu. Jak wskazuje, z dotychczasowej praktyki funkcjonowania Izby Cywilnej SN wynika, że od wydania postanowienia o przedstawieniu TK pytania prawnego do jego rzeczywistego przekazania do sądu konstytucyjnego upływały zazwyczaj trzy miesiące. Czasami trwało to nawet dłużej. A w niniejszej sprawie – jak wskazuje sędzia Zaradkiewicz – pytania przedstawione TK wymagają podjęcia niezwłocznych czynności.

Z kolei swoiste wyłączenie z dostępu do tej sprawy Izby Cywilnej czy władz SN jest spowodowane tym, że pytanie prawne bezpośrednio wiąże się z ustaleniem statusu prawnego osób pełniących funkcje organów SN.

– zauważa dr Jarosław Świeczkowski, procesualista z Uniwersytetu Gdańskiego. W niej również zasiadają sędziowie wybrani przez „nową” KRS, a ponadto nie jest ona tak obciążona jak Izba Cywilna.

Jednak, jak zwraca uwagę dr Świeczkowski, art. 755 k.p.c. dotyczący zabezpieczenia roszczeń niepieniężnych jest sformułowany tak ogólnie, że sąd ma dużą swobodę w kształtowaniu sposobu zabezpieczenia (patrz: grafika).

– pointuje dr Świeczkowski. ©

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj