Jedno z haseł brzmi: "Szarym mydłem umyć usta tym, którzy rozmawiają w językach słowiańskich i germańskich!". W rozpowszechnionym w piątek oświadczeniu premier Kubilius zaznacza, że są to hasła "niedopuszczalne i nieodpowiednie w XXI wieku". Zdaniem Kubiliusa, "nie można tego bagatelizować, szczególnie po tragicznych wydarzeniach w Norwegii".

"Na zdjęciach z obozu widać, jak jego uczestnicy oddają hołd litewskiej fladze i fladze nacjonalistów. W obozie uczestniczą pracownicy litewskich służb mundurowych. Zwracam się do odpowiednich struktur, by wyjaśniły, dlaczego ich funkcjonariusze biorą udział w obozie" - czytamy w oświadczeniu Kubiliusa.

Litewski premier ubolewa, że "właśnie w tym czasie, kiedy rząd podjął zdecydowane kroki w celu rozwinięcia dialogu ze społecznością polską na Litwie, zaproponował pakiet środków mających na celu rozwój socjalny i ekonomiczny Wileńszczyzny, ktoś podejmuje kroki, które burzą dwustronne zaufanie i nawołują do nienawiści na tle narodowościowym".

W środę, w zamieszkanej w 70 procentach przez Polaków miejscowości Dziewieniszki w rejonie solecznickim, rozpoczął się czterodniowy obóz młodzieżowy pod hasłem "Bogu dzięki, że urodziłem się Bałtem". Organizatorem obozu jest Litewski Związek Młodzieży Narodowej, który jest m.in. organizatorem przemarszów nacjonalistycznych 16 lutego w Kownie pod hasłem "Nie dla Wschodu i Zachodu, Litwa jest dla litewskich dzieci" oraz współorganizatorem odbywających się w Wilnie 11 marca marszów pod hasłem "Litwa dla Litwinów".

"Nastał czas na rejon solecznicki, który obecnie jest zarządzany przez nieprzechylne litewskości siły (partią rządzącą w rejonie jest Akcja Wyborcza Polaków na Litwie - PAP). Celem obozu jest pokazanie, że ziemia solecznicka przez wieki była i jest litewska. (...) To ziemia Bałtów, jest więc nieodłączną częścią Litwy" - napisano w komunikacie prasowym organizatorów obozu.

Litewski Związek Młodzieży Narodowej na zorganizowanie tego obozu otrzymał 8 tys. litów (prawie 9,5 tys. złotych) z rządowego departamentu wsparcia młodzieży. Dyrektor litewskiego Instytutu Monitoringu Praw Człowieka Henryk Mickiewicz zaznacza, że wsparcie państwowe nie może być udzielane organizacjom, które przyczyniają się do rozprzestrzeniania kultury nienawiści. "To jest co najmniej dziwne" - powiedział dziennikarzom Mickiewicz.