Paweł Reszka w "TP" opisuje, jak Ewa Kopacz próbowała konsultować z Tuskiem konstruowanie nowego gabinetu. Terminy ją goniły, miała telefon do szefa PO i usilnie próbowała się z nim skontaktować. - Ale Donald był już w innym świecie. Został  "królem" Europy, więc nie miał ochoty grzęznąć w krajowej polityce. Zbywał ją, nie odbierał telefonów - mówi "TP" znajomy Kopacz.

Gdy Bronisław Komorowski publicznie skrytykował kandydaturę Jacka Rostowskiego na szefa MSZ, nowa premier zrozumiała, że musi działać sama. Nie chciała się opierać jedynie na "spółdzielni" Grabarczyka.

Wysłała SMS do Grzegorza Schetyny. Było to coś w stylu: "czy będziesz mnie zwalczał?". Schetyna odpowiedział "nie". "To przyjdź jutro" - usłyszał od nowej premier. W czasie kilkuminutowego spotkania Kopacz zapytała "MSZ ci pasuje?" Gdy Schetyna potwierdził, odparła "to jesteśmy umówieni". 

CZYTAJ RÓWNIEŻ: PO bierze Warszawę w pierwszej turze. Sondaż przed wyborami samorządowymi>>>

Gdy w końcu do Kopacz zadzwonił Tusk i usłyszał o Schetynie to się wściekł. Ale na swój sprzeciw usłyszał: Trzeba było odbierać telefon. 

Dzięki nominacji Schetyny na szefa resortu spraw zagranicznych, Kopacz przestała być zakładniczką "spółdzielni" Grabarczyka, zyskała poparcie nowej frakcji.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: Wszystkie twarze Grzegorza Schetyny. Sylwetka nowego szefa MSZ>>>