Z badaniami socjologicznymi nie można dyskutować, one z pewnością dobrze oddają ducha tego pokolenia. I muszę powiedzieć, że ich wynik jest dla mnie bardzo ważny,
optymistyczny i pocieszający. Ale z pewnością trzeba ten sondaż uzupełnić jakąś refleksją, która wykracza poza socjologię. Bo przecież wynika z niego również, że to pokolenie stało
się bardziej konserwatywne, wyznaje takie wartości jak rodzina, miłość i przyjaźń. Pytanie tylko, czy to prawda. Czy ci młodzi ludzie rzeczywiście byliby w stanie, tak jak twierdzą,
założyć rodziny i inwestować energię w miłość i przyjaźń? A może to jest tylko pusta deklaracja złożona na potrzeby tego badania?
Staram się po prostu zastanowić nad wynikami tych badań w perspektywie, która zakłada, że deklaracje składane w tego typu ankietach nie muszą być zgodne z faktycznymi życiowymi wyborami
ankietowanych. To trochę tak jak z deklarowanym w naszym narodzie katolicyzmem. Poza tym w tej podejrzliwości umocniła mnie wypowiedź Marty Megger, równie ważna jak same badania. To było
spojrzenie osoby z pokolenia ’89, która otwarcie podważała to, co jej koledzy opowiadali o sobie i wyznawanych ideałach. I stąd moje pytanie, czy oni naprawdę szczerze wierzą w to,
co mówią o znaczeniu rodziny i przyjaźni w ich życiu. Bo przecież ci młodzi ludzie są bardzo mocno uwikłani w kapitalizm, są żądni sukcesu, nastawieni na karierę. Bardzo dobrze, że chcą
jeździć po świecie, zarabiać dobre pieniądze, to jest normalna sprawa. Ale z drugiej strony jest rzeczą całkiem oczywistą, że kapitalizm nie jest ideologią skupioną wokół wartości
takich jak miłość czy przyjaźń. To filozofia skoncentrowania się na karierze, pomnażaniu pieniędzy i konsumpcji. Więc jeśli to młode pokolenie tak bardzo wierzy w kapitalizm, akceptuje
konieczność sukcesu rynkowego, to trzeba zadać pytanie, gdzie w tym wszystkim jest miejsce na wartości? Gdzie miejsce na jakąś poważniejszą refleksję nad sensem tej gonitwy?
Oczywiście. Są trochę inni niż ja i moi koledzy. Zauważyłem, że dla nich pewne rzeczy są zupełnie oczywiste i naturalne. Na przykład to, że można kilka razy w miesiącu swobodnie
wyjeżdżać za granicę, kupować w sklepie wszystko, na co przyjdzie ochota, a nawet to, że w tak młodym wieku zna się jeden, a czasem kilka języków obcych. Dla mojego pokolenia większość z
tych rzeczy była nieco egzotyczna i chyba właśnie dlatego z tamtych czasów pozostało mi kompulsywne kupowanie. Tak jakbym wciąż bał się, że czegoś może zabraknąć. Podoba mi się ogromna
ambicja tego pokolenia i jego witalność. Oni idą pewnie przed siebie, nie namyślając się wiele, i za to ich podziwiam. Choć uważam, że warto byłoby sprawdzić, co się z nimi stanie za,
powiedzmy, 10 lat. Dobrze byłoby wtedy powtórzyć to samo badanie i zobaczyć, jaki będzie wynik.
