Dziennik Gazeta Prawana logo

To już 50 lat słynnego stypendium Fulbrighta

18 stycznia 2009, 16:39
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Co łączy byłego premiera Włodzimierza Cimoszewicza, komisarza w Komisji Europejskiej Danutę Huebner i szefa Komisji Nadzoru Finansowego Stanisława Kluzę? Wszyscy byli stypendystami programu Fulbrighta, który 50 lat temu został wprowadzony do Polski. W tym czasie na stypendia do USA wyjechało blisko dwa tysiące osób. "Ci z czasów PRL wracali na tyle odmienieni, że potem stali się budowniczymi polskiego kapitalizmu" - uważają dziś historycy.

Kiedy w 1959 roku Władysław Gomułka pozwolił, by polscy naukowcy zaczęli korzystać z programu Fulbrighta, był przekonany, że państwowa kontrola nad stypendiami pozwoli wysyłać tylko takich ludzi, których . Amerykanie zaś mieli nadzieję, że dzięki stypendiom uda się im w bloku wschodnim zbudować prozachodnie lobby. Po latach okazało się, że to oni mieli rację.

Do USA z Polski . Co roku 30-40 osób. Ilu dokładnie nie wiadomo. "W PRL pulą stypendiów zarządzał odpowiedni minister. Wybranego naukowca wskazywała uczelnia, ale zatwierdzały władze" - mówi nam Andrzej Dakowski, prezes Fundacji Fulbrighta. By wyjechać, . Szczególnie odkąd w latach 70. program stypendialny Fulbrighta szerzej otwarto na studia społeczne i techniczne.

"Wyjeżdżać zaczęli ekonomiści i socjolodzy, nad którymi partia chciała mieć już silniejszą kontrolę" - mówi nam historyk prof. Wojciech Roszkowski. "Jednak ci młodzi naukowcy, choć należący do PZPR i bardzo często przed wyjazdem podpisujący zobowiązania do współpracy, nie byli partyjnym betonem. Wręcz przeciwnie, , którym przynależność do partyjnego establishmentu miała tylko ułatwić ścieżkę kariery naukowej" - dodaje Roszkowski.

I tak ci młodzi, zdolni i związani z systemem w USA uczyli się nie tylko języków, ale także poznawali zachodni system wartości. Po powrocie wprawdzie nie chcieli rewolucyjnej zmiany, ale coraz dobitniej . "Doskonałym przykładem jest tu kariera Henryki Bochniarz czy Dariusza Rosatiego" - uważa Dakowski. Oboje przed wyjazdem pracowali w Szkole Głównej Planowania i Statystyki. W III RP Bochniarz została ministrem przemysłu i handlu, a Rosati ministrem spraw zagranicznych.

Stypendium Fulbrighta figuruje także w życiorysach byłego prezydenta Warszawy Marcina Święcickiego, premierów Marka Belki i Włodzimierza Cimoszewicza, ministrów finansów Grzegorza Kołodki i Leszka Balcerowicza czy polskiej komisarz w Brukseli Danuty Huebner. "Widać, jak wielu liderów polskiej polityki i ekonomii przewinęło się przez to stypendium. Oczywiste jest więc, że " - mówi Wojciech Roszkowski. Z kolei profesor Jadwiga Staniszkis uważa nawet, że kształt polskiej transformacji początku lat 90. to w dużej mierze zasługa grupy osób, które wykształciły się dzięki stypendiom Fulbrighta.

Oficjalnym uzasadnieniem programu stworzonego w 1945 roku przez senatora Williama Fulbrighta było . "Dziś jednak przychodzą do głowy myśli, że mógł to być amerykański plan rozsadzenia komunistycznego systemu od środka" - podsumowuje Dakowski.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj