Prezydent potwierdził, że doszło do ataku, i w wystąpieniu radiowym wezwał mieszkańców kraju do zachowania spokoju. Na razie nie wiadomo, kto jest odpowiedzialny za napad. "Prezydent w chwili ataku był w rezydencji, ale jest cały i zdrowy" - poinformowało źródło prezydenckie. Według świadków do ataku doszło około godz. 1.30 nad ranem czasu miejscowego (3.30 czasu polskiego) i trwał ponad godzinę. Został odparty przez osobistą straż prezydenta.

"W kuchni jest pełno krwi, a na części budynku widać ślady kul" - relacjonował cytowany przez agencję Reutera świadek, dodając, że główna brama wjazdowa została wysadzona za pomocą wyrzutni granatów. Conde stanął na czele kraju, który jest największym na świecie eksporterem rudy aluminium, w grudniu ubiegłego roku w wyniku pierwszych wolnych wyborów od czasu uzyskania niepodległości od Francji. Od śmierci poprzedniego przywódcy Lansany Conte w 2008 roku kraj był rządzony przez juntę wojskową.

Wybory miały zakończyć dziesięciolecia niestabilności i zamachów stanu w tym zachodnioafrykańskim kraju.Zdaniem obserwatorów, sytuacja w Gwinei, która ma długą historię autorytarnych rządów, a jej siły zbrojne mają reputację brutalnych i niezdyscyplinowanych, poprawiła się od czasu przejęcia władzy przez nowego prezydenta. Zmienił on dowództwo sił zbrojnych i sam stanął na ich czele.

Były szef junty, Moussa Dadis Camara, którego oddziały zabiły we wrześniu 2009 roku 150 opozycyjnych demonstrantów, przebywa na emigracji w Burkina Faso, po tym jak został ranny w próbie zamachu na jego życie.