Dziennik Gazeta Prawana logo

Krzysztof Leski, syn "Bradla": Mój ojciec był bohaterem. A ja? Dupa, nie bohater

18 lutego 2017, 14:00
Ten tekst przeczytasz w 5 minut
Krzysztof Leski, syn Kazimierza Leskiego ps. Bradl
Krzysztof Leski, syn Kazimierza Leskiego ps. Bradl/Newspix
W mundurze niemieckiego generała wykradł plany Wału Atlantyckiego. W Powstaniu Warszawskim dowodził oddziałem. Nie dał się złamać ubeckim śledczym. Dziesięć lat siedział w stalinowskim więzieniu. Kazimierz Leski był bohaterem, ale o swoim życiu nie chciał opowiadać nawet własnemu synowi.

MARIUSZ NOWIK: Jak pan wspomina ojca?

KRZYSZTOF LESKI: To ciekawe, bo jeszcze kilka dni wcześniej inaczej odpowiedziałbym na to pytanie.

A jak pan odpowie dziś?

Dotąd miałem dość wyraźnie ustaloną hierarchię emocji związanych z ojcem. Jako pierwsze kojarzy mi się z nim uczucie niedowierzania, bo trudno uwierzyć w to, co on w życiu wyprawiał. Kiedy moje niedowierzanie przerodziło się w pewność, że to wszystko przydarzyło mu się naprawdę, pojawiło się we mnie uczucie numer dwa, czyli podziw. Z tej samej przyczyny. Wiele razy zastanawiałem się, czy potrafiłbym tak jak on zachować kamienny spokój w sytuacjach, kiedy za najdrobniejszy błąd, za nieostrożność, wręcz za przejęzyczenie czy pomyłkę w akcencie groziło aresztowanie i pluton egzekucyjny. I wreszcie trzecie uczucie – zazdrość. Wynikające trochę ze świadomości, iloma talentami obdarzony był mój ojciec. Podziwiałem go zwłaszcza za znajomość języków. Mówił chyba w kilkunastu. A na samym końcu pojawiała się odrobina żalu.

Żalu?

Bo ojciec, kiedy dowiedział się, że matka jest w ciąży, obrócił się na pięcie i poszedł w swoją stronę. Zgodził się poznać mnie dopiero wtedy, gdy miałem 19 lat.

Krzysztof Leski, syn Kazimierza Leskiego ps. Bradl

Będąc dzieckiem, czuł się pan skrzywdzony przez ojca?

Nie umiem odpowiedzieć na to pytanie. Nie potrafię przywołać w pamięci uczuć do niego z tak wczesnego okresu życia.

(...)

Jakie wrażenie zrobił na panu przy pierwszym spotkaniu?

Pamiętam, jakby to było wczoraj. Umówiliśmy się w Pałacu Staszica na górze, tam była taka mała zaciszna knajpka. Trochę rozmawialiśmy, ale w zasadzie bez emocji. Pomyślałem, że mam przed sobą nawet miłego starszego pana, który zdawał się podzielać sporo moich zainteresowań. No i był moim ojcem, więc budził ciekawość.

Próbował pan przejrzeć się w jego twarzy?

Pamiętam, że szczególnie przyglądałem się jego włosom.

Dlaczego akurat włosom?

Miał wtedy 65 lat i nie miał jeszcze zakoli. No i proszę, jaki los jest niesprawiedliwy. Jestem dużo młodszy niż on wtedy i już mam zakola.

Ale może odziedziczył pan jakieś inne atuty?

Raczej niewiele. Wciąż zazdroszczę mojemu ojcu na przykład niebywałego talentu do zasypiania. Wyobraźmy sobie, że w trakcie naszej rozmowy mówię: „Przepraszam, na chwilę się zdrzemnę”, odchylam głowę i zanim pan policzy do trzech, już śpię.

Tak po prostu? Na zawołanie?

W ciągu zaledwie kilku sekund. Gdzie jest to dziedziczenie genetyczne, skoro ja od trzeciego roku mam nieustanne problemy z zasypianiem? Przepraszam, denerwuję się, ale to mnie naprawdę wk...wia – i może pan tak napisać. Nie byłby pan wkurzony na moim miejscu? Facet włada kilkunastoma językami, a ja w zasadzie biegle tylko jednym, poza polskim. Facet śpi na komendę, a ja noc w noc przewracam się po kilka godzin z boku na bok, zanim zasnę. Facet nie łysiał, ja łysieję. No przepraszam bardzo, gdzie ta sprawiedliwość? Nie mówiąc już o tym, że był bohaterem, a ja? Dupa, nie bohater. (śmiech)

Przecież z komuną pan walczył.

Mam za sobą dość solidny epizod podziemia w latach 80., ale nie nazwałbym tego bohaterstwem. To był prosty wybór między posiadaniem twarzy a jej utratą. Jeśli chciałem spojrzeć na siebie w lustrze przy goleniu, to wybór wydawał się oczywisty. A muszę patrzeć uważnie, bo skoro wychowywałem się bez ojca, to nie umiem się golić i ciągle się zacinam.

Porównywał się pan do ojca w tym lustrze?

Pyta pan o mój wygląd czy o wybory?

O jedno i drugie.

Wielu naszych wspólnych znajomych powtarzało mi, że jestem do ojca bardzo podobny. Matka dostrzegała więcej naszych wspólnych cech. Jest gdzieś takie zdjęcie z lat jego młodości – albo tuż sprzed wojny, albo z początku lat 40. – na którym ponoć przypomina mnie z czasów, kiedy byłem niespełna trzydziestolatkiem. Ale ja jakichś specjalnych podobieństw fizycznych nie dostrzegałem. Podobnie nie wydaje mi się, by można było w czytelny sposób odnieść jego wybory do moich.

Warszawa, 22 marca 1996 roku. Kazimierz Leski odbiera medal "Sprawiedliwy wśród narodów śwata" przyznawany przez Instytut Yad Vashem za ratowanie Żydów w czasie II wojny światowej

Wystarczy spojrzeć na ryzyko. Nie ma tu czego porównywać. On w konspiracji ryzykował życiem praktycznie bez przerwy, mnie w najgorszym razie groziło nie więcej niż 3 lata więzienia. Nie zamierzam bronić czy wychwalać komunistów, ale nie miałoby ono nic wspólnego z więzieniem stalinowskim, w którym siedział mój ojciec. Pamiętam, jaką miał minę, kiedy odwiedził mnie na Białołęce w czasie mojego internowania w stanie wojennym. Aż było mi głupio. Milczał, rozglądał się po sali widzeń i całym sobą dawał do zrozumienia, że moja martyrologia w porównaniu z jego martyrologią to gówno. Zgadzam się z nim, ale wtedy liczyłem na co innego.

Że poklepie pana po ramieniu i wesprze moralnie?

Coś w tym rodzaju. Ale to byłoby zupełnie nie w jego stylu. On był twardy, nie dał się złamać ubeckim śledczym. Wyobraża pan sobie, że rzucił palenie w czasie odsiadki? Jaką trzeba mieć potężną siłę woli, żeby przestać palić w stalinowskim więzieniu? Nas w czasie internowania Episkopat zasypywał papierosami. Paliłem, ile tylko chciałem, zajadałem się czekoladą, a na kolację dostawałem bułkę z kabanosem.

Może stąd ta dezaprobata w oczach ojca?

Ja mu o tych rarytasach nie wspominałem. Podejrzewam jednak, że on w więzieniu kabanosów nie dostawał...

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj