Ze zdjęć, które opublikował dziś "Fakt" wyłania się smutny obraz człowieka, który przegrał walkę o władzę. Paparazzi donoszą, że współbiesiadnicy Mariusza Kamińskiego bawili się lepiej niż on sam. Opowiadali dowcipy, wznosili toasty, jednym słowem bawili się ci nieszczęśnicy na Titanicu, którzy uważali, że nie mają już nic do stracenia.

Wesołkowaty nastrój nie udzialił się jednak zdymisjonowanemu z funkcji szefa CBA Kamińskiemu. Zamyślony, patrząc w ścianę, powoli sączył piwo. Pierwszy też opuścił imprezę. Wyszedł z knajpy kilka minut po godz. 1 w nocy - donosi "Fakt".

Wsiadł do taksówki i zamówił kurs… na stację benzynową. Tam zaopatrzył się w duże piwo i puszkę orzeszków ziemnych. Dopiero wtedy ruszył do domu. Gołym okiem widać, że żegnał się ze służbą z bardzo ciężkim sercem - czytamy w bulwarówce.

>>>Więcej na eFakt.pl