Grzegorz Osiecki: Kongres oznacza dla Pis-u zwrot?

Prof. Antoni Dudek: Nie widzę żadnego przejawu zwrotu. Z przemówienia Kaczyńskiego wynika, że wszystko jest znakomicie. Są drobne problemy z Mieszkaniem plus, kadrami dyplomatycznymi czy kolejkami w szpitalach, ale widzimy raczej hurraoptymizm. Prezes Kaczyński jest zachwycony kierunkiem rządów i nie będzie on zmieniany, choć dostrzegam zakamuflowane przejawy ostrożności np. dotyczące służby zdrowia.

Chodzi o przełożenie decyzji o likwidacji NFZ na kolejną kadencję?

Do tej pory byłem przekonany, że likwidacja wejdzie od przyszłego roku. A tu nieoczekiwanie prezes oświadczył coś innego. Większość tego, co mówił to propaganda, że jest znakomicie i nawet, jeśli są drobne problemy to sobie z nimi świetnie radzimy. Ale jak poskrobiemy po tą wierzchnią warstwą to widać, że tak świetnie już nie jest. Likwidacja została przesunięta na drugą kadencję, więc być może na święte nigdy.

A dlaczego?

Bo dziś już sieć szpitali jest gigantycznym eksperymentem. Jako potencjalny pacjent, chciałbym, by życzenie prezesa się spełniło i sieć szpitali skróciła kolejki w ochronie zdrowia. Ale może stać się odwrotnie. Podobnie może być z reformą edukacji. Prezes skwitował ją już, jako wielki sukces. Do tej pory rozgrywała się na poziomie planistycznym, zobaczymy, co się stanie jak wejdzie w życie we wrześniu. Widzę to na przykładzie szkoły mojej córki, gdzie szatnie zostały zamienione na szkolne sale- pytanie jak to się sprawdzi. Kolejna kwestia to reforma szkolnictwa wyższego, gdzie także wszystko ma być świetnie, ale już prezes poinformował, że wziął na dywanik ministra Gowina i powiedział, że nie może być zagrożenia dla prowincjonalnych szkół wyższych. Podczas, gdy w pierwotnych założeniach zmian, mówiąc kolokwialnie miały one dostać pod głowie. Jak się prześledzi te różne obszary punkt po punkcie to okazuje się, że nie jest tak dobrze i prezes daje do zrozumienia, że jest sporo do naprawienia.

Jaką politykę PIS na resztę kadencji można odczytać z wystąpienia prezesa?

Moim zdaniem wyhamowywania przemian. Oczywiście nie na wszystkich kierunkach. One będą kontynuowane tam, gdzie nie powoduje to perturbacji ogólnospołecznych. Tego typu sferą jest używając języka prezesa PIS likwidowanie złogów w MSZ, co w praktyce oznacza wysyłanie na emerytury czy zwolnienia dyplomatów, co nie budzi szerokiego zainteresowania. Natomiast we wrażliwych obszarach jak służba zdrowia PiS się wycofuje. Możliwe, że tak będzie z abonamentem, nad którym prace zostały wstrzymane. PiS zaczyna się bacznie przyglądać reakcjom społecznym. To nie tak jak przedstawia opozycja, że jest gromadą fanatyków, którzy nie patrzą co się wokół nich dzieje i brną w kierunku jakiegoś diabolicznego rozwiązania. Gdyby tak było, mieliby dziś dużo niższe niższe notowania w sondażach. Choć oczywiście z pewnych kwestii się nie wycofają: np. sądownictwa. Zobaczymy, co będzie z kwestią dekoncentracji mediów, czy nie będzie jak z ustawą o abonamencie.

Skąd to wyhamowanie?

Prezes się zorientował, że pewne sprawy mogą się wymknąć spod kontroli. Tu wracam do ustawy o sieci szpitali. To wyprawa w nieznane. Dziś nie ma nikogo, kto powie, co się wydarzy jesienią. A jeśli nie ma się pewności to lepiej nie podejmować żadnych działań, bo można zepsuć. A jeśli się zepsuje to skutki społeczne są potężne. Prezes stara się być ostrożny i przekierowuje działania na sferę kultury. Ona jest bezpieczna, bo choć wywołuje protesty różnych środowisk twórczych to nie jest tak wrażliwa jak służba zdrowia czy edukacja.

A mieszkania plus?

