Co nim kierowało? Tego na razie nie wie nikt. Ewa Przybylińska z bydgoskiej policji mówiła wcześniej TVN24, że mundurowi nie wykluczali żadnej wersji. "Mógł to być człowiek chory lub chciał porwać dzieci dla okupu. Sprawdzamy wszystkie wątki" - tłumaczyła policjantka. Teraz zagadkowe zachowanie mężczyzny pomogą wyjaśnić lekarze.

Pierwsza nieudana próba porwania zdarzyła się w szpitalu miejskim. Według "Gazety Wyborczej", mężczyzna wszedł na oddział poporodowy, wyjął z łóżeczka kilkudniowe niemowlę i ruszył w kierunku wyjścia. Gdy usłyszał krzyk położnej, zostawił maleństwo na klatce schodowej szpitala i szybko uciekł.

Po raz drugi próbował wykraść z wózka siedmiomiesięczne dziecko. Na szczęście przeszkodził mu przypadek. "Ciągnął wózek w kierunku schodów. Jedno z kół zablokowało się w barierkach. To uratowało moje dziecko" - opowiadała matka maleństwa w TVN24.

Policja przesłuchiwała świadków, którzy widzieli porywacza. Jeszcze dziś mundurowi chcieli opublikować portret pamięciowy mężczyzny. Ponieważ zgłosił się jednak do lekarza, nie będzie to już konieczne.