Właściciel Polsatu gwałtownie poprawi rentowność Polkomtelu, operatora Plusa, i bardzo szybko odzyska wydane pieniądze. Uderzy w rynek masowy, zwiększając udziały w rynku komórek, bo żaden z rywali nie będzie mógł obniżyć cen tak bardzo, jak on. Najbardziej prawdopodobny scenariusz jest właśnie taki, a nie opowieści o rewolucji technologicznej, super szybkim internecie i mariażu sieci komórkowej z usługami telewizyjnymi.

Zygmunt Solorz-Żak umie oszczędzać. Kiedy w 1992 roku startował Polsat, podobno pytał: „Po co dwie kamery, nie wystarczy jedna?”, „Po co kupować oświetlenie? Nie możecie kręcić w dzień?”. Okazał się skuteczny w zdobywaniu rynku masowego. Już pod koniec lat 90. miał więcej widzów niż Program 1 TVP.

Nigdy nie stawiał na innowacje, zabójcze technologie, nastawiał się na masowego odbiorcę i proste, tanie usługi. Śmiano się z jego disco polo, a on wygrywał. Jeszcze kilka lat temu jego platformie Cyfrowy Polsat nie dawno szans, gdy zaczynała się rozpychać jako trzeci gracz na rynku. Teraz Plus może być tym dla komórkowych rywali, czym jest kosztowo i cenowo Cyfrowy Polsat dla pozostałych platform.

Już w komunikacie po zakupie Polkomtelu można znaleźć znamienne zdanie: „Nowe technologie pozwolą Polkomtelowi obniżyć koszty, co umożliwi przygotowanie nowych, atrakcyjnych ofert dla obecnych i nowych klientów sieci Plus”.

Bez większego wysiłku biznesmen jest w stanie ograniczyć koszty i zwiększyć zyski o pół miliarda złotych rocznie. Zwrot z inwestycji osiągnie szybciej niż w 10 lat, co jest świetnym wynikiem. Jeden z moich rozmówców z branży twierdzi, że gdyby się uparł, zwróciłby sobie wydatek 15 mld zł w 5 – 6 lat! I to wszystko, mimo że już teraz Polkomtel jest najbardziej rentownym operatorem w Polsce (pod względem EBiTDA). W ubiegłym roku zarobił na czysto 1,1 mld zł.

Gdzie właściciel Polsatu zetnie koszty? I dlaczego do tej pory tego nie robiono? Na starych rycinach świat podtrzymują trzy wielkie wieloryby. Podobnie jest na rynku komórek, zdominowanym przez Plusa, T-Mobile i Orange, na którym dopiero niedawno zaczął rozpychać się Play. Długo mieliśmy rodzaj oligopolu, dominacji trzech obrośniętych w tłuszcz wielorybów, gdzie o zaciekłej konkurencji nie ma co marzyć. Nie podgryzają się, zgodnie podtrzymując sklepienie. Po co więc ciąć koszty, toczyć wojny cenowe?

Kolejna rzecz to know-how. Solorz-Żak go ma – jest oszczędny, wie, jak ograniczać wydatki do minimum. A mając niskie koszty, będzie mógł obniżyć ceny. Pod tym względem nikt mu nie sprosta. Nie wystarczą takie ruchy ograniczające koszty, jak niedawna umowa Orange i T-Mobile o wspólnej rozbudowie infrastruktury.

Polkomtel zatrudnia armię 3 tys. ludzi, a jego wydatki na reklamę – według danych cennikowych Kantar Media – wyniosły 712,7 mln zł i były o 150 mln wyższe od drugiego w rankingu Orange. To pokazuje, jaki jest potencjał do obniżek, a reklamy w wykonaniu artystów z kabaretu Mumio przestały już bawić do łez. Można też ograniczyć inwestycje, które w ubiegłym roku wyniosły 800 – 900 mln zł, kupować tańsze modele telefonów itd.

Ale jak do ograniczania kosztów mają się zapowiedzi budowy wielkiej supernowoczesnej sieci internetu w technologii LTE, która umożliwia transfer danych z szybkością 100 Mb/s? Wzbudziły popłoch u konkurencji, która już teraz obniża ceny. A telewizja w komórce? Nie ma tu sprzeczności. Tylko koszty inwestycji w LTE, które jeszcze niedawno szacowano na 5 – 6 mld zł, będą zdecydowanie niższe i rozłożone na wiele lat.

I Solorz-Żak nie musi się z nimi spieszyć. Choć twierdzi, że już niedługo technologia LTE zrewolucjonizuje życie, a na świecie w tym roku sprzeda się już 330 mln smartfonów, wiadomo że w Polsce to melodia przyszłości. Na punkcie wideo i innych nowych usług w komórce oszalała na razie tylko Azja, gdzie młodzi ludzie niemal nie przestają wpatrywać się w swoje ekrany.