Premier Tajlandii Abhisit Vejjajiva już wcześniej przyznał, że jego Partia Demokratyczna przegrała wybory, zdobywając zapewne 160 mandatów. Vejjajiva pogratulował zwycięstwa pani Yingluck Shinawatrze, siostrze obalonego premiera Thaksina Shinawatry i kandydatce Phak Puea Thai na szefową rządu.

Partią dla Tajów de facto kieruje Thaksin, obalony przez wojskowy pucz w 2006 roku. Jak podaje Reuters, przebywający obecnie na emigracji w Dubaju były premier zadzwonił do swojej siostry Yingluck, oficjalnej liderki ugrupowania, aby pogratulować jej zwycięstwa. Wygrana w wyborach otwiera jej drogę, by zostać pierwszą kobietą w historii Tajlandii na stanowisku premiera.

"Thaksin zadzwonił do mnie, by pogratulować mi zwycięstwa i dodać odwagi" - powiedziała dziennikarzom Yingluck Shinawatra. "Powiedział mi, że mamy jeszcze przed sobą wiele ciężkiej pracy" - dodała.

Ze swej strony Thaksin oświadczył, że "chce wrócić do Tajlandii, lecz poczeka na odpowiedni moment".

Phak Puea Thai, utworzona w 2008 roku, jest kolejną "reinkarnacją" zdelegalizowanej w 2007 roku partii Thai Rak Thai (Tajowie Kochają Tajlandię), założonej przez Thaksina.

Odsunięcie oskarżanego o korupcję i brak szacunku dla króla Thaksina zapoczątkowało okres niestabilności w Tajlandii. Jego zwolennicy, zwani "czerwonymi koszulami", przez dwa miesiące demonstrowali w zeszłym roku w stolicy przeciwko rządowi, domagając się od Abhisita rozpisania przedterminowych wyborów. Doszło do aktów przemocy, w których zginęło 91 osób, a 1400 odniosło obrażenia.


Światowe agencje podkreślają, że dla wielu Tajlandczyków niedzielne wybory niosą nadzieję na koniec politycznego kryzysu, który paraliżuje kraj od puczu wojskowych sprzed pięciu lat. To drugie wybory od obalenia władzy Thaksina.

Niektórzy analitycy obawiają się jednak, że wybory mogą spowodować rozruchy, jeśli ich wyniki nie przypadną do gustu skłonnej do puczów armii, wrogo usposobionej do ugrupowania Thaksina - zwraca uwagę agencja AP.