Budżet wydaje się już nieaktualny. To kompromitacja ministra Rostowskiego. Nie było zresztą takich komentatorów, którzy uważaliby, że ten plan budżetowy jest wykonalny. Dlatego informacje o groźbie przekroczenia deficytu budżetowego nie są dla mnie zaskakujące. Minister finansów jeszcze dwa miesiące temu mówił o 5-proc. wzroście gospodarczym, że kryzys nie dotyczy Polski, a dzisiaj wszyscy będą szczęśliwi, jeśli wyniesie on 2 proc.

Każdy budżet jest oczywiście pewną prognozą, która ma wkalkulowaną orientację prowadzonej przez państwo polityki gospodarczej. Popełniono przy jego konstrukcji z pewnością jakiś wielki błąd. Teraz trzeba rozstrzygnąć, czy już się decydować na korektę tego budżetu, czy czekać. Wydaje się jednak, że jest nieuchronna, choć niestety zawsze wydaje się działaniem chaotycznym. Jest takie powiedzenie, że żaden pies nie lubi, jak mu się ogon odcina po kawałku, i - jak sądzę - podobnie jest z gospodarką. Dlatego potrzebne są nowy, porządny bilans i zastosowanie nowych środków. Nie sądzę jednak, by minister Rostowski był do tego zdolny, głównie z powodu doktryny, którą wyznaje. Jego postępowanie zaprzecza również temu, co deklarował premier, a więc postawie pragmatycznej. Być może premier stanie przed koniecznością jego dymisji, choć okoliczności polityczne go od tego pomysłu odwodzą.

Dla mnie sprawą podstawową jest wybór strategii. Ważne przy tym jest nie tyle, jaki jest deficyt na koniec lutego, ale jak duży będzie na koniec roku. Zawsze wydawało mi się, że gdyby założyć deficyt większy, miałoby to znaczenie psychologiczne dla przedsiębiorstw, bo sam popyt - przy zwiększonym deficycie, a co za tym idzie większych wydatkach - sprzyjałby większej produkcji. Teza moja jest w związku z tym taka, że jeśli założylibyśmy wysokość deficytu na poziomie 25 - 30 mld zł, przypuszczalnie istniała szansa, że właśnie na takim poziomie się on zatrzyma. Jednak kiedy zakłada się 19 mld zł, to obawiam się, że może się skończyć na 40 mld. A więc oszczędności, które lansuje rząd Tuska, mogą się okazać przeciwskuteczne.