Tata, coś ty zrobił – pyta ojca w zapowiedzi filmu „Jack Strong” syn Ryszarda Kuklińskiego. Pracowałem dla obcego wywiadu – odpiera grany przez Marcina Dorocińskiego bohater. 42 tysiące stron dokumentów dotyczących m.in. czołgów T-72 i rakiet Strzała 2, jakie pułkownik przekazał amerykańskiemu wywiadowi, uczyniły go najbardziej znanym podwójnym agentem PRL-u. Kukliński nie był jedyny. Mniej znani oficerowie służb i wojska komunistycznego, którzy przeszli na drugą stronę, żyją do dziś. Większości nie uznano za bohaterów.

W 1958 r. w trakcie pobytu za granicą kontakt z Amerykanami nawiązał ppłk Michał Goleniewski, szef wydziału VI departamentu I MSW, zajmującego się wywiadem naukowo-technicznym. Do Amerykanów zaczęły docierać listy z informacjami o polskim wywiadzie podpisane przez „Heckenschuetze”, czyli strzelca wyborowego. Szybko okazało się, że dane od snajpera są prawdziwe. Dzięki nim ujęto wielu podwójnych agentów i informatorów. Goleniewski oddał się w amerykańskie ręce, kiedy wyszło na jaw, że ma w Berlinie kochankę, co mogło stać się podstawą do usunięcia ze służby. W 1961 r. przyjechał z nią do ambasady USA taksówką. W trakcie dwóch lat przesłuchań przekazał wiele bezcennych informacji o metodach naszego wywiadu. W USA osadzono go w wiejskiej willi, a następnie w mieszkaniu na Manhattanie. Tam zaczął podawać się za cudownie ocalałego carewicza Aleksego. Zmarł w 1993 r.

Dotkliwe dla polskiego wywiadu było przejście na drugą stronę por. Andrzeja Kopczyńskiego. Był absolwentem pierwszego rocznika, który ukończył Ośrodek Kształcenia Kadr Wywiadu w Starych Kiejkutach. Studiował m.in. z Gromosławem Czempińskim. Podczas stażu językowego w Niemczech zgłosił się do ośrodka dla uchodźców. Chociaż był oficerem ze zbyt krótkim stażem, żeby prowadzić własną siatkę, to przekazał na Zachód cenną wiedzę dotyczącą programu kształcenia w OKKW, a także zdekonspirował osoby, z którymi studiował. W wyniku jego działań w MSW zapadły decyzje, aby ze względów bezpieczeństwa absolwentów pierwszego rocznika z wywiadu wycofać zza granicy z obawy przed próbami werbunku. Kopczyński po upadku żelaznej kurtyny wrócił do Polski. Bez sukcesu próbował prowadzić biznes. Firmowe plany pokrzyżowali dawni znajomi z wywiadu PRL. Według relacji kolegi ze szkolenia w Kiejkutach Kopczyński o pomoc prosił nawet Czempińskiego. Ten, uznając oficera za zdrajcę, wyrzucił go z gabinetu.

Zdarzało się, że oficerowie wywiadu przechodzili na zachodnią stronę podczas urlopu. Tak było w sierpniu 1983 r. w przypadku ppłk. Jerzego Korycińskiego. Informacje od niego mogły przyczynić się do zdekonspirowania Mariana Zacharskiego. Na urlopie w amerykańskie ręce oddał się także ostatni oficer wywiadu, który przeszedł na drugą stronę – mjr Ryszard Widerski. Pracował m.in. w wydziale, na czele którego stał Czempiński. Wiedział sporo na temat systemów zabezpieczeń w placówkach dyplomatycznych, pracy rezydentur i metodach łączności. Na Zachód przekazał pewnie wiele informacji personalnych. Jak były dokładne, niech świadczy to, że do oficera polskiego wywiadu w placówce w Nigerii, który z Widerskim w centrali siedział w jednym pokoju, zgłosił się oficer CIA, podejmując próbę werbunku.

Historycy komentują, że defektorów kusił zachodni standard życia. – Dochodziły do tego kwestie ideologicznie, ale prawdopodobnie większość chciała się po prostu urządzić na Zachodzie – mówi Witold Bagieński z IPN. Większość tych, którzy zmienili strony, mogła liczyć na hojność amerykańskiego rządu i godną emeryturę na koszt podatnika z USA.