W budownictwie PiS nie ma sukcesów, co przyznał sam prezes. Nie dziwię się o tyle, że jeśli chodzi o skalę trudności to obszar porównywalny z ochroną zdrowia. PiS tak naprawdę udały się dwie rzeczy: 500 plus, co jest proste jak ma się pieniądze i w pewnym stopniu uszczelnić system podatkowy. To sukcesy, na których wszystko się trzyma - cała reszta to zapowiedzi i deklaracje. Jak Morawiecki mówi, że dotrzymaliśmy wszystkich obietnic to nieprawda. Nie ma spełnionych obietnic wobec frankowiczów czy powszechnego podniesienia kwoty wolnej. Choć nie oczekiwałem dotrzymania wszystkich obietnic, bo każdy, kto ma odrobinę wiedzy ekonomicznej wie, że to niewykonalne. Wspomnienie przez prezesa o kłopotach z mieszkaniem plus może wróżyć kłopoty ministra Adamczyka, ale czy tak będzie przekonamy się w listopadzie.

Można z tego wystąpienia wywróżyć jakieś możliwe inne zmiany w rządzie?

Na podstawie tego, co usłyszeliśmy można powiedzieć, że mocnej pozycji nie ma minister Waszczykowski, ale to słyszeliśmy także 12 miesięcy temu. Z tego, co słyszałem problem polega na znalezieniu następcy jego. Jeśli chodzi o innych ministrów, to ktoś zapewne w listopadzie zostanie wymieniony, ale to nie może być wielka rekonstrukcja, bo oznaczałaby przyznanie się do porażki. Mam wrażenie, że większość ministrów będzie rządziła w drugiej części kadencji o ile nie wybuchną jakieś afery, czy kłopoty z wdrożonymi zmianami np. wspomnianą służbą zdrowia.

Co możemy powiedzieć o architekturze kierownictwa rządu, prezes Kaczyński zapowiadał wzmocnienie gospodarczego kierownictwa rządu ?

Bardziej Morawieckiego wzmocnić niż obecnie chyba się nie da, chyba , że robiąc go premierem. Ma najsilniejszą pozycję w rządzie poza Macierewiczem, ma sukces w ściągalności pytanie czy za tym pójdą kolejne. Zobaczymy, jaki będzie realny bilans tego roku. Poza ściągalnością Morawiecki zapowiadał też inne działania pytanie, co z nimi. On cały czas mówił na dużym poziomie ogólności, po wystąpieniu wicepremiera odpowiedzialnego za gospodarkę spodziewałem się więcej konkretów..

Prezes PiS podtrzymał nie wobec przyjęcie uchodźców, sugerując, że ewentualne retorsje za to zmniejszające nam środki unijne, mogą oznaczać wystąpienie wobec Niemiec o odszkodowanie za II wojnę światową.

To kolejne pokazanie Niemcom, by nie czuli się pewni, bo możemy im wyciągnąć bilans drugiej wojny światowej a Francuzom czy Włochom przeszłość kolonialną. Prezes ma konkretną wizję kontaktów z Zachodem, jest przekonany, że Zachód nas wyłącznie wykorzystuje i trzeba z tym skończyć. To nic nowego, te argumenty były używane już wielokrotnie. One nie są na Zachodzie specjalnie skuteczne, ale są kierowane do odbiorcy wewnętrznego, maja uspokajać sumienia Polaków. Nie przyjmujemy imigrantów, bo po pierwsze nie odpowiadamy za to, bo to Anglicy czy Francuzi byli potęgami kolonialnymi a pieniądze z UE nam się należą jak psu buda, bo to faktycznie rekompensata za II wojnę światową. Tak interpretuje te słowa. To wróży, że relacje z głównymi państwami UE będą złe i ten kongres nic w tym nie zmieni. A jeśli chodzi o imigrantów przy tej histerii, jaka została rozpętana, prezes PiS może się czuć pewnie. Dziś miażdżąca większość Polaków boi się przyjąć choćby jedną muzułmańską rodzinę, bo myślą, że to terroryści. W czasach Kaczyńskiego polityka zagraniczna jest w 100 procentach służebna wobec polityki wewnętrznej. W innych krajach się równoważy, czy czasami jest prowadzona nawet kosztem krajowej, w Polsce jest ona kompletnie zmarginalizowana.

Po co był ten kongres?

By mobilizować. Kaczyński uważa, że takie wydarzenia mobilizują aparat partyjny i dają okazję do chwalenia się. W tym obozie panuje samozadowolenie i nawet się nie dziwię, gdyż im się sporo rzeczy udało, jeśli chodzi o notowania w sondażach czy stan budżetu. Natomiast niewygodne sprawy są spychane. Najlepiej pokazuje to jak został potraktowany Trybunał Konstytucyjny. Prezes powiedział, że został naprawiony i działa znakomicie. W ogóle nie przyjmuje do wiadomości, że według jednej trzeciej Polaków Trybunału Konstytucyjnego już nie ma. Kongres służył umocnieniu się w poczuciu, że PIS ma racje.