Skromna, ale pewna siebie, młodzieńcza, a jednak mądra – tak córkę marszałka charakteryzuje brytyjski dziennikarz i pisarz Giles Whittell, który spotkał się z nią w Krakowie. Jadwiga Piłsudska pod koniec lutego skończyła 94 lata i jak pisze autor książki „Kobiety w kokpicie”, jest ostatnią żyjącą Polką służącą w czasie wojny w ATA (Air Transport Auxiliary), czyli służbie pomocniczej wspomagającej Royal Air Force. Wraz z nią w historii tej formacji zapisały się między innymi Anna Leska czy Stefania Wojtulanis. Choć nie brały udziału w akcjach bojowych, brytyjska armia stawiała przed nimi równie trudne zadania.

Ale zanim Jadwiga Piłsudska zaciągnęła się do brytyjskich sił powietrznych, musiała uciec z Polski. Wyjeżdżała, wywożąc mundur ojca w czarnym skórzanym neseserze:

Uciekłam z rodziną – matką i siostrą – kiedy ewakuowano Warszawę. Przez kilka dni byłyśmy na wsi, w domu kuzyna, następnie udałyśmy się do Wilna. To było nasze rodzinne miasto, miałyśmy tam krewnych. A potem oczywiście 17 września Rosjanie przekroczyli granicę. Kiedy nadeszli, matka postanowiła udać się na Litwę, tam był samolot do Rygi, poradzono nam ruszyć dalej via Sztokholm. Matkę namawiano, by pojechała do Paryża, gdzie zbierała się większość Polaków, którzy zdołali uciec, ale samolot leciał do Anglii. I tak dotarłyśmy.

Jadwiga z matką Aleksandrą i siostrą Wandą zamieszkały przez pewien czas się u polskiego ambasadora w Londynie. – Moje życie zatrzymało się 17 września 1939 roku – przyznaje Piłsudska w rozmowie z autorem „Kobiet w kokpicie”. – Zostawiłam wszystko i musiałam zacząć coś zupełnie nowego.

Najmłodsza córka marszałka Józefa Piłsudskiego pasjonowała się lotnictwem. Latać szybowcami zaczęła już w 1937 roku, kiedy tylko skończyła 17 lat. Była pilną uczennicą i w ciągu dwóch lat zdobyła wszystkie kategorie szybowcowe. W Anglii nie chciała biernie czekać na koniec wojny, nie mogła też wrócić do Polski, więc zgłosiła się do jednostki ATA, tak jak wiele podobnych jej młodych lotniczek. Początkowo spotkała się z odmową, tłumaczono, że jest za młoda, by uczestniczyć w trudnych misjach. W 1942 roku dostała zgodę na dołączenie do formacji.

Tytułowe dziewczyny z kokpitów zajmowały się przeprowadzaniem samolotów z lotniska na lotnisko. Często były to maszyny uszkodzone, po ciężkich walkach, nadające się nie tylko do remontu, co na złom. Czasem więc takie loty kończyły się awaryjnymi lądowaniami i katastrofami. Zawsze były jednak emocjonującą przygodą. Zwłaszcza sytuacje, kiedy w ręce lotniczek oddawano myśliwce Spitfire.

Wszyscy je kochali, ale kobiety – szczególnie mocno – wspominała Jadwiga Piłsudska. Giles Whittell przytacza w tym miejscu interesujący opis lotu tym najsłynniejszym brytyjskim myśliwcem, autorstwa Jackie Sorour, jednej z lotniczek ATA:

Zaczęłam niezręcznie. Poczułam moc płynącą przez Spitfire’a. Zdumiona, ale i pobudzona nagłym warkotem silnika Merlin, który zdawał się drżeć z niecierpliwości, by wreszcie być w swym żywiole, stać się wolnym, wykołowałam z wiatrem na koniec pasa. (...) Kilka sekund później mknęłam w powietrzu maszyną, która z lotu czyniła poezję. Zapoznawałam się ostrożnie z urządzeniami sterowniczymi, tymczasem ziemia niesamowicie szybko spadała. Zachwyciło mnie wyczulenie na ruchy sterów i ochocze reakcje samolotu. Śpiewając z radości i ulgi, zanurkowałam, wzleciałam wysoko i spiralą przebiłam się przez rozproszone chmury, po czym wróciłam na kurs.

Jadwiga Piłsudska, Anna Leska i Stefania Wojtulanis to tylko jedne z wielu dzielnych kobiet, które z całego serca zaangażowały się w służbę w ATA. Pobyt w Anglii zresztą całkowicie odmienił ich życie. Jadwiga i Anna na jednej z kolacji organizowanych przez brytyjską Polonię poznały swoich przyszłych mężów – dzielnych, młodych, oficerów, jak przedstawia ich Whittell.

Wybranek Piłsudskiej, Andrzej Jaraczewski, służył w Marynarce Wojennej. Wydostał się z Polski na jednym z okrętów, które uciekły z Gdyni, zanim port zdobyli Niemcy. Wybranek Leskiej, Mieczysław Daab, był lotnikiem, obserwatorem. Strącono go nad Niemcami, spędził dwa lata w Stalagu Luft III w Żaganiu – pisze autor „Kobiet w kokpicie”.

Porucznik pilot Jadwiga Piłsudska wyszła za mąż za kapitana pilota Andrzeja Jaraczewskiego w 1944 roku. Po wojnie została w Wielkiej Brytanii, została architektem. Do ojczyzny wróciła w 1990 roku, po odzyskaniu przez Polskę niepodległości. Dziś przyznaje, że lata spędzone w Wielkiej Brytanii, w czasie służby lotniczej, były jednymi z jej najlepszych w życiu. Podobnie jak i pozostałe dziewczyny z ATA, które czuły, że robią coś bardzo ważnego. Choć w konserwatywnym wyspiarskim społeczeństwie było czymś nie do pomyślenia, by kobieta siadała za sterami wojskowej maszyny, one – młode, pełne energii – w ogóle się tym nie przejmowały. Ich jednostka skupiała lotników i lotniczki z różnych krajów. Oprócz całego szeregu Brytyjek i trzech Polek, służyły tam również Amerykanki, Kanadyjki, Holenderki, a nawet Nowozelandki i jedna emigrantka z Chile. W ATA można było spotkać pilotów z 28 krajów. Giles Whittell w swojej książce poświęconej – jak sam pisze – zapomnianym bohaterkom II wojny światowej przypomina te najbardziej odważne z kobiet z kokpitów, między innymi Jackie Cochran, Diane Barnato Walker czy Pauline Gower. Opisuje na przykład historię niełatwego lotu Amy Johnson z Anglii do Australii oraz dramatyczną historię zaginięcia Joan Page i Audrey Sale-Barker po awaryjnym lądowaniu w afrykańskim buszu. Z wieloma lotniczkami – tak jak z Jadwigą Piłsudską – rozmawiał. Dzięki temu jego książka pełna jest awanturniczych historii relacjonowanych z pierwszej ręki i bardziej przypomina powieść przygodową niż publikację historyczną.

Każda ze stu trzydziestu dziewięciu lotniczek służących w ATA, którym udało się przeżyć wojnę, mogłaby spisać wspomnienia – podsumowuje swoją książkę Giles Whittell. – Ich wspólna historia warta jest opowiedzenia, nawet niedoskonałego, tym, którzy myślą, iż w kokpicie Spitfire’a mógł zasiadać tylko mężczyzna.

Giles Whittell, "Kobiety w kokpicie", Wydawnictwo Wiatr od Morza