Do restauracji weszli kontrolerzy Państwowej Inspekcji Pracy - informuje Radio ZET. Mają sprawdzić nie tylko, czy lokal spełnia normy BHP, ale także czy właściciel zatrudnia pracowników legalnie i czy przestrzega przepisów o "prawnej ochronie pracy".

 - Nie ma zgody na treści w przestrzeni publicznej i internetowej, które rażąco godzą w społeczność ukraińską - tak w rozmowie z trójmiejską "Gazetą Wyborczą" Karolina Stubińska, prezeska Centrum Wsparcia Imigrantów i Imigrantek, komentowała wcześniej sprawę ogłoszenia, które na Facebooku zamieścił właściciel jednego z gdyńskich lokali.

Oferta pracy została opatrzona dopiskiem: "Uwaga. Zero Ukraińców czy innych podobnych".

Gdy komentujący zwrócili mu uwagę, że wpis ma charakter ksenofobiczny, odparł: "Klientów szanujemy, podludzi – nie".

Internauci byli oburzeni. "Nie wierzę, że to się dzieje w Gdyni - otwartym mieście otwartych ludzi" - napisał jeden z nich.

"Będę omijać szerokim łukiem" - stwierdził drugi.

Okazuje się, że nie jest to pierwsze ogłoszenie restauratora, które budzi kontrowersje.

Dyskryminacja w pracy jest niezgodna z prawem. A to zakazuje odmowy zatrudniania pracowników ze względu na płeć, wiek czy narodowość. 

"Kto ze względu na płeć, wiek, niepełnosprawność, rasę, religię, narodowość, przekonania polityczne, pochodzenie etniczne, wyznanie lub orientację seksualną odmówi zatrudnienia kandydata na wolnym miejscu zatrudnienia lub miejscu przygotowania zawodowego, podlega karze grzywny nie niższej, niż 3 tys. zł." - brzmi art. 123 Ustawy o promocji zatrudnienia i rynku pracy.