Maciej Walaszczyk: Czy spodziewał się pan, że Kazimierz Marcinkiewicz nie tyle będzie się rozwodził ze swoją żoną, ale że zrobi to na oczach czytelników gazet, będzie organizował ustawiane sesje zdjęciowe u jubilera, wysyłał zdjęcia nowej narzeczonej?

Marian Piłka: To co wyprawia w mediach Kazimierz Marcinkiewicz, wygląda, jakby chciał powiedzieć: "Yes, yes, yes - mam nową żonę". Ale efekt jest niestety odrażający. Przez ostatnie lata nie miałem złudzeń co do jego poglądów politycznych i związanych z nimi zachowań. Jednak wydawało mi się, że człowiek o takiej przeszłości nastawi się może i na zarabianie pieniędzy, ale bez wyrzekania się własnych, twardych przekonań.

Jako polityk wywodzący się z ZChN Marcinkiewicz wielokrotnie deklarował wierność zasadom. Wygląda jednak na to, że w imię kariery i medialnej popularności jest w stanie z nich rezygnować, lub dość dowolnie je interpretować.

Mamy tutaj do czynienia z degradacją nie tylko jako polityka, bo mam wrażenie, że Kazimierz Marcinkiewicz, jako polityk jest już skończony, ale również człowieczeństwa. Dlatego, że człowiek sprawdza się m.in jako istota odpowiedzialna za losy kraju, wspólnoty, w tym tej najbliższej, czyli rodziny, dzieci i żony. Jeżeli ktoś zachowuje się w sposób tak infantylny i nieodpowiedzialny, to mam wrażenie, że miraż kariery również nie zostanie zrealizowany.

Ludzie w Polsce źle odbierają odchodzenie mężów od żon. Czy tak też będzie w przypadku tego znanego polityka?

Jestem przeciwnikiem poglądu, który głosi, że sprawy osobiste nie mają żadnego wpływu na ocenę polityka i sprawy publiczne. Człowiek jest pewną jednością i jego zachowania w sprawach rodzinnych, bardzo często ujawniają jego rzeczywisty stosunek do państwa, partii politycznej, czy wspólnoty w której żyje. Ocena indywidualnych zachowań polityka, w tym jego życia rodzinnego nie tylko ma wpływ, ale powinna mieć wpływ na ocenę jaką mu wystawiają ludzie. Jeśli nie potrafi dotrzymać słowa danego własnej żonie, jest nieodpowiedzialny za własne dzieci, to nie ma moralnych kwalifikacji do pełnienia funkcji politycznych.

Ale czy politycy nie mają prawa do rozwodu z żoną i do osobistego szczęścia?

Prawo do rozwodu, które we współczesnej kulturze jest traktowane jako prawo człowieka do wolności i samorealizacji, jest w istocie patologią społeczną. Małżeństwo i rodzina, to nie jest chwilowa fascynacja, chwilowe spełnienie oczekiwań natury seksualnej, ale zobowiązanie się do wierności, odpowiedzialności za własne dzieci. Człowiek w przeciwieństwie do świata zwierzęcego rodzi się jako zupełnie bezbronna istota i jego wychowanie trwa bardzo długo. Stąd ewangeliczny nakaz nierozerwalności małżeństw – by dziecku zapewnić bezpieczeństwo w całym tym okresie. Rozwód, to nie tylko złamanie przyrzeczenia danego własnej żonie lub mężowi, ale ogromna krzywda wyrządzona dzieciom. Badania pokazują, że jest to krzywda nienaprawialna. Np. ucieczka w narkomanię, lub rówieśnicze grupy przestępcze to właśnie efekt rozbicia rodziny. Rozwody mają również wpływ na wytworzenie się orientacji homoseksualnej, zwłaszcza wśród młodych chłopców, gdyż w sytuacji porzucenia rodziny przez mężczyznę, wytwarza się w takim dziecku negatywny stereotyp ojca i równocześnie wykrzywiony emocjonalny związek z matką. Również w okresie dojrzałym dzieciom z rozbitych małżeństw jest znacznie trudniej utrzymać jedność we własnym małżeństwie. Rozwód to wielka krzywda bez usprawiedliwienia.

Kazimierz Marcinkiewicz jako osoba publicznie znana, a swego czasu bardzo popularna, powinien dawać przykład?

Pismo Święte mówi, że komu więcej dano, od tego więcej wymagać należy. W moim przekonaniu "więcej wymagać" należy zwłaszcza od osób, które głoszą konserwatywne przekonania. Ludzie wiedzą, że nie muszą wymagać bardziej zasadniczych zachowań, od polityków liberalnych i lewicowych, ale od prawicowych tego właśnie oczekują.