Na poniedziałek 18 grudnia zaplanowany był wylot tzw. grupy przygotowawczej, składającej się z oficerów BOR i pracowników BBN; taka jest procedura przed wizytami prezydenta. Ale do startu nie doszło, bo - jak się okazało - nie było sprawnej maszyny.

W tej sytuacji lot przeniesiono na wtorek – tyle, że z Poznania. Nie z Warszawy. Ale i tak maszyna i tak nie wystartowała. Powód? Wyciek z silnika.

"Sprawa zaczynała być kłopotliwa, bo prezydent miał lecieć w czwartek rano. To może inna maszyna? Nie ma! Obie sprawne CASY poleciały z szefem MON do Afganistanu!", podaje też "Fakt". "Minister zabrał też nowego Gulfstreama. Drugi ma niekompletną jeszcze załogę. Gdy w końcu Hercules został naprawiony okazało się, że... MON nie dało zgody na wylot!".

– Z resortu płynęły sprzeczne sygnały, to potęgowało chaos – mówi informator z sił powietrznych.

"W końcu nastąpił wylot. Wtedy jednak, na wysokości ok. 5000 m nastąpiło... rozszczelnienie drzwi samolotu! Pilot zaplótł je sznurkiem i zawrócił. Na lotnisku w Powidzu na maszynę czekała straż pożarna i karetki. Udało się bezpiecznie wylądować", informuje "Fakt".

Kownacki: informacje w "Fakcie" kłamstwem

Tezy przedstawione w "Fakcie" dot. wylotu personelu zabezpieczającego wizytę prezydenta Andrzeja Dudy w Kuwejcie to kłamstwo - oświadczył wiceszef MON Bartosz Kownacki. Rzeczniczka MON zapewniła, że przy realizacji przelotu MON było w stałym kontakcie z Kancelarią Prezydenta i BBN.

Wiceminister Kownacki podkreślił też, że "bezpieczeństwo lotu jest najważniejsze" i dodał, że "kupione za PO >nowoczesne<, ponad 40-letnie Herculesy (są) symbolem modernizacji SZ RP za ich czasów".

Pytany w sobotę rano w radiowej Trójce o problemy związane z wylotem do Kuwejtu pracowników BOR i BBN rzecznik prezydenta Krzysztof Łapiński wyjaśnił, że "wszystko zakończyło się dobrze - ta ekipa wcześniej pojechała, zdążyła przygotować wizytę" prezydenta. Dopytywany o doniesienia gazety "Fakt", przyznał, że "pewna niedogodność techniczna była".

- Samolot musiał - ten z ekipą zabezpieczającą - wrócić i poleciał kolejny, ale to też pokazuje, że jednak bezpieczeństwo tutaj odegrało dużą rolę - tłumaczył.

- Przy realizacji przelotu grupy zabezpieczającej do Kuwejtu MON było w stałym kontakcie z Kancelarią Prezydenta i BBN - podkreśliła w sobotę w rozmowie z PAP rzeczniczka resortu płk Anna Pęzioł-Wójtowicz.

Wcześniej w Twitterowym wpisie podkreśliła, że "każdy wylot samolotu wojskowego przebiegał zgodnie z procedurami i przy zachowaniu wszystkich zasad bezpieczeństwa". Zapewniła również, że "realizacja zadań z użyciem samolotów wojskowych jest zawsze realizowana zgodnie z zasadami bezpieczeństwa i przepisami prawa". Zwracając się do autorów artykułu w "Fakcie", napisała: "Wszystkie informacje przypisujące MON jakiekolwiek działania na niekorzyść BBN i BOR, które umieściliście w artykule, są kłamstwem".