Prokuratura Rejonowa Warszawa-Praga Północ, wysyłając akt w połowie września oskarżenia przeciwko "Królowi dopalaczy", podała, że w grudniu 2019 roku skierowała do kilku sądów akty oskarżenia przeciwko kilkudziesięciu współpracownikom Jana S. Najobszerniejszy wątek, w którym oskarżeni są pracownicy tzw. centrum dystrybucji dopalaczy, w tym m.in. jego kuzyni głównego sprawcy, jeszcze nie ruszył.

Reklama

Sprawa była przesyłana pomiędzy sądami i ostatecznie w lutym 2020 r. zarejestrowano ją w V Wydziale Karnym Sądu Okręgowego Warszawa-Praga. Z informacji uzyskanych przez PAP wynika, że w tym czasie odbyło się jedno posiedzenie. Sąd zapoznaje się obecnie z aktami, których jest 160 tomów. Termin pierwszej rozprawy przeciwko "Królowi" także nie został jeszcze wyznaczony.

Prokuratura zarzuca Janowi S. popełnienie 17 przestępstw, w tym kierowanie w latach 2014-2020 zorganizowaną grupą przestępczą produkującą dopalacze, udzielającą środków psychoaktywnych i handlującą nimi, głównie za pośrednictwem sklepu internetowego "Predator-rc". Jan S. odpowie też m.in. za sprowadzenie bezpośredniego niebezpieczeństwa dla życia i zdrowia ponad 16 tysięcy osób poprzez wprowadzenie do obrotu ponad 350 kilogramów dopalaczy.

Przed Sądem Okręgowym Warszawa-Praga wraz z Janem S. na ławie oskarżonych zasiądzie jego ojciec. Jacek S., adwokat, miał dla syna wziąć w leasing luksusowy audi Rs6 avant Performance, dopasowane pod wymagania "Króla Dopalaczy". Leasing opiewał na kwotę 567 tys. zł i był spłacany oraz użytkowany przez Jana S., choć ten w tym okresie nie posiadał uprawnień do kierowania pojazdami. Według prokuratury, ojciec pomagał w ten sposób "Predkowi" (kolejny pseudonim "Króla Dopalaczy" - PAP) ukryć przestępne pochodzenie pieniędzy. Adwokat miał użyczać synowi telefonu komórkowego zarejestrowanego na swoją kancelarię i ostrzegać "Predka", wysyłając linki z informacji o nowelizacji przepisów dotyczących handlu dopalaczami. Miał także odwiedzać syna w Holandii, gdy ten ukrywał się przed organami ścigania.

Urodzona w 1992 roku Paulina C., partnerka i matka dziecka Jana S., odpowie przed sądem za wprowadzanie dopalaczy do obrotu i pranie pieniędzy. Śledczym udało się ustalić, że oficjalnie bezrobotna i nie posiadająca majątku kobieta była prawą ręką Jana S., gdy ten nie mógł osobiście pilnować interesu. Ustalono też, że C. wielokrotnie dokonywała zakupu za gotówkę biżuterii, odzieży i galanterii. Zapłaciła także 15 tysięcy złotych za operację plastyczną powiększania biustu.

Oskarżony jest również mężczyzna, który na prośbę Jana S. założył w Czechach spółkę mającą w rzeczywistości być pralnią pieniędzy zarobionych na dopalaczach. Żadne z oskarżonych nie przyznało się do winy. Jak ustaliła PAP, "Predka" na etapie postępowania przygotowawczego reprezentował ten sam adwokat, który reprezentował byłego ministra transportu Sławomira N., zatrzymanego niedawno przez CBA.

Śledztwo, które zrujnowało imperium "Króla Dopalaczy" zaczęło się od śmierci mieszkańca warszawskiego Targówka. 22 września 2017 r. przy w mieszkaniu przy ul. Malborskiej w Warszawie rodzina znalazła zwłoki 16-letniego Filipa. Chłopiec siedział przy biurku, wyglądał jakby zasnął przed komputerem z głową opartą o blat. Chwilę wcześniej dzielił się ze znajomymi przez komunikator wrażeniami po zażyciu dopalaczy.

Reklama

Według biegłego toksykologa powołanego przez Prokuraturę Rejonową Warszawa Praga-Północ, zawarty w BUC-3 i BUC-8 fentanyl z grupy opioidów jest substancją silnie uzależniającą i wyjątkowo niebezpieczną już w dawce 200 mikrogramów, a za potencjalnie śmiertelną ekspert uznał dawkę 1000 mikrogramów.

Przy zwłokach 16-latka technicy kryminalni znaleźli 1,24 g środków opisanych jako "BUC", oraz inne substancje psychotropowe. Historia transakcji z jego konta bankowego wskazuje, że dopalacze ze strony "Predator-rc" zakupił sześć razy. Pieniądze wysyłał na konta osób powiązanych z "Predkiem".

