Była wicepremier wyznaje w wywiadzie, że "bardzo lubi wróżby i horoskopy, poprawiają jej humor".

Unijna komisarz opowiada też o swojej ostatniej wizycie u numerolożki. - Niedawno numerolożka postawiła mi horoskop z daty urodzenia. Jestem Wodnikiem. Powiedziała, że wszystko w moim życiu dzieje się w sposób bardzo naturalny dzięki mojej dobrej pracy. Ta pani nic o mnie nie wiedziała, a wszystko się zgadzało, nawet daty - mówi. A wszystko to w odpowiedzi na pytanie o rolę losu i ciężkiej pracy w tym, co do tej pory udało się jej osiągnąć.

Drwinom internautów nie ma końca. I ona była wicepremierem dużego kraju w środku Europy - piszą jedni użytkownicy Twittera. Inni podkreślają: Bieńkowska twierdzi, że numerolożka "nic o niej nie wiedziała". Jasne. Numerolożka była trzymana w piwnicy przez ostatnich 7 lat.

Autoagresyjny wzgórek Merkurego

W odpowiedzi na dygresję o numerologii dziennikarka "Vivy!" poprosiła Bieńkowską o podanie jej lewej ręki. - Nie widzę u Pani wzgórka Merkurego, co znaczy, że nie tkwi w Pani autoagresja, nie stawia Pani sobie wymagań, do których za wszelką cenę będzie dążyć, co w końcu stałoby się Pani zgubą - powiedziała.

- O, dziękuję, bardzo lubię wróżby i horoskopy, poprawiają mi humor. Zwłaszcza, że ten numerologiczny usłyszałam, kiedy byłam w złym momencie. I on mnie podbudował - skomentowała unijna komisarz. Więcej temat wróżb i horoskopów nie był w czasie tej rozmowy podnoszony.

Pani komisarz u wróżki

Internauci podkreślają, że główny problem wcale polega nie na tym, że Elżbieta Bieńkowska chodzi do wróżki. - Cała masa polityków korzysta z numerologii i astrologów. Problem z Bieńkowską polega na tym, że się tym publicznie chwali, przekonują. Ba, pojawiają się także opinie, że wywiad wyglądałby podobnie, gdyby udzieliła go gimnazjalistka.

Nie wierzę, że wywiad z Bieńkowską w Vivie jest prawdziwy. To jest po prostu za głupie, napisał z kolei redaktor naczelny "Super Expressu".

To kolejna wpadka polityka związanego z PO, w związku z pojawieniem się w tzw. kolorowym magazynie. Poprzednia dotyczyła premier Ewy Kopacz. Najpierw dyskutowano o jej zdjęciu na okładce "Vivy!", któremu zarzucano zbyt dużą ingerencję Photoshopa, potem rozpętała się afera związana z lokowaniem produktu - a konkretnie strojów, w których Kopacz dała się sfotografować. CZYTAJ WIĘCEJ NA TEN TEMAT >>>