Dziennik Gazeta Prawana logo

Andrzej i Joanna pakują walizki, czyli tekturowe państwo. To tumiwisizm służb czy działania "ważnych ludzi"?

9 sierpnia 2019, 09:29
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Policja, radiowóz
Policja, radiowóz/Shutterstock
Dlaczego Andrzej Dobrzyniecki, występujący także jako Joanna Dobrzyniecka oraz Joanna Plewczyńska, może od przynajmniej 11 lat oszukiwać ludzi? Czy stoją za nim – jak utrzymuje – ważni ludzie? A może to raczej kwestia tumiwisizmu służb?

Ósmy sierpnia. Wieś Niemce koło Lublina, teren Europejskiego Ośrodka Integracyjnego. Taki typowy obiekt konferencyjno-weselny. Wraz z panem Kazimierzem, mężem właścicielki ośrodka - pani Grażyny Ręby, czekamy na przyjazd potencjalnego partnera biznesowego. Polecił go stary znajomy jako świetnego zarządcę, który zdjąłby im z pleców ciężar prowadzenia interesu. Ale Joanna Plewczyńska nie przyjeżdża. Tak, ta sama Joanna Plewczyńska, która doprowadziła do ruiny hotel Pałac Tarnowskich w Ostrowcu Świętokrzyskim, a jego właścicielkę, Irenę Tarnowską, niemal do bankructwa. A raczej nie Joanna, tylko Andrzej Dobrzyniecki, oszust, którego śladem podążam od kilku lat.

Niełatwo nadążyć

Andrzej Dobrzyniecki (przybrał też światowo brzmiące nazwisko: Cartier) to były policjant. Jego wyczyny po raz pierwszy opisywałam w Magazynie DGP 17 października 2014 r. w artykule "Andrzej czyli Joanna. Jako fikcyjny prawnik naciągnął pokrzywdzonych przez Amber Gold". Udawał wtedy adwokata, przedstawiciela międzynarodowej kancelarii prawnej, który obiecywał ofiarom afery finansowej pomoc prawną w odzyskaniu pieniędzy. Pobrał zaliczki i na tym się skończyła działalność "mecenasa" po zawodowej szkole średniej.

Dobrzyniecki dwukrotnie zmieniał płeć przed sądem. Najpierw z Andrzeja stał się Joanną, a potem znów Andrzejem. Ten prawny galimatias pozwala mu działać raz jako mężczyzna, a raz jako kobieta - w zależności od potrzeb. Kiedy Andrzej był adwokatem, Joanna stała się radcą prawnym i obsługiwała innych klientów. Andrzej był też lobbystą, specjalistą od antyterroryzmu, promował polsko-ukraińską współpracę. W Magazynie DGP z 28 czerwca 2019 r. w tekście „Andrzej, Joanna, znów Andrzej i znów Joanna” opisałam, jak Andrzej Dobrzyniecki, tym razem jako Joanna Plewczyńska (używa dwóch numerów PESEL) został zarządcą obiektu hotelowego Pałac Tarnowskich w Ostrowcu Świętokrzyskim. Efektem jego niespełna rocznej działalności było to, że zadłużył obiekt na poważne kwoty, nie zapłacił pracownikom ani właścicielce, od której pałac dzierżawił. O sprawie została zawiadomiona prokuratura, zaalarmowano również inspekcję pracy, która - wobec niemożności skontaktowania się z Dobrzynieckim i wyegzekwowania od niego stosownych dokumentów - także zgłosiła sprawę prokuraturze.

Jednak - zdaniem osób oszukanych przez Andrzeja/Joannę - działania organów ścigania można uznać za opieszałe.– irytuje się Patryk Stępień, który był inicjatorem zgłoszenia zaistnienia przestępstwa. Nie rozmawiano też z właścicielką obiektu, która została zaproszona na policję dopiero na 21 sierpnia - czyli dwa miesiące po złożeniu zawiadomienia (19 czerwca).

Jednak prokuratura uspokaja, że wszystko jest w porządku. Prokurator Daniel Prokopowicz, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Kielcach, informuje, że w stosunku do Dobrzynieckiego toczą się w Prokuraturze Rejonowej w Ostrowcu Świętokrzyskim dwa postępowania - pierwsze, pod sygnaturą PR 1 Ds. 1243.2019, z doniesienia pracowników, oraz drugie, PR2 Ds. 261.2019, w sprawie utrudniania pracy inspektorom PIP. Jak zapewnia Prokopowicz - czynności są wykonywane niezwłocznie.

Nieoficjalnie słyszymy, że jest okres urlopowy i nie bardzo jest komu biegać za Andrzejem/Joanną. A trzeba przyznać, że niełatwo za nimi nadążyć.

Dokumenty, jakie zostawiła Joanna

Po ukazaniu się ostatniego artykułu w DGP Andrzej Dobrzyniecki ulotnił się z Pałacu Tarnowskich. Na koniec mamił właścicielkę rychłą spłatą zadłużenia - jak mówi Irena Tarnowska to kwota 120 tys. zł z tytułu czynszu dzierżawnego, nie licząc niezapłaconych mediów (ok. 17 tys. zł) czy wynagrodzeń pracowniczych (nie do ustalenia, bo dokumenty zniknęły), ale na obietnicach się skończyło. 

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj