We wtorek Zieloni w Parlamencie Europejskim oraz Komisja Europejska zorganizowali spotkania z dziennikarzami w związku z pierwszą rocznicą awarii w japońskiej elektrowni Fukushima.

11 marca ub.r. doszło tam do stopienia rdzeni dwóch reaktorów w następstwie trzęsienia ziemi połączonego z tsunami. Awaria ta wywołała gorącą debatę w UE nt. energetyki jądrowej. Niemcy postanowiły wycofać się z niej do 2022 r.

Jeśli chodzi o kraje, które jeszcze nie zdecydowały, czy stawiać na energetykę jądrową, jak na przykład Polska (...), to mają one szczęście, bo nie są narażone na ryzyko, jak Francja, Niemcy, czy inne kraje z energetyką jądrową. Nie muszą też stawiać czoła wyzwaniu, jakim są promieniotwórcze odpady - powiedziała we wtorek współszefowa frakcji Zielonych w PE Rebecca Harms.

Naprawdę nie mogę zrozumieć, dlaczego Fukushima nie jest wystarczającym powodem, by, w przypadku krajów, które dotąd nie mają elektrowni, zdecydować się na przyszłość bez atomu - dodała.

Harms podała przykład Holandii, która odłożyła decyzję o budowie elektrowni jądrowej. Jej zdaniem polski rząd może też wyciągnąć lekcję z decyzji swojego sąsiada, Niemiec, i uznać, że są lepsze sposoby na bezpieczeństwo energetyczne niż atom.

Unijny komisarz ds. energii Guenther Oettinger mówił niedawno w rozmowie z PAP, że w najbliższych dekadach energia z atomu utrzyma silną pozycję w UE. Dodał, że o swoim bilansie energetycznym decydują same kraje. Zauważył, że Polska musi zaakceptować fakt, że Niemcy będą likwidować swoje elektrownie jądrowe, a Niemcy muszą zaakceptować, że Polska ma zamiar inwestować w elektrownie jądrowe.

Zgodnie z planami polskiego rządu pierwsza elektrownia jądrowa ma powstać w 2020 r. Planowane są dwie elektrownie o mocy 3 000 MW każda. W swojej strategii inwestor, spółka Polska Grupa Energetyczna (PGE), zakłada uruchomienie pierwszego bloku energetycznego nie wcześniej niż w 2020 r. i nie później niż w 2025 r.