Był czwartek, dochodziła godz. 22.30, kiedy Tomasz B. (wrócił z pracy do domu. Otworzył drzwi mieszkania. Na podłodze ujrzał krwawe plamy. Ślady wiodły do łazienki. Tam pod prysznicem leżała jego żona. Półprzytomna z podciętym gardłem. Obok leżał zakrwawiony nóż. Biegł szukać 9-letniego Tymoteusza i znalazł chłopca w łóżku. "Dziecko było przykryte kołdrą. W pierwszym momencie ojciec myślał, ze syn śpi, ale Tymoteusz nie oddychał, na jego szyi widoczne były ślady duszenia, miał sine podbiegnięcia, a na sercu ranę" - pisze "Fakt".

Reklama

Policja i pogotowie przyjechały bardzo szybko. Niestety, lekarz nie miał wątpliwości - 9-latek nie żył od jakichś 5 lub 6 godzin. Matkę udało się uratować. Co się tak naprawdę wydarzyło w ich mieszkaniu, wie tylko Agnieszka S.-B. Kobieta jeszcze nie została przesłuchana, wczoraj trwała sekcja zwłok Tymoteusza. Na podstawie śladów śledczy odtworzyli przebieg wydarzeń. "Ustalenia są szokujące" - pisze "Fakt"

Matka była z dzieckiem. W pewnej chwili sięgnęła po nóż kuchenny i wbiła go ukochanemu synkowi w okolice serca. Rana była głęboka. Potem kobieta rzuciła nóż na podłogę i zaczęła dusić chłopca.

Gdy już był martwy, maczając pędzel w jego krwi, napisała na ścianie ostatni list - kilka słów. Wynika z niego, że ma dość życia i bardzo przeprasza za to, co zrobiła. Potem weszła do kabiny prysznicowej i drugim nożem poderżnęła sobie gardło - pisze "Fakt". Cięcie było jednak na tyle płytkie, że gdy znalazł ją mąż, żyła. Dało się wyczuć słaby puls.

Z materiałów ze śledztwa wynika, że Agnieszka S.-B. od dawna cierpiała na depresję. Próbowała szukać pomocy, ale - jak twierdzą jej znajomi - u zwykłych lekarzy, a nie doświadczonych psychiatrów. Dużo czasu spędzała w swojej pracowni malarskiej. Wiele jej obrazów wisiało także w mieszkaniu. W jej dziełach, malowanych nerwowymi, szarpanymi pociągnięciami pędzla widać emocje i niepokój - pisze "Fakt".

Sąsiedzi twierdzą, że do mieszkania przy ul. Jaworowej państwo S.-B. wprowadzili się niedawno, bo na początku roku. "Ta matka mogła uchodzić za wzór kobiety. Opiekowała się Tymoteuszem, jeździła z nim na rowerze, chodziła do parku" – mówi "Faktowi" Janina Mayer, mieszkająca obok.

Chłopiec był uzdolniony muzycznie, grał na pianinie w szkole muzycznej. "Taka tragedia, nigdy byśmy nie pomyśleli, że tak to się skończy. Ona jeździła swoim daewoo tico, woziła nim obrazy. Była miła, zawsze bardzo dużo opowiadała" - mówi Piotr Rolik, sąsiad.

Raz tylko sąsiedzi pamiętają małą awanturę, kiedy Agnieszka S.-B. wystawiła rzeczy swojego męża na klatkę schodową. Kazała mu się wyprowadzać, ale po kilku godzinach wszystko minęło i znów żyli zgodnie - pisze "Fakt". Mimo że Tomasz B. nie był biologicznym ojcem Tymoteusza, to traktował go jak własne dziecko. "Byli naprawdę szczęśliwą rodziną, nie możemy powiedzieć złego słowa. W tym roku Tymek był u Pierwszej Komunii, a teraz taka tragedia" - dodają sąsiedzi.

Teraz kobieta leży na oddziale chirurgii w bytomskim szpitalu. Agnieszka S.-B. przeszła operację krtani i tchawicy. Drzwi do jej pokoju pilnują policjanci. Gdy tylko lekarze zezwolą na rozmowę, śledczy ją przesłuchają. Niewykluczone, że prokurator postawi jej najcięższy zarzut - morderstwa dziecka. Za to grozi nawet dożywocie - pisze "Fakt".