Nad Dnieprem wszyscy mają ustawowo wolny cały tydzień od Nowego Roku do prawosławnego Bożego Narodzenia, które przypada 7 stycznia. W Rosji dochodzi do tego jeszcze 8 stycznia. Z państw wschodniosłowiańskiego trójkąta tylko Białoruś oszczędniej gospodaruje dniami wolnymi od pracy.

Wschodni Słowianie tradycyjnie zajadają się sałatką oliwje, śledziem pod szubą i pielmieniami, siedzą pod noworoczną choinką i czekają na prezenty od Dziadka Mroza. A że śledzik lubi pływać, nawet jeśli jest pod szubą, w ciągu styczniowego tygodnia tylko Rosjanie pochłoną ponad miliard butelek alkoholu. W trakcie noworoczno-bożonarodzeniowej laby nie wychodzą gazety, nie pracują urzędy i prywatne firmy. Gospodarka, politycy i naród funkcjonują na pół gwizdka, większość spędza czas na odwiedzaniu znajomych i rodziny.

I dlatego początek stycznia to dla władz świetna okazja, by przeprowadzić najbardziej ryzykowne akcje. Być może dlatego to właśnie 31 grudnia do dymisji podał się Borys Jelcyn, którego na prezydenckim fotelu zastąpił Władimir Putin. Pierwsza zmiana na tym urzędzie w historii postsowieckiej Rosji była precyzyjnie przygotowana, ale jej termin, gdy ludzie szykowali się do noworocznego balowania, także wybrano nieprzypadkowo. Chodziło o to, żeby ograniczyć ryzyko, że w proces wmiesza się ktoś niepowołany. Niepowołani też w końcu świętowali.

W tym kontekście szczególnym ostrzeżeniem był grudniowy podwójny zamach w Wołgogradzie. Gdy wszyscy świętują, wielu zwalcza pochmielje (tak tu się określa kaca), a połowa ludzi podróżuje czym się da po całej Rosji, stosunkowo łatwo wmieszać się w tłum i dokonać zamachu terrorystycznego. Kaukascy terroryści tym razem popsuli specsłużbom święta. Te już dostały rozkaz zaostrzenia środków bezpieczeństwa w newralgicznych punktach Rosji.

Świąteczna nuda może się okazać wybuchowa także na Ukrainie. Wolne dni, zwłaszcza jeśli będzie im towarzyszyć dobra pogoda, mogą sprzyjać aktywności Ukraińców na kijowskim Majdanie Nezałeżnosti. Jednak władze w Kijowie również znają się na kalendarzu. Najlepiej może o tym zaświadczyć Jurij Łucenko, minister spraw wewnętrznych w rządzie Julii Tymoszenko, który rok spędził w janukowyczowskim więzieniu. Funkcjonariusze Służby Bezpieczeństwa Ukrainy zatrzymali go dokładnie 26 grudnia 2011 r., drugiego dnia zachodniego Bożego Narodzenia. Chodziło także o to, by ograniczyć oburzenie w Europie. Kolejny przykład jest jeszcze bardziej aktualny. Dziennikarkę Tetianę Czornowoł brutalnie pobito w nocy z 24 na 25 grudnia minionego roku.

Dlatego aktywiści z ukraińskiego Majdanu Nezałeżnosti wyczekują świąt ze szczególnym niepokojem. Gdy opinia publiczna jest zajęta jedzeniem i piciem, jest większe ryzyko, że zignoruje brutalne działania specjalnych oddziałów Berkutu przeciwko Euromajdanowi czy polujących na opozycjonistów dresiarzy, nazywanych tu tituszkami. Ukraińska mądrość ludowa mówi, że gdy 1 stycznia jest ciepło, wróży to nieurodzaj. Jeśli na scenie politycznej znów się zagotuje, nieurodzaj grozi całemu krajowi.