Magdalena Rigamonti: Jest choroba, musi boleć - lekarze tak mówią.

Marcin Rawicz: Nie musi! W Polsce są wprowadzone ścisłe zasady leczenia bólu, tylko co z tego, jak jest opór środowiska.

Lekarzy?

I pielęgniarek, i sanitariuszy, i ratowników. Przywożą dzieciaka ze złamaną nogą, złamanie otwarte, dzieciak wyje, wrzeszczy, jęczy z bólu, a pogotowie daje mu czopek z paracetamolu. Codzienne zjawisko. Pytam się: a morfiny to u was nie ma w karetce? I słyszę, że jest, ale to przecież niebezpieczne. Wczoraj przywieźli matkę z rocznym chłopcem - spadła ze schodów z dzieckiem na rękach. Jej nic się nie stało, chłopiec - złamana kość udowa. W karetce nic dziecku nie dali.

Dlaczego?

Boją się, że umrze po leku przeciwbólowym. Jeszcze jak tylko sanitariusze jadą, to coś dadzą, ale nie daj Boże w karetce jest lekarz. Boi dać się cokolwiek. Dopiero u nas dziecko dostało morfinę, zostało uśpione, nałożono gips, rozpisano leki przeciwbólowe i już dziś widziałem, jak zadowolony wcinał śniadanie. Tłumaczę lekarzom i pielęgniarkom, że to jest taki ból, że morfina się po prostu należy. I nie ma żadnego niebezpieczeństwa. Doraźnie to najlepszy środek przeciwbólowy, który można podać dziecku i nic lepszego nie wymyślono. Jest też inny znakomity narkotyk - Fentanyl. Podaje się go przezskórnie, w formie plastrów.

Ma pan zgodę na dawanie tego dzieciom?

Nie ma blokady rejestracyjnej.

Rodzice wiedzą, że ich dziecko dostaje narkotyk?

Wiedzą, że dostaje Fentanyl. Po co mam ich straszyć? Będą chcieli, to sobie w internecie przeczytają. A jak mnie zapytają, to dostaną szczegółową informację. To nie jest problem. Rodzic się cieszy, że dziecko nie ma zastrzyków. Plaster starcza na trzy dni.

Cała rozmowa w piątkowym "Magazynie DGP"