Ujawnił on ten fakt, przedstawiając w czwartek czasu lokalnego nową cyberstrategię Pentagonu, w której cyberprzestrzeń uznana jest za taką samą "domenę operacyjną" jak morze, powietrze i ląd. Oznacza to, że siły zbrojne będą ćwiczyć również w przestrzeni wirtualnej w celu przygotowania się do obrony przed atakami hakerskimi.

Jak oświadczył Lynn, uważa się, że dokonana w marcu kradzież danych była dziełem zagranicznej służby wywiadowczej. Dodał, że ofiarą ataku padła firma, projektująca systemy uzbrojenia i wyposażenie obronne. Odmówił jednak podania, o wywiad jakiego państwa chodzi, jak również nazwy poszkodowanej firmy i tego, co zawierały pliki.

"Było to 24 tys. plików, co jest dużo. Ale nie sądzę, by było to największe z tego, co dotąd widzieliśmy (w kradzieżach komputerowych)" - zaznaczył wiceszef Pentagonu w przemówieniu w Państwowym Uniwersytecie Bezpieczeństwa.

Pracownicy ministerstwa obrony USA korzystają łącznie z ponad 15 tys. sieci komputerowych oraz 7 mln komputerów w setkach miejsc na całym świecie. Liczba wejść na resortowe sieci wynosi miliony dziennie, a w wyniku ich penetrowania zawłaszczono olbrzymie ilości danych.

Z dokonanych ostatnio szacunków wynika, że kradzieże własności intelektualnej i informacji z komputerów agend rządowych i firm prywatnych spowodowały szkody gospodarcze na łącznie ponad bilion dolarów - wskazał Lynn.

Według niego, w ramach aktywnej obrony Pentagon wprowadzi do swych sieci informatycznych nowe zabezpieczenia w postaci czujników, oprogramowania i podpisów, by wykryć i zablokować podstępne kody, zanim zdołają one wyrządzić szkodę.

"Nasza strategia skupia się na eliminowaniu korzyści z ataku. Jeśli atak nie osiągnie swego zamierzonego rezultatu, ten, kto chciałby nam zaszkodzić, będzie miał mniej powodów, by stawiać nas za cel w cyberprzestrzeni w pierwszej kolejności" - podkreślił Lynn.