- Ustawa jest potrzebna i podstawowy jej wymiar to zdekomunizowanie TVP oraz uwolnienie jej od sitw - mówiła w Sejmie Ewa Stankiewicz w czasie wysłuchania publicznego, dotyczącego reformy mediów publicznych. - Kto otarł się o prace w TVP, tak jak ja, ten wie, jak potworny to garb, z którym nikt do tej pory sobie nie poradził - przekonywała prawicowa dziennikarka.

Jej zdaniem projektowi ustawy o mediach narodowych utrącono kręgosłup, bo usunięto z niego zapis, mówiący o tym, że wygasną umowy wszystkich pracowników mediów publicznych.

- Jeśli nie wyprowadzicie wszystkich ubeków, pochowanych po nieoznakowanych pokojach, których jest co najmniej kilkaset, jeśli z tego zrezygnujecie, to znaczy że nie mamy po co debatować - mówiła.

Autorka „Trzech kumpli” zaatakowała też KRRiT („skrajnie upolityczniona”) oraz przedstawicieli organizacji, które w czasie wysłuchania publicznego wypowiadały się krytycznie na temat projektu.

- Mam wrażenie ze wszystko, co nie gwarantuje wyłączności poprzedniej władzy jest przedstawiane, jako niezgodne z konstytucją czy upolitycznione. I mówią to organizacje kryjące się pod bardzo pięknymi nazwami, które mają na ustach demokrację, obronę praw człowieka, obronę wolności. Nie słyszałam od nich ani słowa sprzeciwu, gdy zwalniani byli dziennikarze z mediów publicznych. Trudno mi uwierzyć w uczciwości i dobrą wolę, tych organizacji, które rozczłonkowały się na tej sali i głos podzieliły na role - mówiła Stankiewicz.

Na jej wystąpienie ostro zareagowali nie tylko członkowie Ruchu Obywateli Kultury, ale tez Iwona Śledzińska-Katarasińska z PO.

- Mam nadzieję, że to pierwsze i ostatnie takie wystąpienie na tej sali - mówiła była szefowa sejmowej komisji kultury.

- Jak się mówi o organizacjach, które od 6 lat walczą o reformę systemu mediów publicznych, także we współpracy z obecną władzą, że chcą wrócić do starego systemu, to się je obraża. Na wysłuchaniu publicznym nie chciałabym też słyszeć, że ktoś pełni obowiązki Polaka - mówiła posłanka PO.

To komentarz do wypowiedzi Stankiewicz, która powołała się na termin ukuty przez historyka. - Polska jest krajem chrześcijańskim i katolickim. Być może to jest przykre dla niektórych z państwa, potomków - posłużę się tutaj terminem, który usłyszałam od polskiego historyka pochodzenia żydowskiego - terminem "pełniących obowiązki Polaka" - mówiła.

Tolerowanie antysemityzmu na tej sali jest niedopuszczalne - padło z sali po jej wystąpieniu. Stankiewicz zaś odpowiadała, że mamy do czynienia z mową nienawiści.

Wolność słowa nie zakłada nienawiści - komentował szef KRRiT Jan Dworak. Głosów z sali było więcej, ale każdy po chwili cichł, bo wyłączano im mikrofony.

Przewodnicząca komisji kultury, Elżbieta Kruk próbowała uciszyć salę broniąc Stankiewicz, że każdy ma prawo wyrazić swoją opinię, bo „mamy demokrację i wolność słowa”.

Wystąpienie dziennikarki sprowokowało Jana Dworaka, który przyznał, że nie miał zamiaru zabierać głosu, ale podkreślił, że na antysemityzm nie ma zgody. - Powiedzenie, że to był historyk żydowskiego pochodzenia, ale porządny człowiek, to przykład miękkiego antysemityzmu - mówił do Stankiewicz.

Do jej wystąpienia nawiązał także m.in. Seweryn Blumsztajn z Towarzystwa Dziennikarskiego. - Nazywam się Seweryn Blumsztajn, pełnię obowiązki Polaka. Pani Ewie Stankiewicz chciałem powiedzieć, że w ramach pełnienia tych obowiązków wylądowałem na Rakowieckiej dwa lata przed jej urodzeniem, a potem tam wiele razy jeszcze byłem - oświadczył.

Stankiewicz oburzona słowami Dworaka tłumaczyła, że nigdy nie dała powodu, by być posądzona o dyskryminację czy to z powodu rasy czy też pochodzenia. - Albo Pan kompletnie nie zrozumiał, albo celowo dopuszcza się manipulacji. Mówiąc o pełniących obowiązki Polaka powołałam się na wykład historyka, który posłużył się tym terminem. To syn komunistów, którzy zaprowadzali tutaj reżim, ale o niepodległościowych przekonaniach i w tym sensie mówiłam o nim “porządny człowiek”.

We wtorkowym wysłuchaniu publicznym wzięło udział kilkadziesiąt osób - przedstawicieli fundacji, instytucji, twórców i organizacji branżowych. Dotyczyło trzech projektów ustaw autorstwa PiS, przygotowanych w ministerstwie kultury pod kierownictwem Krzysztofa Czabańskiego: o mediach narodowych; o składce audiowizualnej oraz o przepisach wprowadzających ustawę o mediach narodowych i ustawę o składce audiowizualnej.