Rozbraja ujmującym uśmiechem - z pozoru nieśmiałym, lekko zakłopotanym. Odkąd zrobił sobie zęby - o czym skrzętnie poinformowały tabloidy, publikując serię zdjęć "przed" i "po" - częściej się śmieje. Zwłaszcza teraz, kiedy ma ku temu powody i wraca do rządu w glorii chwały. Ale niech nikt nie da się zwieść. Za tą maską z sympatycznym uśmiechem kryje się jeden z najbardziej niebezpiecznych polityków w tym kraju.

Grzegorz Schetyna urodził się w Opolu w 1963 roku. W jego rodzinnym domu słuchało się Radia Wolna Europa i wojennych opowieści rodziców; łączniczki i żołnierza AK. W pierwszą zagraniczną wycieczkę 12-letniego Grzesia rodzice zabrali na Monte Cassino. Dzisiejszy szef MSZ dorastał więc w domu przesiąkniętym antykomunizmem. Jego brat działał w Solidarności, razem z żoną byli internowani w stanie wojennym. Grzegorz, gdy tylko wyfrunął z rodzinnego gniazdka na studia do Wrocławia, poszedł w jego ślady. Świeżo upieczony żak zapisał się do Niezależnego Zrzeszenia Studentów i szybko został jego szefem. Już wtedy ujawnił się jego organizatorski talent i … bezczelność. To młody Schetyna wypalił w czasie spotkania z przywódcą Solidarności, że Lech Wałęsa zdradził ideały i nie zalegalizował NZS-u.

W akademiku poznał żonę, Kalinę, przyszłą polonistkę. Pięć lat później, w 1988 roku, wzięli ślub. Wcześniej pojechali na saksy do Kanady, by zarobić na mieszkanie. On pracował jako ogrodnik i malarz, ona podawała Kanadyjczykom frytki. Kalina chciała zostać za Oceanem, ale Grzegorz tęsknił za krajem. Wrócili i założyli rodzinę. Dokładnie rok po wyborach 4 czerwca 1989 roku urodziła im się córka, Natalia.

 - Był bardzo wesoły, mądry i energiczny. Ja jestem spokojna - opisywała młodego Schetynę jego żona, Kalina w wywiadzie dla "Vivy".

Najmłodszy wicewojewoda w kraju

Z Uniwersytetu Wrocławskiego, gdzie najpierw studiował prawo, a później historię Schetyna trafił do polityki. Uczył się wszystkiego na szczeblu lokalnym. Rzutki 26-latek został asystentem solidarnościowego wojewody, Janisława Muszyńskiego. A niedługo potem zastępcą wojewody. Był najmłodszym wicewojewodą w kraju.

Wokół Schetyny już wtedy koncentrowała się w urzędzie grupa NZS-owców. Tworzył ją m.in. Jacek Protasiewicz - dziś największy rywal Schetyny, który odebrał mu berło króla PO na Dolnym Śląsku i Rafał Jurkowlaniec, który kilka lat później sam siebie określił mianem "żołnierza Schetyny". Protasiewicz został rzecznikiem wojewody, a Jurkowlaniec pracownikiem biura prasowego. 

Z tamtych czasów krążą opowieści o rozgrywkach młodego Grzegorza, który rozdawał dziennikarzom materiały kompromitujące swojego zwierzchnika i obserwował na żywo, jak chwilę później ostrzeliwują go niewygodnymi pytaniami. Polityczne gierki nie uszły mu płazem. Został wyrzucony za podkopywanie pozycji zwierzchnika. Jasiński doniósł nawet na Schetynę do prokuratury. Powodem było ponoć służbowe mieszkanie, o które zabiegał młody polityk, mimo, że mu nie przysługiwało.

Mniej więcej w tym okresie Schetyna poznał Donalda Tuska i Pawła Piskorskiego, późniejszego sekretarza generalnego KLD i 23-letniego doradcę premiera Bieleckiego. Ten pierwszy mu imponował, a o Piskorskim mówi się, że Schetyna zrobił polityczną karierę na jego klęsce. 

Zanim jednak przyszły prezydent Warszawy z krajowej polityki odszedł w niesławie, robiąc w partii miejsce wrocławskiemu koledze, Schetyna długo budował swoją pozycję. Przede wszystkim w regionie.

Biznes do kosza

Początek lat 90. przypada na działalność Schetyny w Kongresie Liberalno-Demokratycznym, budowanie Radia Eska, jednej z pierwszych w Polsce nowoczesnych rozgłośni radiowych i walkę o koszykarski Śląsk.

Schetyna przejął klub od Zenona M., posła KLD oskarżanego o malwersacje i rok temu skazanego. Śląsk Wrocław pod jego rządami stał się liczącym się klubem i zaczął zgarniać sportowe laury. Schetyna osobiście zagrzewał zawodników do walki. Podporą - nie tylko w domu - była mu wtedy żona. Równolegle z radiem i klubem działała bowiem agencja reklamowa, która zajmowała się ściąganiem sponsorów. Szefową agencji była właśnie pani Schetyna. W 2000 r. późniejszy wicepremier jako pierwszy w kraju przekształcił koszykarski klub w sportową spółkę akcyjną.

