Jeszcze kilka lat temu o patriotyzmie gospodarczym mówiło się rzadko albo wcale, a słowo „patriotyzm” było uznawane za pojęcie górnolotne. Dobrze, że dziś w coraz większym stopniu idea ta budzi uznanie wśród przedsiębiorców oraz przedstawicieli sektora publicznego. Wielokrotnie byłem pytany o to, jak rozumiem patriotyzm gospodarczy, który dla mnie jest tożsamy z mądrością gospodarczą. Na potrzeby naszej grupy zdefiniowaliśmy więc pięć zasad patriotyzmu gospodarczego, którymi się kierujemy:

● Po pierwsze, płacimy podatki w miejscu powstawania przychodów. Polak w Polsce, Słowak na Słowacji. Przez to pokazujemy swój szacunek do społeczności i kraju, w którym firma sprzedaje swoje produkty i usługi.

● Po drugie, wspieramy rodzime produkty i przedsiębiorców, bo jeśli tylko cena i jakość produktów nie odbiegają od innych, zawsze staramy się wybierać produkty wyprodukowane w naszym kraju.

● Po trzecie, współpracujemy z Polakami za granicą. Razem możemy się wspierać i budować relacje, które będą pomocne dla obu stron. Polacy za granicą mogą na bazie naszych firm i produktów osiągać własne sukcesy, a z drugiej strony to naturalnie najlepsi ambasadorowie naszego kraju i polskich produktów.

● Po czwarte, jesteśmy zawsze otwarci na zagranicę i inne kultury. Uczymy się od innych, wspieramy inwestycje zagraniczne oraz ekspansję międzynarodową. Dzięki temu możemy skutecznie prowadzić działalność w innych krajach oraz współpracować z przedsiębiorstwami zagranicznymi tworzącymi w Polsce dobre miejsca pracy.

● Po piąte, pracując w firmie zagranicznej, budujmy wartość dodaną dla naszego kraju. Bardzo cenię menedżerów pracujących dla firm zagranicznych, którzy starają się w swoich koncernach promować nasz kraj i przyciągać dodatkowy kapitał na inwestycję w wartość dodaną, nie traktując Polski jedynie jako rynku zbytu.

Podobne wartości i postulaty pojawiają się także w deklaracjach innych przedsiębiorców i polityków. Moda na produkty „made in Poland” trafiła pod strzechy na niespotykaną dotąd skalę i od kilku lat podbija serca milionów rodzimych konsumentów. Jednak Polska wciąż nie jest krajem bogatym, a przez ostatnie ponad 25 lat gospodarki rynkowej nie zbudowaliśmy prawdziwie globalnych firm. Jestem przekonany, że stać nas na więcej.

Zaczęliśmy dostrzegać, że sukces państw, które są ciągle znacząco bogatsze od nas, nie jest dziełem przypadku. O ich dobrobycie i przyszłości decyduje gospodarka, dlatego patriotyzm należy wyrażać poprzez jej wspieranie. Budowanie silnej gospodarki narodowej wymaga codziennego, konkretnego działania i myślenia w kategoriach wspólnego interesu. W tym sensie patriotyzm gospodarczy to dla mnie nic innego jak mądrość gospodarcza, z całym jej pragmatycznym i przyziemnym wymiarem. Tylko że to zejście z poziomu ideowego do wymiaru praktycznego wciąż jest dla nas, Polaków, wyzwaniem. Jak zatem powinni działać świat biznesu, urzędnicy oraz politycy?

Przyjazne państwo

Nie można uciec od tego, że dla każdej firmy kluczowe są realne uwarunkowania prowadzenia biznesu w Polsce. W końcu nasze sukcesy przekładają się na stabilne miejsca pracy, wyższe wpływy do budżetu państwa oraz budowanie pozytywnego wizerunku naszego kraju. Liczę, że deklarowane przez polityków poparcie dla patriotyzmu gospodarczego znajdzie odzwierciedlenie w konkretnych działaniach, które pomogą polskim firmom budować silną gospodarkę narodową. Co to oznacza?

Państwo – podobnie jak to robią kraje zachodnie – powinno wspierać firmy, które w największym zakresie zasilają jego budżet. Rodzime przedsiębiorstwa będą miały wówczas większe szanse na stworzenie dobrych, konkurencyjnych produktów oraz na skuteczną ekspansję międzynarodową. Dobry klimat do rozwoju polskich firm to nie tylko optymalizacja systemu ekonomicznego, ale także dobry system edukacji i lepsza komunikacja między poszczególnymi sektorami naszej gospodarki.

Zagraniczny kapitał musi pracować na dobrobyt obywateli naszego kraju, dlatego państwo powinno stosować zasady patriotyzmu gospodarczego także w stosunku do międzynarodowych korporacji, które u nas funkcjonują. Idąc wzorem Izraela, warto zrobić wszystko, żeby korporacje te np. lokowały w Polsce laboratoria i działy badawczo-rozwojowe. Zatrudnieni w nich Polacy wcześniej czy później będą zakładać własne firmy, dzięki zdobytemu doświadczeniu i kontaktom będą zaś w stanie zaoferować produkty znajdujące odbiorców na rynku globalnym.

Siła pragmatyzmu

Często powtarzam, że dbałości o rację stanu trzeba się uczyć od największych. Po ponad 25 latach w biznesie dostrzegam bowiem, że wciąż mamy syndrom społeczeństwa na dorobku. Przez to w wielu sytuacjach brakuje nam pewności siebie i odwagi.

Marzymy na małą skalę, sami ograniczając sobie pole do działania. Jednocześnie ciągle zbyt często Polak nie docenia Polaka i podświadomie preferuje – zarówno w sferze produktów, jak i usług – to, co zagraniczne. Gdzieś podskórnie nie mamy też zaufania do siebie nawzajem. Dotyczy to zarówno sfery biznesowej, jak i relacji na linii obywatel/przedsiębiorca – państwo. Powszechnie narzekamy na pensje, ale też nie pozwalamy sobie nawzajem dobrze zarobić. Chętnie płacimy, często sowicie za to, co niemieckie, amerykańskie, francuskie. Z jednej strony często z kompleksami wyceniamy swoją pracę i z zawstydzeniem komunikujemy to, ile chcielibyśmy zarobić, a z drugiej – oczekujemy od innego Polaka znacznie niższej ceny niż za porównywalny produkt od zachodniego kontrahenta.

Teraz Polska

Już 27 lat minęło od czasów transformacji ustrojowej i najwyższa pora, by dojrzale podchodzić do swojej pozycji wśród innych gospodarek narodowych. Trzymam kciuki za plan gospodarczy naszego rządu, bo moim zdaniem jest on warunkiem koniecznym do wejścia na ścieżkę rozwoju, która przybliży nas do krajów wysoko rozwiniętych. Nic jednak nie zastąpi aktywności, odwagi, mądrości i ciężkiej pracy polskich przedsiębiorców. Wierzę, że nasz rząd zrealizuje wiele celów ambitnego planu. Jeżeli jednak my, przedsiębiorcy, nie wykrzeszemy takiej samej energii i motywacji, jaką mieliśmy na początku lat 90., jeżeli nie porwiemy młodych Polaków do ciężkiej pracy w kierunku udowodnienia bogatym krajom, że w wielu wymiarach staliśmy się dla nich wartościowymi partnerami – to nawet najlepsze inwestycje i osiągnięcia rządu nie przybliżą nas do liderów światowej gospodarki.