To w Polsce nie zdarza się często - wspólne stanowisko szefów dwóch potężnych, na co dzień ostro konkurujących firm. Jan Krzysztof Bielecki, prezes Pekao SA, i Jerzy Pruski, prezes PKO BP, ostrzegają dzisiaj na łamach "The Wall Street Journal Polska" przed podstawowym zagrożeniem dla polskiej gospodarki w najbliższych miesiącach: brakiem kredytu.

Ta sytuacja już dotknęła przeciętnych klientów banków pod postacią znacznego ograniczenia dostępności kredytów mieszkaniowych, zwłaszcza tych we frankach szwajcarskich. Ale Pruski i Bielecki idą w swojej diagnozie znacznie dalej: trudności banków z finansowaniem nowych pożyczek mogą się pogłębiać. Dotychczasowe źródła pieniędzy dla banków - na przykład z lokat klientów - zaczynają tracić swój potencjał. Gospodarka, firmy będą dostawać znacznie mniej kredytowego smaru, niż jest to im potrzebne do przetrwania ciężkich czasów. Efekt? Jeżeli nic się nie zmieni - nawet "załamanie popytu w gospodarce", jak piszą szefowie największych polskich banków.

Podstawowa przyczyna takiej sytuacji jest jedna i ta sama od kilku miesięcy - kryzys światowego systemu finansowego, utrata zaufania między bankami, załamanie się rynku międzybankowego. Tyle że jest to sytuacja nadzwyczajna, która wymaga nadzwyczajnych środków zaradczych. A te mogłaby zapewnić przede wszystkim szeroka akcja Narodowego Banku Polskiego wspierająca nasz sektor bankowy. Owszem, NBP zapewnia rynkowi międzybankowemu bieżącą płynność. Ale to po prostu zbyt mało, aby kredyt już wkrótce nie stał się w Polsce nieosiągalnym luksusem.

Należy zrobić wszystko, żeby nie ziściły się czarne kredytowe scenariusze, twierdzą Bielecki i Pruski. Jeżeli by tak się stało, jak to elegancko ujmują, wzrasta ryzyko "ograniczenia możliwości rozwoju gospodarki w 2009 roku". Czyli wówczas - już dodaję od siebie - do serca trzeba będzie wziąć sobie tylko jedną pulę prognoz dotyczących naszego rozwoju. Tych w najmniej optymistycznych barwach.