Biznes z polityką łączył do 2005 r., kiedy to Tusk de facto zmusił go do rezygnacji. Łączenie polityki z prowadzeniem interesów było zbyt niebezpieczne i mogło się położyć cieniem nie tylko na samym Schetynie, ale na całym ugrupowaniu.

Pierwszy hakowy

Porażka KLD w 1993 roku zabolała, ale nie zniechęciła Schetyny do politycznej kariery. Nawet gdy musiał walczyć o wpływy z legendą "Solidarności". Gdy KLD połączył się z Unią Wolności szefem partii na Dolnym Śląsku został Władysław Frasyniuk. Schetyna - delikatnie mówiąc - nie miał z nim najlepszych kontaktów. Przywódca "S" nieopierzonego działacza traktował z góry. I nie docenił jego możliwości. O wzajemnej wojnie między politykami krążą do dziś anegdoty. Frasyniuk miał w czasie jednej z kłótni rzucić Schetynie - "Załatwię cię". Ten odparł "Zobaczymy, kto kogo".

Frasyniuk wiele lat później w jednym z wywiadów przyznał: Grzegorz Schetyna był najsprawniejszym kadrowcem w historii współczesnych partii politycznych. Nie było takiego stanowiska, które by nie podlegało pewnym negocjacjom z Grzegorzem. Schetyna zawsze zbierał haki na ludzi, którzy nie chcieli mu się podporządkować.

I rzeczywiście przez lata Schetyna dorobił się miana specjalisty Tuska od brudnej roboty, który wycinał w pień wszystkich, którzy mogliby zagrozić pozycji zwierzchnika. Faulował, knuł i nie baczył na dawne przyjaźnie. Jan Rokita, odsunięty tenor PO, rezygnując z życia politycznego, skomentował sarkastycznie, iż jedynym radosnym aspektem jego decyzji jest fakt, że nie będzie musiał obcować ze Schetyną.

W 1997 roku dzisiejszy minister spraw zagranicznych po raz pierwszy dostał się do Sejmu. A w 2001 wraz Tuskiem zakładał PO. Odpowiadał za organizowanie dolnośląskich struktur partii.

W regionie Schetyna rządził ludźmi silną ręką, nie przebierał w środkach i słowach, umiał warknąć i - jak relacjonowali jego współpracownicy - "zdrowo opierdolić",  a niektórych - jak napisał Janusz Palikot w swojej książce "Kulisy Platformy" - po alkoholu potrafił nawet strzelić w ucho. Wymagał bezwzględnej lojalności i podporządkowania.

Miał przy tym nosa do ludzi i intuicję. Ponoć dzięki wprowadzeniu na pierwsze miejsce listy wyborczej Bogdana Zdrojewskiego, prezydenta Wrocławia znów wszedł do Sejmu. Popularny polityk pociągnął bowiem całą listę. 

Równia pochyła

Gdy został sekretarzem generalnym zajmował już miejsce numer dwa w partii, zaraz po Tusku, z którym się przyjaźnił. Legendarne były wspólne meczyki z premierem i palenie cygar. Gdy dostał tekę szefa MSWiA i wicepremiera wydawało się, że nic nie jest w stanie mu zaszkodzić. Dobra passę przerwała jednak afera hazardowa. Ówczesny szef klubu PO, Zbigniew Chlebowski lobbował w sprawie interesów biznesmena z branży hazardowej Ryszarda Sobiesiaka. A Sobiesiak to dobry znajomy Schetyny z Dolnego Śląska i choć udziału w lobbingu ówczesnemu ministrowi nie udowodniono, musiał oddać tekę i usunąć się w cień. 

Od tego czasu polityczni przyjaciele -Tusk i Schetyna - coraz rzadziej "haratali w gałę". Ich relacje ochłodziły się do tego stopnia, że w 2011 r. Schetyna już wprost krytykował Tuska za spóźnioną reakcję na opublikowany raport Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego w sprawie katastrofy smoleńskiej. W 2013 roku Schetyna zrezygnował co prawda z rywalizacji z Tuskiem o stanowisko przewodniczącego PO w wyborach, by "nie rozbijać partii", ale wiadomo było, że jego notowania pikują z miesiąca na miesiąc. 

Gdy Schetyna przestał pełnić funkcję I wiceprzewodniczącego i dostał na otarcie łez fotel szefa komisji spraw zagranicznych, a potem stracił na rzecz Jacka Protasiewicza fotel szefa dolnośląskiej Platformy wydawało się, że wielki kadrowy już się nie podniesie. Podniosła go Ewa Kopacz. Najpewniej ze strachu, bo nawet zmarginalizowany i osłabiony Schetyna był niebezpieczny.

Miał tego świadomość Radosław Sikorski, który na słynnych taśmach Wprost mówił: Boję się, że Grzesiu się odwinie. I słusznie, bo lista tych, któremu po latach "banicji" Schetyna, chciałby się odwinąć jest baaardzo długa.