Zachodnia prasa interpretuje je jako wyraz determinacji. Majdan do Sikorskiego nie ma żalu. A samą misję Sikorskiego traktuje z szacunkiem. Warto powiedzieć wprost – nawet jeśli nie jest się entuzjastą ministra – Sikorski dał radę w Kijowie. Po podpisaniu porozumienia przestali ginąć ludzie. Czy można mówić o bardziej wymiernym dowodzie sukcesu?

Oto pozostałe argumenty za tym, że misja Sikorskiego była udana:

Po pierwsze, w praktyce zadziałał format weimarski. Polską determinację w dążeniu do uregulowania konfliktu wspierał autorytet Niemiec i Francji. Weimar z klubu dyskusyjnego zamienił się w realne narzędzie polityki międzynarodowej.

Po drugie, wyraźnie widać było, że Sikorski do swojej misji jest przygotowany. Bez wiedzy o tym, jaki jest stan reżimu Janukowycza, nie byłoby determinacji. Ostatnie lata to zasilenie kadr MSZ, MSW i bezpośredniego otoczenia premiera ludźmi, którzy rozumieją Wschód. Wiceministrem spraw zagranicznych została Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz z Ośrodka Studiów Wschodnich, która przez lata zajmowała się Rosją. Szefem MSW jest były członek rady programowej OSW Bartłomiej Sienkiewicz. Za służby specjalne w kancelarii premiera odpowiedzialny jest Jacek Cichocki, były dyrektor OSW. Trzy ważne postaci z punktu widzenia kryzysu na Ukrainie to osoby zawodowo zajmujące się Wschodem. Rozumiejące logikę działania fasadowych, oligarchicznych demokracji, takich jak system Janukowycza.

Po trzecie, Sikorskiemu udało się nakłonić Janukowycza do podpisania porozumienia, które w gruncie rzeczy wcześniej czy później musiałoby doprowadzić do jego upadku.

Po czwarte, nawet jeśli opozycja nie wywiązała się ze swojej części porozumienia, Sikorskiego to nie obciąża. Janukowycz jest już historią. A gdy nią nie był, podział był manichejski – prezydent stał po stronie zła. I każdy fortel do jego usunięcia wart był ryzyka.

Janukowycz od początku oszukiwał Sikorskiego w sprawie umowy stowarzyszeniowej z UE. Traktowaliśmy go jak szachistę. On jednak nie przestrzegał reguł. Jak mówił nam wiceszef Werchownej Rady Rusłan Koszułynski, po każdym ruchu prezydent ręką strącał figury. W grze z Sikorskim i opozycją padł w końcu ofiarą własnej taktyki, która została twórczo rozwinięta przez jego oponentów.

Dziś każdy jest ekspertem od Ukrainy. Wie, jak to wszystko miało się potoczyć. W dniu rozmów Sikorski – Janukowycz – opozycja wiadomo było tylko tyle, że na ulicy Instytutśkiej giną ludzie. Nie rozliczajmy Sikorskiego z detali. Należą mu się gratulacje.