Ósmy sierpnia. Wieś Niemce koło Lublina, teren Europejskiego Ośrodka Integracyjnego. Taki typowy obiekt konferencyjno-weselny. Wraz z panem Kazimierzem, mężem właścicielki ośrodka - pani Grażyny Ręby, czekamy na przyjazd potencjalnego partnera biznesowego. Polecił go stary znajomy jako świetnego zarządcę, który zdjąłby im z pleców ciężar prowadzenia interesu. Ale Joanna Plewczyńska nie przyjeżdża. Tak, ta sama Joanna Plewczyńska, która doprowadziła do ruiny hotel Pałac Tarnowskich w Ostrowcu Świętokrzyskim, a jego właścicielkę, Irenę Tarnowską, niemal do bankructwa. A raczej nie Joanna, tylko Andrzej Dobrzyniecki, oszust, którego śladem podążam od kilku lat.

Niełatwo nadążyć

Andrzej Dobrzyniecki (przybrał też światowo brzmiące nazwisko: Cartier) to były policjant. Jego wyczyny po raz pierwszy opisywałam w Magazynie DGP 17 października 2014 r. w artykule "Andrzej czyli Joanna. Jako fikcyjny prawnik naciągnął pokrzywdzonych przez Amber Gold". Udawał wtedy adwokata, przedstawiciela międzynarodowej kancelarii prawnej, który obiecywał ofiarom afery finansowej pomoc prawną w odzyskaniu pieniędzy. Pobrał zaliczki i na tym się skończyła działalność "mecenasa" po zawodowej szkole średniej.
Dobrzyniecki dwukrotnie zmieniał płeć przed sądem. Najpierw z Andrzeja stał się Joanną, a potem znów Andrzejem. Ten prawny galimatias pozwala mu działać raz jako mężczyzna, a raz jako kobieta - w zależności od potrzeb. Kiedy Andrzej był adwokatem, Joanna stała się radcą prawnym i obsługiwała innych klientów. Andrzej był też lobbystą, specjalistą od antyterroryzmu, promował polsko-ukraińską współpracę. W Magazynie DGP z 28 czerwca 2019 r. w tekście „Andrzej, Joanna, znów Andrzej i znów Joanna” opisałam, jak Andrzej Dobrzyniecki, tym razem jako Joanna Plewczyńska (używa dwóch numerów PESEL) został zarządcą obiektu hotelowego Pałac Tarnowskich w Ostrowcu Świętokrzyskim. Efektem jego niespełna rocznej działalności było to, że zadłużył obiekt na poważne kwoty, nie zapłacił pracownikom ani właścicielce, od której pałac dzierżawił. O sprawie została zawiadomiona prokuratura, zaalarmowano również inspekcję pracy, która - wobec niemożności skontaktowania się z Dobrzynieckim i wyegzekwowania od niego stosownych dokumentów - także zgłosiła sprawę prokuraturze.
Reklama
Jednak - zdaniem osób oszukanych przez Andrzeja/Joannę - działania organów ścigania można uznać za opieszałe. Nawet nie zostałem przesłuchany – irytuje się Patryk Stępień, który był inicjatorem zgłoszenia zaistnienia przestępstwa. Nie rozmawiano też z właścicielką obiektu, która została zaproszona na policję dopiero na 21 sierpnia - czyli dwa miesiące po złożeniu zawiadomienia (19 czerwca).
Jednak prokuratura uspokaja, że wszystko jest w porządku. Prokurator Daniel Prokopowicz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Kielcach, informuje, że w stosunku do Dobrzynieckiego toczą się w Prokuraturze Rejonowej w Ostrowcu Świętokrzyskim dwa postępowania - pierwsze, pod sygnaturą PR 1 Ds. 1243.2019, z doniesienia pracowników, oraz drugie, PR2 Ds. 261.2019, w sprawie utrudniania pracy inspektorom PIP. Jak zapewnia Prokopowicz - czynności są wykonywane niezwłocznie.
Nieoficjalnie słyszymy, że jest okres urlopowy i nie bardzo jest komu biegać za Andrzejem/Joanną. A trzeba przyznać, że niełatwo za nimi nadążyć.

Dokumenty, jakie zostawiła Joanna

Po ukazaniu się ostatniego artykułu w DGP Andrzej Dobrzyniecki ulotnił się z Pałacu Tarnowskich. Na koniec mamił właścicielkę rychłą spłatą zadłużenia - jak mówi Irena Tarnowska to kwota 120 tys. zł z tytułu czynszu dzierżawnego, nie licząc niezapłaconych mediów (ok. 17 tys. zł) czy wynagrodzeń pracowniczych (nie do ustalenia, bo dokumenty zniknęły), ale na obietnicach się skończyło.