Bo ciekawy jestem, jak sobie poradzą, jeśli ta ich witalność i aktywność napotka jakieś przeszkody, takie jak np. kryzys. Może wtedy wpadną w apatię i będą musieli przewartościować
swoje spojrzenie na świat? Może trudności odbiorą im dzisiejszą wiarę i siłę, a wyzwolą agresję? Może przeżyją zawód lub frustrację, które zniszczą ich optymizm? I jakimi ludźmi
wtedy będą? W co będą wierzyć? To może być naprawdę bardzo ciekawe: mamy do czynienia z pokoleniem, które od dziecka było przysposabiane do radzenia sobie w nowoczesnym, zglobalizowanym
świecie. Wmawiano im, że jak będą aktywni, odważni, dobrze wyedukowani, to zdobędą świat. Oni w to uwierzyli, bo świat rzeczywiście zaczął się przed nami otwierać i kusić. Jeśli
jednak w przyszłości coś zawiedzie – może to być jakiś ogólnoświatowy kryzys finansowy lub zwyczajne, indywidualne poczucie, że kasa to jednak nie wszystko – wówczas to
pokolenie stanie się tykającą bombą, a wtedy możemy spodziewać się wszystkiego. Oczywiście nikomu nie życzę źle, ale lubię rozważać takie skrajne scenariusze.
Być może dlatego, że w moim tekście była jakaś tęsknota za refleksyjnym podejściem do życia. Może to wciąż jest dla nich atrakcyjne, a brakuje im tego w życiu? Ale trudno mi o tym
mówić, bo przez ostatnie lata bardzo starałem się zapomnieć o moim tekście. Napisałem go w młodzieńczym porywie, to był impuls. A potem on zaczął żyć własnym medialnym życiem i w
pewnym momencie cała ta dyskusja wpadła w pewną sztampę i stała się bardzo męcząca. Czytałem o moim tekście w każdej gazecie, słyszałem o nim w telewizji. To wszystko mnie przerosło,
więc wyparłem manifest „Generacja Nic” z pamięci.
Oczywiście, że nie! Ja nie odcinam się od tego artykułu, tylko od szumu medialnego, jaki mu towarzyszył. Był bardzo uciążliwy.
To jest bardzo młodzieńcze podejście do życia, znam je dobrze i szanuję. Marta powinna w sobie pielęgnować takie uczucia, gorąco ją do tego namawiam. Ale myślę również, że teraz jest
łatwiej osobom, które nie chcą się nikomu i niczemu sprzedać. W popkulturze jest mnóstwo nisz, w których można się zaszyć i pozostać wiernym sobie, a jednocześnie zarabiać pieniądze.
Niekoniecznie wielkie, ale pozwalające na to, by się realizować. Zresztą to widać, bo powstaje mnóstwo inicjatyw młodych ludzi, które cieszą się rynkowym powodzeniem.
Nie wiem, czy jestem bardziej optymistyczny. Może jestem mniej naiwny i staram się analizować głębiej, widzieć więcej niż dawniej. Kiedy pisałem tamten artykuł, miałem 27 lat, byłem
świeżo po studiach, a mój zespół nie wydał jeszcze żadnej płyty. Teraz jednak wiem, że udało mi się jakoś wytrwać i robić to, co zawsze chciałem robić. Grać muzykę, pisać teksty,
czytać książki, łączyć pasję z pracą.
To brzmi jak żarliwy list motywacyjny. Podejrzewam, że człowiek, który to pisał, rzeczywiście wierzy, że poświęci wszystko, by stanąć na szczycie. Nie czuję się na siłach analizować
tego przypadku. Można oczywiście powiedzieć, że trzeba postawić wszystko na karierę, wszystko jej poświęcić, ale gdzie w tym wszystkim znajdzie jeszcze czas na wartości, które rzekomo to
pokolenie wyznaje? Na rodzinę, miłość, przyjaźń? Mimo wszystko nie chcę tego oceniać. Na świecie są różne dewiacje i ludzie mają różne sposoby na życie. Jeśli taki człowiek będzie
szczęśliwy, pracując 24 godziny na dobę, to cóż można zrobić? Można tylko mu przypomnieć, że realizując w tak skrajny sposób swoją filozofię, może w najlepszym przypadku stać się
jej żałosną karykaturą.
*Kuba Wandachowicz, członek zespołu Cool Kids of Death, autor tekstów piosenek i kompozytor. W 2002 r. opublikował w „Gazecie Wyborczej” manifest „Generacja Nic” o ówczesnym pokoleniu 20-latków.