Prokuratura ustaliła, że 16-latek zmagał się z zaburzeniami depresyjnymi, leczył się. Zażywaniem dopalaczy chwalił się rówieśnikom, którzy wiedzieli, że "testuje" niebezpieczne używki. Filip zmarł w wyniku zatrucia fentanylem zawartym w "BUC-ach". Po śmierci Filipa w sortowni firmy wysyłkowej ujawniono kilka nieodebranych paczek, wysyłanych od nadawcy o fikcyjnych danych. W opakowaniach znaleziono m.in. BUC-3 i BUC-8. Prokuratura ustaliła, że pieniądze od klientów trafiały na rachunek obywatela Ukrainy, a następnie były wypłacane na stacji benzynowej w okolicach Brwinowa lub w centrum Warszawy, przy ul. Dobrej. Tak udało się namierzyć "centrum dystrybucji dopalaczy", mieszczące się w luksusowym apartamentowcu w pobliżu Centrum Nauki Kopernik.

Na miejscu zabezpieczono kilkadziesiąt kilogramów substancji psychoaktywnych, sprzęt do ważenia i pakowania, a także "centrum obsługi klienta", czyli komputery, na których ujawniono grafiki i opis 198 substancji sprzedawanych za pośrednictwem serwisu "Predator-rc". Pracownicy "Króla Dopalaczy" prowadzili szczegółową księgowość, codziennie raportowali stan magazynowy, ilość sprzedanego towaru, a także pobierane przez siebie wynagrodzenie. Przy porcjowaniu i pakowaniu dopalaczy pracowali kuzyni "Predka" - Dominik G. i Patryk G. Z ich wyjaśnień wynika, że dzienne przychody "Predatora-rc" to kwoty od kilkunastu do nawet 45 tysięcy złotych dziennie. Sami otrzymywali 700-800 złotych dniówki.

W "sortowni" ujawniono m.in. plastikowe torebki opisane jako "Buc-3" i "Buc-8", które miały identyczne etykiety jak środki zabezpieczone u zmarłego Filipa. Patryk G. potwierdził, że to środki, które kupiono od "Predatora-rc".

Dzięki wnikliwej pracy operacyjnej przejęto kilka przesyłek z hurtową zawartością dopalaczy z Holandii. Ustalono, że tylko za pośrednictwem firmy kurierskiej DPD "Król Dopalaczy" zamówił 700 kilogramów śmiercionośnych substancji, a u chińskiego dystrybutora składał zamówienia na 100-kilogramowe dostawy substancji i prekursorów do tworzenia dopalaczy. Wartość jednego zamówienia wynosiła ponad 100 tys. dolarów. Paczki przychodziły m.in. na adres wirtualnego biura firmy założonej w 2016 roku przez Jana Krzysztofa S. o nazwie "Ball and Roll SP. Z.o.o". Firma rzekomo mieściła się w Galerii Ursynów przy al. KEN w Warszawie.

Prokuratura ustaliła, że pieniądze z handlu dopalaczami były natychmiast wypłacane bądź przesyłane między rachunkami i trafiały na holenderskie lub czeskie konta Jana S. oraz były inwestowane w kolejne dostawy z Holandii i Chin. Na późniejszym etapie grupa coraz częściej korzystała z płatności kryptowalutą Bitcoin, która zapewnia anonimowość transakcji i utrudnia ustalenie kwot przepływających przez wirtualny portfel. Śledczy nie mają wątpliwości, że grupa "Króla Dopalaczy" uczyniła sobie z tego stałe źródło dochodu.

Sklep "Predator-rc" był liderem na rynku dopalaczy. Udało się to m.in. codziennym promocjom, zachęcającym do kupowania większych ilości dopalaczy za niższą cenę. "Predator-rc" szukał także chętnych do testowania nowych produktów, które miały być wysyłane bezpłatnie. Zaopatrywał w używki klientów z Europy, ale także z USA, Australii, Meksyku. Z zakupów u "Króla Dopalaczy" skorzystało – według prokuratury - 16 tysięcy użytkowników. Od marca 2017 roku do maja 2018 roku sklep zarobił co najmniej 16 mln 716 117 tys. zł, a prokuratura szacuje, że w pozostałym okresie funkcjonowania grupy, mógł zarobić kolejne 4 mln zł.

Klienci Jana S. zrzeszali się na specjalnym forum internetowym i dzielili się wrażeniami po zażyciu dopalaczy. Użytkownicy relacjonowali, że czuli duszności, kołatanie serca, suchość w ustach po zażyciu "BUC-a", ale opisywali je jako element zabawy. Informowali, że w przypadku tej używki warto "celować w wyższe dawki".

Po zatrzymaniach w 2018 roku "Predator" zawiesił działalność informując klientów o problemach technicznych i szybkim powrocie na rynek. Wkrótce wyszło na jaw, że jeszcze w kwietniu 2018 roku Jan S. zorganizował przy ul. Puławskiej kolejną "sortownię" dopalaczy, zlikwidowaną półtora miesiąca później. Zatrzymani tam mężczyźni szczegółowo opisali pracę dla "Predatora-rc". Jeden z nich miał zacząć pracę w sortowni będąc jeszcze nastolatkiem. Według prokuratury "Król dopalaczy" zastraszał podwładnych i instruował jakie wyjaśnienia powinni złożyć w przypadku zatrzymania przez policję. S. zapewniał im także pełnomocników, którzy – jak ustaliła prokuratura – mieli pilnować, żeby podejrzani nie naprowadzali śledczych na jego osobę.

