"Afgańska strategia USA to kompromitacja"
"Uważam, że jest ona podwójnie kompromitująca. Przede wszystkim słynna mowa do kadetów w West Point, w trakcie której prezydent ujawnił kulisy swojej decyzji w sprawie Afganistanu, była bardzo niefortunna" - mówi o afgańskiej strategii Białego Domu John Bolton, były ambasador USA przy ONZ, były zastępca sekretarza stanu.
- Iran gorszy niż Irak. Będzie wojna?
- "Kraje bałtyckie bezpieczniejsze dzięki nam"
- Tłumacz zabił dwóch żołnierzy USA
- Siły NATO zaatakowały... sojuszników
- 18 tys. Amerykanów wiosną w Afganistanie
- Zamach obok bazy USA w Kabulu
- Afganistan samodzielny za pięć lat
- Ananicz reprezentantem UE w Afganistanie?
- Szef NATO chce rozmawiać z talibami
- Matura bez bólu >>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-22

temp. min 6°C max. 31°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Radosław Korzycki: Minął pierwszy rok prezydentury Baracka Obamy. W dzisiejszym orędziu nakreślił on zarys swej strategii na przyszłość. Czas też jednak na bilans. Wielu komentatorów zarzuca prezydentowi, że angażuje się jeszcze bardziej w Afganistan, a przecież obiecywał się stamtąd z czasem wycofać. Co pan sądzi o afgańskiej strategii Białego Domu?
John Bolton: Uważam, że jest ona podwójnie kompromitująca. Przede wszystkim słynna mowa do kadetów w West Point, w trakcie której prezydent ujawnił kulisy swojej decyzji w sprawie Afganistanu, była bardzo niefortunna. Nie da się nie zgodzić z koncepcją, że inne kraje NATO muszą się tam bardziej zaangażować. Ale prezydent swój apel przedstawił w tak mizerny i mało stanowczy sposób, że od razu Paryż i Berlin mogły powiedzieć „nie”. I to jest pierwsza kompromitacja.
A ta druga?
No właśnie. Najbardziej niepokoi mnie to, że Obama chcąc tak naprawdę sprostać swoim obietnicom wycofania wojsk, nakreślił plan wyjścia, zaczynając od odwrotu pierwszego kontyngentu latem 2011 r. To najgorszy krok z możliwych. Myślę, że to w konsekwencji tak naprawdę podcina całą koncepcję zwiększenia liczby wojsk pod Hindukuszem. Prezydent zdradza kompletne nieprzygotowanie, lekceważy ludzki i ekonomiczny wysiłek wystawienia 35 tys. żołnierzy. Bo jeżeli wysyła się do Afganistanu nowy kontyngent z jasno określoną datą powrotu, to jest to sygnał dla Al-Kaidy i talibów, że jeśli będą cierpliwi i poczekają dość długo, to wojska amerykańskie wyjadą i wszystko wróci do normy. Znowu będzie można wyjść z kryjówki. Musimy oczywiście poczekać na skutki nowej strategii, ale jej start był fatalny.


























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!