Wczoraj rano w telewizji wicepremier polskiego rządu i minister gospodarki Waldemar Pawlak jakby nieco mimochodem ogłasza, że rząd pracuje nad programem wsparcia dla kredytobiorców. Ale właściwie to nie wiadomo, czy pracuje, czy to tylko pomysł wicepremiera podsunięty paru innym ministrom. Pawlak używa bowiem zwrotów typu „państwo mogłoby” oraz „rozmawia” i „namawia” szefów innych resortów.

Przecież to groteska. Przede wszystkim od zwykłej ludzkiej strony. Tysiące ludzi jest przerażonych tym, co słyszą o sytuacji w gospodarce. O redukcjach, zwolnieniach, oszczędnościach. Mają na karkach kredyty bądź nie mogą ich dostać. Codziennie patrzą na kurs nieszczęsnego franka. I co mają sądzić o pomyśle Ministerstwa Gospodarki? Wnosząc po pierwszych reakcjach internautów, dodał im otuchy, nadziei. Całkiem często w komentarzach powtarzało się określenie „nareszcie!”. Nareszcie? Niestety nie.

Pomysł Pawlaka jest tylko pomysłem. Do jego realizacji daleka droga, o ile w ogóle. Nie ma żadnego poważnego projektu, żadnych szczegółów, nie ma odpowiedzi na podstawowe pytania, nie ma nic. Kto miałby uczestniczyć w programie? Na jakich zasadach? Kiedy? Jakie kredyty obejmie program: złotowe, walutowe? I wreszcie pytanie podstawowe: skąd rząd wziąłby pieniądze na całą operację w pogarszającej się sytuacji państwowej kasy? Ile by to mogło kosztować? Niespecjalnie wiadomo, skąd się wzięła kwota wymieniana przy okazji wywiadu przez wicepremiera – 150 mln zł na pomoc dla zagrożonych kredytów. Co więcej, w jego pomyśle, delikatnie mówiąc, mało zorientowane są inne resorty, z Ministerstwem Finansów na czele. Nie dodaje to powagi rządowi.

Pawlak w ciągu tych paru minut powiedział też drugą zastanawiającą rzecz. Otóż według niego rządowe wsparcie dla zagrożonych kredytów zapobiegnie kłopotom banków. I znowu na usta cisną się pytania: czy jest coś, o czym nie wiemy? Jakie kłopoty banków? Czyżby sektor bankowy spodziewał się jakichś poważniejszych problemów i do ich rozwiązywania powinien włączyć się rząd? Jak się do tego mają uspokajające deklaracje prezydenta, premiera, ministra finansów, prezesa banku centralnego, szefa nadzoru i wreszcie samych bankowców?

To zbyt dużo pytań jak na jeden niezbyt długi wywiad telewizyjny. Być może premier Pawlak chciał zabłysnąć, chciał być cytowany. Swój efekt osiągnął. Nie mogę jednak pozbyć się wrażenia, że czasy są zbyt skomplikowane, żeby robić z siebie gwiazdę w taki właśnie sposób.