Do udoskonalania witryny Jan S. zatrudnił profesjonalną firmę z Bydgoszczy. Jak ustalono w toku śledztwa, jej właściciel przyjmował wynagrodzenie na konto żony i nie wystawiał faktur za usługi.

Czynności Prokuratury Rejonowej Warszawa Praga-Północ zbiegły się ze śledztwem Centralnego Biura Śledczego Policji, które namierzało paczki z dopalaczami wysyłane z Chin do Holandii, a następnie do Polski. Tylko po wejściu nowych przepisów, ustanawiających handel dopalaczami na równi z narkotykami, "Predek" zamówił 350 kg przesyłek. Paczki odbierane były na terenie całego kraju: w Wałczu, Olsztynie, Krotoszynie, Bydgoszczy, Warszawie, Lublinie, Bielsku-Białej, Chorzowie, Opolu itd. Zakładano kolejne rachunki bankowe do prania pieniędzy, w Myślenicach powstało też kolejne laboratorium.

Z aktu oskarżenia wynika, że "Król dopalaczy" pośrednio przyczynił się do śmierci 16-letniego Filipa z Warszawy, 15-letniego Damiana z Biłgoraju, 23-letniego Artura z Radomia i dwóch młodych Polaków: Mateusza i Krystiana, których ciała 12 lutego 2018 roku ujawniano w miejscowości Rugby w Wielkiej Brytanii. 18-letni Bartek ze Świdnika i Ania ze Strzelec Opolskich zostali odratowani w szpitalu. Wszyscy zatruli się fentanylem zawartym w "BUC-8".

"Król dopalaczy" po tym jak media obiegła informacja o zatruciach sprzedawanym przez niego środkiem, zmienił etykiety do BUC-8 na takie, z których wynikało, że produkt nie nadaje się do spożycia. Dopalacze oficjalnie miały mieć przeznaczenie kolekcjonerskie lub doświadczalne. Jednak sprzedawcy nie informowali swoich klientów o tym jak niebezpieczne mogą być skutki zażycia tych substancji. Według prokuratury bezrefleksyjnie dystrybuowali środku chemiczne, nie sprawdzając ich składu, a często wysyłając klientom inne chemikalia niż zamówione. Umieszczenie na opakowaniach informacji, że środek nie nadaje się do spożycia miało stworzyć pozory legalności działalności "Predka", a tym samym zniesienie odpowiedzialności sprawców – uważa prokuratura.

Oskarżyciel publiczny zebrał liczne dowody świadczące o tym, że to właśnie Jan S. odgrywał kluczową rolę w grupie, zatrudniał ludzi, dzielił zadania i finanse. Według śledczych, nadzorował swój biznes nawet podczas zatrzymania w 2018 r. w Holandii, gdzie na terenie jednostki penitencjarnej miał dostęp do komunikatorów internetowych. Z notatek Jana S. prokuratura dowiedziała się, że planował zainwestować w mercedesa E 63 amg, Bentley’a, stajnię oraz mieszkania "na słupa". Gotówką zapłacił za pięć luksusowych zegarków kwotę 196 tysięcy złotych. Kolejne 11 tysięcy płacił co miesiąc za wynajem mieszkania przy ul. Tamka w Warszawie.

"Król Dopalaczy" był poszukiwany dwoma listami gończymi, w tym Europejskim Nakazem Aresztowania. Ukrywał się głównie w Holandii. Był tam nawet zatrzymywany w maju 2018 r., ale tamtejszy sąd nie zgodził się na jego aresztowanie i wyznaczył kolejny termin posiedzenia. W międzyczasie "Król" zniknął. Został zatrzymany 3 stycznia 2020 r. w Milanówku, w okolicach domu swoich rodziców.

Jan S. został w tym roku oskarżony także przez Dolnośląski Wydział Zamiejscowy Departamentu do Spraw Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej we Wrocławiu. Przedstawiono mu zarzut podżegania do zabójstwa Ministra Sprawiedliwości – Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobro, a także podżegania do zabójstwa prokuratora i policjantów, którzy rozpracowywali kierowaną przez niego grupę. Ziobro miał zginąć za prace nad przepisami zaostrzającymi kary za produkcję i handel dopalaczami. "Dzięki dokonanym w 2018 r. ustawowym zmianom możliwym było objęciem przedmiotowym śledztwem wątku zorganizowanego procederu wewnątrzwspólnotowego nabywania i wprowadzania do obrotu dopalaczy oferowanych w związku z działalnością internetowych sklepów kontrolowanych przez Jana S." – podała Prokuratura Krajowa.

Sprawa podżegania do zabójstwa ministra będzie rozpoznawana przez Sąd Okręgowy w Warszawie. Termin pierwszej rozprawy nie został jeszcze wyznaczony. Jak sprawdziła PAP, domena "Predator-rc" wciąż działa.