Dziennik Gazeta Prawana logo

Młodzi nie ryzykują, bo nie muszą

23 marca 2009, 18:52
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Młodzi nie ryzykują, bo nie muszą
Inne
Teraz młodzi ludzie rzadko podejmują ryzyko. Może słusznie? Wydłużyło im się dzieciństwo - czas beztroski i braku konieczności podejmowania decyzji. My dojrzewaliśmy nieco szybciej - mówi DZIENNIKOWI Grzegorz Turnau.

Z pewnością ma ono większą możliwość wyboru, lepszy dostęp do wiedzy, rozrywki. W moich czasach trudniej było studiować, pracować za granicą czy realizować marzenia związane z dalekimi podróżami. Kiedy miałem 21 lat, czyli tyle, ile ma teraz Antosia, byłem już ojcem i musiałem myśleć o utrzymaniu rodziny. Teraz młodzi ludzie rzadko podejmują takie ryzyko. Może słusznie? Wydłużyło im się dzieciństwo - czas beztroski i braku konieczności podejmowania decyzji. My dojrzewaliśmy nieco szybciej. Ale tak naprawdę jedyne, czego im zazdroszczę, to tego, że są młodsi ode mnie o te 20 lat.

Mógłbym też, na odwrót, chcieć żyć w XIX wieku, bo wtedy nie było samochodów, komórek i czas wolniej płynął. Nie, nie mam pretensji, mój czas mi odpowiada. Obserwuję młodość mojej córki i jej czas, w którym nie wszystko mnie olśniewa. Najlepszym przykładem jest chociażby łatwość produkowania muzyki. Dzięki nowym technologiom można wypluć bardzo szybko niesamowite ilości produktów muzykopodobnych, tylko one przestają mieć w ten sposób imię, nazwisko i sens. Herbert pisał o ”aroganckich przedmiotach bez wdzięku, imienia, przeszłości”. Taka trochę jest ta popularna muzyka. Kiedyś trzeba było namęczyć się w samotności z ołówkiem, gumką i kartką papieru - dzięki temu muzyka miała jakiś smak. Być może dlatego do dzisiaj słuchamy dzieł kompozytorów minionych epok. Ale jedno muszę przyznać - prawdziwego talentu nie zabije nawet najbardziej wyrafinowana technologia. Ołówek nie jest niezbędny.

Chciałbym, żeby zostawiło swoim dzieciom większą tolerancję, świadomość tego, że świat nie jest czarno-biały i tego, że zamykanie się w niezrozumiałym poczuciu wyższości, wynikające głównie z polskich kompleksów, nie ma żadnego sensu i jedynie tworzy niepotrzebne napięcia. Mam nadzieję, że przez to, że urodzili się w świecie bez sztucznych podziałów, bez cenzury, przekażą swoim dzieciom właśnie taką wizję. Oczywiście, o ile do tej pory nie znajdą się nowi geniusze od porządkowania rzeczywistości.

Na pewno było nieco inaczej - autorytetami byli ludzie doświadczeni przez obie wojny, czyli pokolenie dziadków. Pokolenie naszych rodziców w o wiele większym stopniu niż nasze doświadczyło komunistycznej opresji. Łatwiej było znaleźć wśród nich jednostki silne i promieniujące wzorem. Dla mnie autorytetem z najbliższego otoczenia był zawsze Jerzy Turowicz, redaktor naczelny ”Tygodnika Powszechnego”, zresztą mój bliski krewny. Byli to też ludzie tzw. nielegalnej opozycji - legendy KOR, intelektualiści, którzy umieli się w paskudnych czasach obronić przed serwilizmem i bylejakością. Miałem też oczywiście swoich idoli wśród artystów. Wśród nich na pewno był Maciej Słomczyński.

Bardzo dobrze, jeśli najbliżsi - rodzice czy dziadkowie - są autorytetami. Nasi rodzice, nazywani pokoleniem straconym, rodzili się tuż przed II wojną, młodość przeżyli w stalinizmie, a wiek emerytalny przywitał ich upadkiem gospodarki i transformacją, dla wielu bardzo trudną. My już nie pamiętamy stalinizmu, ale pamiętamy inne elementy rzeczywistości PRL, np. książki z drugiego obiegu. Pamiętamy, w jakich warunkach, na jakim papierze, w jaki sposób wydane teksty czytaliśmy z wypiekami na twarzy, bo to było zakazane, trzeba było o to zawalczyć. Przypomina mi się rysunek Mleczki, na którym ojciec mówi do syna: Na wojnie nie byłem, ale studium wojskowe to też nie przelewki! Wydaje mi się, że ta gradacja jest właśnie taka. I jest nieunikniona.

Nie znam całego pokolenia - mam kontakt z małą grupą skupioną wokół mojej córki i z osobami, które przychodzą na moje koncerty. Nie wiem, czy to grupa reprezentatywna, jednak w tych, których spotykam, widzę skupienie, nie widzę natomiast przesadnego hedonizmu, konsumpcjonizmu, o który się ich oskarża. Oni zaczynają w wiecznej zabawie widzieć coś jałowego, wydają mi się skupieni i twórczy. Na pewno coraz gorzej rozumiem jednak to, co mówią. Nie ze względu na treść, ale przez sposób wysławiania się. To pokolenie mówi bardzo szybko, mało otwierając usta i z zaciśniętymi zębami.

Myślę, że tak. W tym pokoleniu jest taka sama ilość abnegatów oraz osób mających jakiś pomysł na życie jak w moim. Oni mówią za szybko, bo szybko też wszystko robią. Przedmioty, które ich otaczają, zmuszają do innego tempa. Wszystko działa coraz szybciej. Komputer kupiony w zeszłym roku jest reliktem. Jedyne, czego się boję, to tego, że młodzi ludzie niedługo przestaną w ogóle pisać ręcznie i zniknie coś, co nazywamy charakterem pisma.

*Grzegorz Turnau, poeta, kompozytor i wokalista

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj