– Możliwe, że już w październiku rząd przyjmie ostateczne założenia tej reformy. Planujemy, że zmiany wejdą w życie od przyszłego roku akademickiego – zapowiada Bartosz Loba, rzecznik prasowy Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Reklama

Skąd wzięła się taka potrzeba? Na tle Unii Europejskiej w Polsce najłatwiej jest podjąć studia. Mamy najwięcej uczelni wyższych w Europie (ponad 450) i blisko 2 mln studentów. A mimo to polscy pracodawcy coraz głośniej narzekają na słabo przygotowanych do pracy absolwentów. Jak wynika z tegorocznego sondażu ośrodka Pentor, aż 42 proc. przedsiębiorców ma trudności w zatrudnieniu absolwentów z odpowiednimi kwalifikacjami. Również badania przeprowadzone w 17 krajach OECD przez niezależny brukselski ośrodek Lisbon Council pokazują, żestudia w Polsce są najmniej przydatne, jeśli wziąć pod uwagę potrzeby rynku pracy.

Studia nie przygotowują do pracy

Niezadowoleni z obecnego systemu kształcenia są również studenci. – Programy studiów są ustalane przez kadrę naukową, która pomija oczekiwania pracodawców. Często chodzimy na zajęcia, które w pracy będą zupełnie nieprzydatne, o czym wielu z nas boleśnie się przekonuje, gdy opuszcza mury uczelni i szuka pracy – mówi Bartłomiej Banaszak, przewodniczący Parlamentu Studentów RP, organizacji, która brała udział w społecznych konsultacjach w sprawie założeń reformy. Ten brak przygotowania do wymagań rynku pracy ma bardzo wymierny skutek: w Polsce pracownik z dyplomem magistra zarabia tylko o 28 proc. więcej niż ten bez studiów. Tymczasem w USA może liczyć na pensję wyższą o 76 proc. wyższą, a w Portugalii i Francji o ponad 60 proc.

Skąd się biorą te różnice? W połowie lat 90. powstało wiele nowych uczelni. Szkoły te otwierały przede wszystkim takie kierunki studiów, które nie wymagały wielkich nakładów, np. na laboratoria i sprzęt badawczy. Teraz te uczelnie działają w izolacji od potrzeb rynku pracy i gospodarki. Dowodzą tego statystyki: co roku aż 15 proc. wszystkich absolwentów otrzymuje dyplom pedagoga, tyle samo kończy nauki społeczne. Jedna piąta uczy się na kierunkach ekonomicznych i administracyjnych, a tylko 30 proc. młodzieży studiuje nauki inżynieryjne i techniczne. A to właśnie absolwenci tych kierunków są najbardziej poszukiwani przez pracodawców.

Jak kształcić pracowników

Reklama

Odpowiedzią na potrzeby rynku pracy ma być właśnie nowelizacja ustawy o szkolnictwie wyższym. Jak zapowiada minister nauki Barbara Kudrycka, reforma zbliży dwa odległe dotąd światy: uczelni i biznesu. Uczelnie będą mogły zawierać umowy z komercyjnymi firmami i kształcić im przyszłych pracowników. Przedsiębiorcy z kolei zyskają wpływ na programy nauczania, a nawet sami staną za katedrą w roli wykładowców. Bo to oni najlepiej znają najnowocześniejszy sprzęt produkcyjny oraz innowacyjne technologie. Przedstawiciele firm zasiądą również w nowej połączonej Radzie Głównej Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Jak taka współpraca nauki i biznesu będzie finansowana? Ustawa daje szkołom wyższym możliwość zakładania spółek handlowych albo włączania się do już istniejących spółek typuspin-off, czyli prowadzonych wspólnie przez uczelnie i przedsiębiorców. Na Zachodzie już od wielu lat szkoły wyższe i koncerny zawierają umowy o współpracy na komercyjnych zasadach. Jak pokazuje praktyka, są one dochodowe: przynoszą zysk uczelniom i przedsiębiorcom.

Śledzić losy absolwentów

W nowelizacji ustawy znajdzie się również zapis o tym, że uczelnie mają obowiązek monitorować losy absolwentów. – Informacja o liczbie absolwentów, którzy znaleźli zatrudnienie zgodne z wykształceniem, będzie cenna dla maturzystów wybierających przyszłe studia, a także dla ich rodziców, którzy zwykle te studia finansują – mówi prof. Barbara Kudrycka. I dodaje: – Uczelnie z kolei na tej podstawie ocenią, na ile program dydaktyczny odpowiada potrzebom rynku pracy. To będzie dla nich impuls do modyfikowania i ulepszania programu studiów.

Po zmianie ustawy każda uczelnia będzie musiała również uchwalić regulamin ochrony własności intelektualnej, a najlepiej stworzyć odrębną instytucję, która zajmie się wdrażaniem w przemyśle odkryć swoich naukowców. Jak jest teraz? Polskie szkoły wyższe zatrudniają dziś aż 100 tys. naukowców, a do ich budżetów trafia blisko 80 proc. państwowych dotacji na prowadzenie badań. – Ten potencjał nie jest w pełni wykorzystywany. Gdy Niemcy w Europejskim Urzędzie Patentowym składają rocznie 25 tys. wniosków, niewielka Belgia 1,9 tys. My zaledwie około 100 – mówi minister Kudrycka.

Współpraca się opłaca

Także teraz niektóre uczelnie na własną rękę współpracują z firmami prywatnymi. W tym roku umowę z potentatem w branży farmaceutycznej Glaxo Smith Kline podpisał poznański Uniwersytet Medyczny im. Karola Marcinkowskiego. – To jest wymiana intelektualna, nie handlowa. My udostępniamy nasze know-how, a w zamian dostajemy dostęp do zaplecza naukowego uczelni – wyjaśnia Justyna Czarnoba z działu prasowego Glaxo Smith Kline. Studenci poznają więc wyniki badań i system produkcji leków w fabryce w Poznaniu, natomiast firma liczy na to, że najlepsi absolwenci zwiążą się z nią na dłużej.